niedziela, 18 lutego 2018

Wattpad

Hej przepraszam że tak długo mnie nie było ale zupełnie zapomniałam o wstawieniu rozdziałów na bloga ponieważ prowadzę to opowiadanie tez na Wattpad.

Rozdział 10


CLARKE
Bellamy cały dzień mijał mnie z daleka, a gdy już nasze oczy się spotkały, jego wzrok niemal zabijał. Wiedziałam, że jest zły za tego „misia", ale sam był sobie winien, bo tylko idiota potrafi zrobić sobie krzywdę w tak głupi sposób.
Musiałam z nim porozmawiać.
***
BELLAMY
Cały dzień byłem wściekły na Clarke za to głupie przezwisko, które mi wymyśliła, choć muszę przyznać, że podobała mi się mina Finn'a, gdy stojąc za plecami blondynki usłyszał, jak jego dziewczyna się do mnie zwróciła. Dlatego stwierdziłem, że zmienię nieco taktykę i będę udawał, że już nie mam jej tego za złe, lecz mimo to i tak miałem zamiar się zemścić. Postanowiłem jednak, że poczekam na odpowiedni moment.
- Bell, możemy pogadać? – zaczepiła mnie w pewnej chwili Clarke.
- Jasne. O co chodzi?
- Posłuchaj...zależy mi na tobie i nie chcę się kłócić.
- Wiem, ja też nie.
- Więc nie jesteś zły? – zapytała niepewnie.
- Nie – odparłem.
- Chwila...nie jestem głupia. Cały ranek się do mnie nie odzywasz i teraz raptem ci przeszło. Co ty kombinujesz?
- Ja? Nic. Po prostu przypomniała mi się mina Finn'a, gdy usłyszał jak mnie nazwałaś i mi przeszło.
- Jesteś podły – westchnęła.
- No co ty, misie są słodkie nie podłe.
- Jasne, ale zapomniałeś dodać, że także głupiutkie.
- Ej, bo się znów pogniewamy.
- Yhh... Czy ty zawsze musisz postawić na swoim?
- Tak.
- Nie znoszę cię.
- Nieprawda, kochasz mnie – mruknąłem, szczerząc się do niej.
- Jasne, wmawiaj sobie – prychnęła.
- Więc nie będziesz mieć nic przeciwko jak umówię się z Rebeką?
- Nie, ale wtedy będziesz martwy – odparła z udawanym spokojem.
- Już się boje.
- I dobrze.
Clarke popatrzyła jeszcze na mnie ostrzegawczo, po czym odwróciła się na pięcie i bez słowa odeszła.
CLARKE
Po rozmowie z Bell'em wracałam do swojego pokoju, lecz gdy weszłam do pomieszczenia, ujrzałam Finn'a leżącego na moim łóżku. Natomiast obok niego stały dwie torby.
- Finn, co ty tu robisz – zapytałam, zaskoczona widokiem chłopaka.
- Jak to co? witaj w domu kochanie – powiedział wstając z łóżka i podchodząc, pocałował mnie w policzek, po czym zbliżył swoje usta do moich, chcąc złożyż na nich pocałunek.
- Co? O czym ty bredzisz? – zapytałam, odpychając chłopaka od siebie.
- Jak to o czym? Od dziś mieszkamy razem. Nie cieszysz się? – zapytał zaskoczony moim zachowaniem.
- Razem?
- Tak. Przecież rozmawialiśmy o tym i się zgodziłaś – odpowiedział, przypominając mi o naszej rozmowie w ambulatorium.
- Zgodziłam się nad tym zastanowić, a nie z tobą zamieszkać – przypomniałam mu swoje słowa - Wracaj do siebie i zapomnij o wspólnym mieszkaniu – wykrzyknęłam.
- Obawiam się, że już za późno. Po za tym mój pokój zajęła już inna para, a chyba mnie nie wyrzucisz – powiedział, robiąc minę niewiniątka i oczka dziecka proszącego o cukierek.
- Jak to inna para zajęła twój pokój? Przecież pokoje są przydzielane przez Kanclerz. Nawet gdybym się zgodziła, to aby zemną zamieszkać, musiałbyś mieć zgodę mojej matki, a przecież...
- I ją mam, Clarke. Twoja matka o wszystkim wie – odpowiedział, wchodząc mi w zdanie.
- Co?! O nie, nie ma mowy – wykrzyknęłam i natychmiast wybiegłam z pokoju i ruszyłam w stronę gabinetu mojej matki.
***
-Mamo, co tu jest grane – krzyknęłam, wchodząc bez pukania do biura Kanclerz.- Czemu mam mieszkać z Finn'em?!
- Jak to? Przecież tego chciałaś – odparła ostrożnie.
- Co? Skąd ci to przyszło do głowy – zapytałam zdenerwowana.
- Finn powiedział mi, że o wszystkim wiesz i się zgadzasz. To ponoć była wasza wspólna decyzja.
- I ty mu uwierzyłaś? – niedowierzałam. - Wiesz co? Nieważne. Mam gdzieś co ci powiedział, bo i tak nie będę z nim mieszkać i albo on się stamtąd zabierze, albo ja. – wykrzyknęłam, stawiając sprawę jasno.
- Przykro mi, ale jego pokój został już zajęty przez inną parę – wyjaśniła spokojnym tonem, który zaczynał mnie coraz bardziej irytować.
- I naprawdę nie ma już nigdzie wolnych miejsc? – zapytałam z nadzieją, że może jednak coś się znajdzie.
- Są dwa, ale miałabyś współlokatora.
- Gdzie?
- Jedno u Ravenn, ale wątpię byś chciała, aby twój chłopak mieszkał ze swoją byłą, a sama też raczej nie zechcesz – oznajmiła.
No jasne, że nie zechce. Nie dlatego, że jej nie lubię czy dlatego, że jest byłą dziewczyna Finn'a. Raczej powód był taki, że a kiedyś spała z Bellamy'm. Udawałam, że mnie to nie obchodzi i że to przeszłość, ale odkąd się o tym dowiedziałam, byłam cholernie zazdrosna, gdy tylko widziałam ja w pobliżu chłopaka.
- A drugie miejsce? – zapytałam z nadzieją.
- Drugie jest u Bellamy'ego - powiedziała moja mama, a na mojej twarzy od razu mimowolnie pojawił się na krótką chwilę uśmiech, który zaraz potem zgasł. Musiałam udawać, że to też mi nie posuje. - Ale oni z Finn'em się pozabijają.
- Uhh... Dobra, więc ja przeniosę się do Bellamy'ego, poradzę sobie z nim – powiedziałam, udając niezadowoloną, choć w duchu cieszyłam się jak małe dziecko.
- Ale dlaczego nie chcesz mieszkać z Finn'em? To przecież twój chłopak – zapytała matka z zaciekawieniem.
- Mam swoje powody – odpowiedziałam.
- A te powody nazywają się Bellamy Blake, mam rację?
- Co? Nie? Skąd ci to przyszło do głowy?
- Clarke, nie jestem głupia. Widz, co się dzieje. odkąd wróciłaś z tej wyprawy wraz z Bellamy'm.
- Co masz na myśli?
- To, że kochasz ich obu.
- Nieprawda! Bellamy i ja jesteśmy tylko przyjaciółmi, a z Finn'em nie chcę mieszkać, bo nie jestem gotowa na ten etap związku.
- Posłuchaj. Jeśli zamieszkasz z Bellamy'm, nie będzie już odwrotu. Musisz być pewna.
- Jestem pewna.
- No dobrze. Skoro tak, jutro wieczorem możesz się przenieść, a dziś musisz jeszcze zostać u siebie. Jest już późno, a my nie będziemy robić zamieszania. Ja w miedzy czasie uprzedzę Bellamy'ego.
- Dzięki, ale mam jeszcze jedną prośbę. Nie mów mu, kim będzie jego współlokator. Jak spyta, możesz mu powiedzieć, że to jakaś dziewczyna.
- No dobrze, ale dlaczego nie chcesz by wiedział, że to o ciebie chodzi?
- Cóż...Powiedzmy, że chce mu zrobić niespodziankę.
Pożegnałam się z mamą, po czym wyszłam z jej gabinetu i ruszyłam w drogę powrotną do swojego pokoju. Gdy już się z nim znalazłam, nie patrząc nawet na Finn'a, sięgnęłam po swoje rzeczy i zaczęłam je pakować do pudeł.
- Clarke, co ty wyprawiasz?
- Jak to co? Pakuje się i jutro przeprowadzam.
- Co? Ale przecież sama mówiłaś, że nam ze sobą dobrze, więc nie rozumiem w czym masz problem.
- W tym, że nie poczekałeś na moją odpowiedz i sam podjąłeś decyzje w związku. Tak ważne decyzje podejmuje się razem.
- Więc co? Zamieszkasz z Raven? Poważnie?
- Zwariowałeś? Mam mieszkać z byłą swojego faceta?
- No bo chyba nie z Blake'iem.
- Zaraz, zaraz. Czyli wiedziałeś, gdzie są wolne miejsca?
- No jasne. Musiałem mieć pewność, że nie będziesz miała się gdzie wynieść i zostaniesz ze mną.
Prychnęłam z pogardą.
- No to się zdziwisz, bo wolę mieszkać z facetem, z którym non stop się kłócę niż z takim, który nie liczy się z moim zdaniem.
- Co więc masz zamiar zrobić? zamieszkać z Blake'iem?
- Tak.
Chłopak momentalnie pobladł.
- O nie, nie pozwalam ci na to.
- Ale ja wcale nie proszę cię o pozwolenie.
- Nie zrobisz mi tego – powiedział wściekły Finn, łapiąc mnie mocno za nadgarstek i próbując zatrzymać.
Jęknęłam z bólu.
- Boże, Finn, puść mnie. To boli!
- Przepraszam, Clarke – powiedział chłopak puszczając moja rękę, po czym zaczął prosić, bym zmieniła zdanie – Proszę, zastanów się, Clarke.
- Nie, Finn, zapomnij – powiedziałam, wychodząc z pokoju i zostawiając go samego.
***
Hej jak myślicie jak zareaguje Bellamy na wiadomość o wspolokatorce?. Komentujcie.
***
Za korektę i pomoc przy opowiadaniu jak zawsze wielkie podziękowania dla Artemja.

Rozdział 9


Clarke:
Siedziałam właśnie w stołówce, jedząc śniadanie wraz z Raven, Murphy’m, Monty’m i Jasperem, gdy podszedł do nas Bellamy.
- Cześć, Blake – odezwał się John.
- Mam imię, Murphy – burknął ciemnowłosy.
- Racja, Romeo, tak?
- Zamknij się, Murphy – odezwałam się. - A ty się nie dąsaj tylko siadaj, misiu.
- Rozkaz dr.Grifin – odpowiedział Bellamy siadając naprzeciwko mnie, dzięki czemu od razu pod stołem oberwał ode mnie kopniakiem w kostkę.
- Wow, czy my o czymś nie wiemy? Od kiedy to nazywasz Blake’a misiem? I o co chodzi z tą doktor? – zapytała Ravenn siedząca obok mnie.
- Też jestem ciekaw – usłyszałam za sobą głos Finn’a, co nie wróżyło nic dobrego.
- Od kiedy zaczął zachowywać się jak Kubuś Puchatek – odpowiedziałam, chichocząc.
Bellamy:
Słysząc odpowiedz Clarke, Raven, Monty i Jasper wybuchli śmiechem, a ten ostatni nawet zakrztusił się piciem.
- No co chcecie? Pasuje to do mnie nie, każdy jest taki słodki – powiedziałem, na co ta czwórka jeszcze bardziej się roześmiała.
- On nie ma pojęcia o co chodzi? – zapytała Raven, spoglądając porozumiewawczo na Clarke i wskazując na mnie palcem
- Yhy… - potwierdziła Clarke, kiwając głową na potwierdzenie i wciąż się uśmiechając – Nazwałam go tak wczoraj, kiedy opatrywałam mu rękę, którą sobie rozwalił w bardzo głupi sposób. Myślałam, że skojarzy o co mi chodzi, przecież ma młodszą siostrę. Ale nie skojarzył.
- Stary, aleś się wpakował – skomentował Jasper, a cała sytuacja zaczynała mi się już coraz mniej podobać
- I myśli, że…
- Yhy, a ja mam niezły ubaw – powiedziała blondynka patrząc to na Raven, to na mnie i ponownie wybuchły śmiechem.
- Ok, przestaje mi się to podobać, o co wam chodzi? – zapytałem oburzony.
- O nic takiego, misiu – powiedziała Raven, wstając od stołu – Ok, muszę iść. Dzięki za poprawę humoru, Clarke
- Do usług – skomentowała dziewczyna.
- Czy ktoś powie mi co tu jest grane? – zapytałem zdenerwowany.
- Też chętnie się dowiem – skomentował Finn, który chyba też nie wiedział, o co w tym chodzi.
-Niech Jasper z Monty’m wam wyjaśnią. Skoro się śmiali, to wiedzą o co chodzi. Ja się zmywam, bo jak mu sama powiem to mnie zabije, a chce jeszcze trochę pożyć – powiedziała Clarke, wstając od stołu - A my zobaczymy się później – dodała, zwracając się do Finn’a i, dając mu całusa w policzek, ruszyła w stronę ambulatorium.
- Ja też już pójdę - powiedział Jasper i już wstawał od stołu, jednak go zatrzymałem.
- O nie, nigdzie nie pójdziesz, dopóki nie powiesz o co chodziło – zaprotestowałem.
- Wybacz stary, ale twoja niewiedza jest tak zabawna, że musze się tym nacieszyć. Po za tym przecież mnie nie zabijesz na środku Arkadii, misiu – powiedział Jasper wstając, klepiąc mnie po ramieniu i puszczając do mnie oczko przy nazwaniu mnie misiem.
- Nawet się nie waż, Monty – rzuciłem, kładąc dłoń na ramieniu chłopaka, tym samym zmuszając go by ponownie usiadł, kiedy tylko zaczął się podnosić.
- No gadaj, też chętnie się dowiem – powiedział zdenerwowany Finn
- Uh… no dobra, powiem, ale tylko dlatego, że mi cię szkoda, Blake.
- Więc gadaj – ponaglił go Finn.
- Chodziło im o bajkę dla dzieci. Kubuś Puchatek – zaczął tłumaczyć Azjata.
- To znaczy? – zapytałem, ponaglając chłopaka, na co on spojrzał na mnie i przełykając głośno ślinę, tłumaczył dalej.
- W bajce Kubuś Puchatek był misiem, ale mówiono tam też o nim „miś o małym rozumku”.
Czyli, upraszczając, mówiąc do ciebie misiu, Clarke ma na myśli słowa „kompletny idiota, kretyn, głupek” i tym podobne.
- Monty – krzyknąłem, gdy ten zaczął rzucać wyzwiskami, a Finn i Murphy się roześmiali.
- No co? Sam chciałeś wiedzieć – zaczął usprawiedliwiać się chłopak.
Gdy dowiedziałem się od Monty’ego o co wszystkim chodziło, byłem jednym słowem wściekły. Blondynka zrobiła ze mnie debila i teraz ci idioci będą się w kółko ze mnie nabijać. Wstałem więc od stolika i ruszyłem prosto do ambulatorium.
Obiecuje ci, Clarke, że tego pożałujesz. Tym razem nawet zabawa w Panią Doktor ci nie pomoże” – pomyślałem na wspomnienie wczorajszej nocy.
- Co to miało, do cholery, być? Zrobiłaś ze mnie idiotę! – krzyknąłem na dziewczynę, gdy tylko wszedłem do ambulatorium. Na szczęście była sama, więc mogłem ją porządnie ochrzanić.
Clarke:
- Nieprawda. Nie zrobiłam z ciebie idioty, bo było za późno. Ty już byłeś idiotą, bo tylko idiota wali pięścią o ścianę z tak głupiego powodu.
- Więc ty byś się nie wkurzyła, gdybyś zobaczyła mnie z inną?!
- Wkurzyłabym się, ale zamiast robić krzywdę sobie, zabiłabym sukę, która by cię tknęła.
- Więc rozumiem, że mam twoje pozwolenie by sprać tę piękną buźkę temu pajacowi? Super, już dawno chciałem to zrobić – powiedział Bell, po czym odwrócił się i ruszył ku drzwiom.
- Tylko spróbuj – krzyknęłam za nim.
- To co zrobisz? – zapytał, podchodząc z powrotem do mnie.
- Możesz wtedy o mnie zapomnieć.
- Aż tak ci na nim zależy?
- Po prostu nie chcę, by facet którego kocham trafił do aresztu za pobicie. Poza tym wtedy, jako Dr.Grifin, będę musiała zająć się panem Collinsem.
- Co?! Nawet się nie waż!
- Więc mnie nie zmuszaj.
- Yhh, jesteś tak cholernie…
- urocza – dokończyłam, wchodząc mu w zdanie.
- Wkurzająca – powiedział i odwrócił się, idąc w kierunku wyjścia.
- Jasne. Ja też cię kocham, misiu. – krzyknęłam za nim.
***
I jak podoba wam się rozdział? Pisząc go miałam niezły ubaw uwielbiam tego miśka. ;)

Rozdział 8


CLARKE
Kończąc pracę w ambulatorium, myślałam tylko o tym kiedy w końcu znajdę się w ramionach Bellamy’ego. Gdy już zdjęłam fartuch i miałam go odwiesić na miejsce, przypomniały mi się słowa czarnowłosego: „nie wiem, czy cię wpuszczę". Właśnie wtedy wpadłam na pewien diabelski pomysł.

BELLAMY
Siedziałem w swoim pokoju i z niecierpliwością czekałem na Clarke, która wcześniej zapowiedziała swoją wizytę. Gdy spojrzałem na zegarek była 23: 45 wiec stwierdziłem, że zapewne zrezygnowała, gdyż pewnie potraktowała moje słowa poważnie i pomyślała, że rzeczywiście nie zechce jej wpuścić. Dlatego nie czekając dłużej na dziewczynę poszedłem pod prysznic.

CLARKE
Nie wiem co mnie opętało - kiedyś na pewno nie wpadłabym na tak zwariowany pomysł. Myślę, że to po części wina Bell’a i tego co do niego czuję, tylko dla niego byłam gotowa na coś tak szalonego. Tę noc na pewno zapamięta na długo. Okey, jest 24: 00, wszyscy na Arce powinni już spać, więc mam nadzieje że nikogo po drodze nie spotkam, bo jak bym mogła wytłumaczyć swój strój? Na szczęście pokój Bellamy’ego nie jest tak daleko.
- Okey, Clarke, dasz rade – powiedziałam, biorąc głęboki oddech i próbując chyba dodać sobie odwagi. Stanęłam jeszcze przed lustrem poprawiłam kitel, po czym dodałam: – Pora zabawić się w Dr. Grifin
Kiedy dotarłam już na miejsce, zapukałam do drzwi jego pokoju i już po chwili usłyszałam głos chłopaka.
- Kto tam? – wykrzyknął. Już miałam odpowiedzieć, gdy ponownie przypomniały mi się jego słowa: „nie wiem, czy cię wpuszczę”, więc stwierdziłam, że jeśli nie będę się odzywać, na pewno otworzy chociażby po to, by zobaczyć kto się dobija. Gdy usłyszałam kroki zbliżające się ku drzwiom, szybko rozpięłam górny guzik fartucha by powiększyć swój dekolt.

BELLAMY
Wyszedłem właśnie z pod prysznica, gdy nagle usłyszałem pukanie do drzwi mojego pokoju.
- Kto tam? – zapytałem, lecz zamiast odpowiedzi gościa rozległo się ponowne pukanie. – Kogo tam diabli niosą – powiedziałem zły i mimo, iż byłem jedynie w pasie owinięty ręcznikiem, podszedłem do drzwi. Ku mojemu zdziwieniu stała za nimi Clarke.
- O, Księżniczka z piekła rodem – powiedziałem, widząc blondynkę. – Przyszłaś bo się stęskniłaś czy dalej chcesz mnie torturować? Bo jeśli chodzi o tortury, to mnie nie ma.
Wiem że na nią czekałem, ale wciąż byłem na nią zły, dlatego postanowiłem zagrać niedostępnego. Niestety nie spodziewałem się tego, że role za chwilę się odwrócą.
- Myślałam, że potrzebna panu wizyta domowa, panie Blake – powiedziała Clarke, przejeżdżając delikatnie dłonią po swoim dekolcie, po drodze zahaczając o kołnierz fartucha by go nieco uchylić i dać mi do zrozumienia, że nie ma pod nim nic więcej. - Ale skoro twierdzi pan, że się dobrze czuje i takowa nie jest potrzebna, sprawdzę co u pana Collins’a. Może on potrzebuje pomocy. Poza tym na pewno się ucieszy, jeśli wyrażę zgodę na wspólne mieszkanie. W końcu przecież nie jest taki zły we współżyciu – powiedziała blondynka i podkreślając ostatnie słowo, przegryza dolną wargę.

CLARK
Gdy przejechałam delikatnie dłonią po swoim dekolcie i po drodze zahaczyłam o kołnierz, by odsłonić nieco górną część fartucha, aby chłopak skojarzył że pod nim nie mam bielizny, mina Bellamy’ego była nie do pobicia: stał z szeroko otwartymi oczami i ustami nie mając pojęcia, co jest grane. Zupełnie go zamurowało, a gdy wspomniałam po chwili o tym, że jeśli mnie nie potrzebuje pójdę do Finn’a, w jego oczach zapłonął ogień. Zaczęłam się powoli odwracać by odejść bez słowa, jednak natychmiast chwycił mnie za rękę i wciągnął do pokoju, zatrzaskując za nami drzwi.
- Co? Zabolało, prawda?- zapytałam uszczypliwie, aby skojarzył jak się poczułam, gdy on wspomniał wcześniej w ambulatorium o Raven. On zaś, nawet tego nie komentując, uśmiechnął się i przyciągając mnie do siebie, wpił się w moje usta. Jego pocałunki były niesamowicie namiętne i choć bardzo pragnęłam by nie przerywał, nie chciałam dać mu tej satysfakcji i pozwolić, by wyszło na jego. Dziś to ja miałam być górą, więc odepchnęłam go od siebie i zaczęłam kontynuować swoją grę.
- No wie pan co, panie Blake? Tak nie można – powiedziałam, udając oburzenie spowodowane jego zachowaniem.
- Clarke, w co ty pogrywasz?
- Panie Blake, jestem tu by pana przebadać, a jak na razie pan wszystko utrudnia. Proszę być grzecznym, bo będę musiała pana skrepować – powiedziałam, popychając go wprost na łózko stojące tuż za nim.
- Że co proszę? – zapytał zszokowany moim zachowaniem.
Nawet nie wiesz co cię czeka, pomyślałam i patrząc wprost w te czekoladowe oczy, zaczęłam rozpinać dalsze guziki swojego fartucha, pod którym kryły się tylko czarne figi. Gdy skończyłam, podeszłam do czarnowłosego i siadając okrakiem na jego kolanach, pochyliłam się, skubnąwszy zębami płatek jego ucha. Pocałowałam go w policzek, kącik ust, po czy, zaczęłam schodzić z pocałunkami na szyję.
- No no, Panie Blake – powiedziałam, grożąc mu palcem, gdy tylko próbował się podnieść i zrzucić z moich ramion fartuch. Widząc to, Bellamy tylko się uśmiechnął, ja zaś ponownie zaczęłam całować jego szyję, a moja dłoń powędrowała wzdłuż jego ciała. Wkładając ją pod ręcznik, zaczęłam masować jego męskość, Poczułam jak mięsnie chłopaka się napinają, gdy schodziłam z pocałunkami coraz niżej
- Och, cholera – szepnął, zaciskając mocniej ręce na pościeli, gdy zaczęłam go pieścić ustami. Był to pierwszy raz, kiedy dogadzałam tak jakiemuś mężczyźnie, więc nie byłam pewna czy robię to tak jak powinnam, lecz mina Bellamy’ego i jego przyspieszający oddech utrzymał mnie w przekonaniu, że jest mu dobrze. Już po chwili poczułam w ustach smak spełnienia Bell’a, a wraz z nim jego jęk oznajmiający uniesienie.

BELLAMY
Mój oddech jeszcze się nie ustabilizował, a fale gorąca rozlewające się po moim ciele przyprawiały mnie o lekkie duszności i zawroty głowy.
- Do diabla, kto cię tego nauczył? - zapytałem i spojrzałem na moja Księżniczkę, która widocznie była w pełni zadowolona z siebie i wyszczerzyła zęby w triumfalnym uśmiechu, a ja tylko cicho westchnąłem.
- Tajemnica – szepnęła wprost do mojego ucha. - Ale przyznaj, podobało ci się - mruknęła i kładąc się obok, złożyła na moim policzku delikatny pocałunek.
- Było bosko - odpowiedziałem i poczułem na sobie wzrok Clarke, która cicho śmiała się z mojej reakcji.
- I co ci tak do śmiechu? - zapytałem oburzony i zmarszczyłem czoło
- Nic, tylko nie sądziłam, że można cię doprowadzić aż do takiego stanu, bo chyba nie powiesz, że to był pierwszy raz, kiedy dziewczyna zadowalała cię w ten sposób - powiedziała a ja poczułem, że chyba się rumienie jak jakaś głupia nastolatka. W sumie zazwyczaj to ja zawsze bylem górą.
- A niech mnie! Bellamy Blake, wieczny narcyz, przeżył w pewnym sensie swój pierwszy raz – powiedziała, widząc moją minę i ponownie zachichotała. Miałem już dość jej nabijania się ze mnie, jeszcze tego kiedyś pożałuje.
- Oj cicho bądź - zachichotałem i wpiłem się w jej usta.
- Kocham cię - zamruczałem między pocałunkami i zacząłem obsypywać jej szyję oraz dekolt milionami pocałunków. Już po chwili ponownie pokój wypełniły nasze przyśpieszone oddechy i pojedyncze pojękiwania rozkoszy. To była noc, której nie zapomnę do końca życia.











niedziela, 5 listopada 2017

Rozdział 7

MURPHY

Leżałem właśnie na łóżku próbując usnąć, gdyż właśnie zszedłem z nocnej warty przy bramie do Arkadii, gdy nagle z zza ściany zaczęły dobiegać odgłosy jakiejś kłótni. Wściekły wyszedłem, by uspokoić mojego sąsiada, którym na moje nieszczęście był nie kto inny jak Blake. Już miałem zacząć walić w drzwi, gdy usłyszałem naprawdę ciekawą rozmowę.
- Kocham cię, Clarke. Dlatego chcę zaryzykować, bo jeśli tego nie zrobię, będę żałował do końca życia. Proszę, zaufaj mi.
- Zaraz, zaraz, możesz powtórzyć?
- Zaufaj mi, Clarke.
- Nie to.
- A co?
- To, co mówiłeś wcześniej.
- Że chcę zaryzykować?
- Nie! Dobrze wiesz, o które słowa mi chodzi.
- Kocham cię, Księżniczko. Kocham. I jeśli tak bardzo chcesz, będę ci to powtarzał codziennie, aż będziesz miała dość.
- Tych słów nigdy nie będę miała dość.
Blake wyznawał właśnie miłość naszej Księżniczce. Kto by przypuszczał: Blake i Griffin to coś nowego. Swoją drogą ciekawe, co na to Finn? Jak widać nie na darmo ludzie mówią, że od nienawiści niedaleka droga do miłości, pomyślałem. Zrezygnowałem z ochrzanienia Blake'a za to, że robił tyle hałasu. Zamiast tego po prostu wróciłem do siebie.

CLARKE

Byłam właśnie w ambulatorium robiąc listę leków, które wczoraj wraz z Bellamy'm przynieśliśmy z bunkra, gdy nagle poczułam jak ktoś zachodzi mnie od tyłu i obejmuje w pasie.
- Nie boisz się, że ktoś wejdzie? – zapytałam przekonana, że to Bellamy.
- Witaj, skarbie – szepnął mi do ucha chłopak, po czym całując mnie w policzek, dodał – A czego mam się bać? Przecież wszyscy wiedzą, że jesteśmy razem. Chyba, że spodziewałaś się kogoś innego? – zapytał podejrzliwie, podnosząc jedną brew do góry.
- Nie, no co ty – zaśmiałam się nerwowo. - Po prostu w każdej chwili może wejść tu moja matka, a wiesz, że nie lubię publicznie okazywać uczuć. – wytłumaczyłam się, gratulując sobie w myślach, że jakoś z tego wybrnęłam.
- Wiem, ale i tak by się nic nie stało, bo twoja matka mnie lubi.
- Fakt. Swoją drogą, co tu robisz?
- Stęskniłem się, apo za tym chciałem pogadać.
- O czym?
- O nas.
- To znaczy?
- Kocham cię, Clarke, ale sama dobrze wiesz, że ostatnio nie mamy dla siebie czasu.
- Finn, co się dzieje? Brzmisz, jakbyś chciał zerwać.
- Nie, skądże, chcę być z tobą! Posłuchaj, Clarke, już rok jesteśmy razem i dobrze nam ze sobą, prawda?
- Prawda, ale przejdź do rzeczy, bo teraz brzmisz, jakbyś próbował się oświadczyć.
- A chciałabyś?
- Finn?
- No dobra. Pomyślałem, że powinniśmy razem zamieszkać. Co ty na to?
- Ze co proszę?
- Tęsknie za tobą, a tak więcej czasu mielibyśmy dla siebie.
- Wspólne mieszkanie to poważny krok, Finn. Nie wiem, czy jestem na to gotowa.
- Obiecaj, że to przemyślisz. Proszę.
- No dobrze, przem.... – zaczęłam, lecz Finn, nie pozwalając mi dokończyć myśli, wpił się w moje usta. Ja, jako jego dziewczyna, musiałam odwzajemnić pocałunek, choć szczerze mówiąc wolałabym, aby teraz na miejscu chłopaka znajdował się pewien przystojny brunet.

BELLAMY

Szedłem właśnie do ambulatorium, gdyż po skończonej warcie chciałem jak najszybciej zobaczyć się z Clarke. Nie minęły dwadzieścia cztery godziny, odkąd widziałem ją ostatni raz, a już się stęskniłem. Gdy miałem właśnie wchodzić do pomieszczenia, przez okienko w drzwiach ujrzałem Clarke całującą się z Finn'em. byłem wściekły i jednocześnie cholernie zazdrosny. Niewiele myśląc, z całej siły uderzyłem pięścią o ścianę, co swoją drogą cholernie zabolało, lecz nie tak bardzo jak widok mojej Księżniczki w ramionach Finn'a.

CLARKE

Podczas pocałunku z Finn'em usłyszałam, że korytarza dobiega jakiś hałas, jęk i wiązanka przekleństw. Natychmiast oderwałam się od Finn'a i wybiegłam z pomieszczenia, gdzie ujrzałam Bellamy'ego stojącego pod ścianą z krwawiącą dłonią.
- Bellamy? Co ty tu robisz? Co się stało?
- Miałem mały wypadek – odpowiedział, trzymając się za ranną rękę.
- Widzę – westchnęłam. – Chodź, opatrzę cię – powiedziałam, patrząc na jego dłoń i tym samym wskazując skinieniem głowy na ambulatorium.
- Nie trzeba, nie chciałbym przeszkadzać – burknął wściekły i już wiedziałam, że widział mój pocałunek z Finn'em.
- Bell... - zaczęłam, chcąc mu wyjaśnić co zaszło, ale w tym momencie usłyszałam za sobą głos Finn'a.
- Clarke, co się dzieje?
- Nic. Później dokończymy rozmowę, Finn. Teraz muszę wracać do pracy – powiedziałam do Finn'a, nawet na niego nie spoglądając. Gdy ten zaczął odchodzić, ja zwróciłam się do Bellamy'ego. - A ty do ambulatorium i to bez dyskusji, musze cię opatrzeć – rozkazałam Bellamy'emu, wskazując na drzwi, na co on krzywo się uśmiechnął i wszedł do sali, a ja zaraz za nim.
- Siadaj – zarządziłam, wskazując na jedną z leżanek – To jak? Powiesz mi co się stało? – zapytałam, sięgając po opatrunki.
- Nic takiego, pobiłem się ze ścianą.
- Co proszę?! Czyś ty oszalał? – wykrzyknęłam, kładąc opatrunki na stolik.
- Tak, oszalałem na punkcie pewnej blondynki, o którą jestem diabelnie zazdrosny. Tak się składa, że przed chwilą widziałem ją całującą się z jakimś dupkiem. Doszedłem do wniosku, że pobicie ściany to lepszy pomysł niż pobicie jego. Powinnaś mi za to dziękować.
- Naprawdę ciekawe, co na to ten „dupek". Który, swoją drogą, jest jej chłopakiem – spytałam sarkastycznie.
- Osobiście mam to gdzieś. – odpowiedział, wzruszając ramionami.
- Bellamy, dobrze wiesz jak się sprawy mają. Przecież rozmawialiśmy o tym. – powiedziałam, rozejrzawszy się najpierw na boki czy na pewno jesteśmy sami.
- Wiem, Księżniczko, ale obiecałaś mi coś wtedy w jaskini, pamiętasz? A to wcale nie wyglądało na zwykły całus. Gdybym się nie zjawił, pewnie wylądowalibyście na jednej z tych leżanek.
- Naprawdę myślisz, że zrobiłabym ci coś takiego?
- Jemu robisz, więc czemu nie mi? – zapytał, chcąc mi dogryźć.
- Bo ty nie jesteś nim i w odróżnieniu od niego ciebie kocham, więc mógłbyś mi zaufać tak jak ja zaufałam tobie. A teraz się połóż, musze ci to prześwietlić, bo paskudnie wygląda. – warknęłąm wściekła, na co Bell tylko wywrócił oczami i posłusznie położył się na leżance, ja natomiast, nastawiając aparaturę, prześwietliłam mu rękę.
- Masz szczęście, nie jest złamana. Wystarczy sam opatrunek. Daj tu rękę – zarządziłam, Bellamy zaś wrócił do pozycji siedzącej i podał mi ranną rękę.
- No dobrze, przepraszam, nie złość się. Ej, Księżniczko, spójrz na mnie – rozkazał brunet, łapiąc mnie za podbródek i zmuszając bym spojrzała mu w oczy. - Nic nie poradzę na to, że tak bardzo cię kocham – wyznał, robiąc minę zbitego szczeniaka, która zawsze mnie rozbrajała, więc mimowolnie się uśmiechnęłam.
- Więc obiecaj, że mi zaufasz.
- Dobrze, obiecuję, tylko się nie złość.
Rany, aż boje się zapytać, co byś zrobił gdym ci powiedziała, że był tu by poprosić, abym z nim zamieszkała, pomyślałam, biorąc gazę do ręki by zacząć oczyszczać ranę. Ale nie zdawałam sobie sprawy, że wypowiadam swoje myśli na głos.
- Najprawdopodobniej byś nawet nie zdążyła, bo bym go wcześniej zabił – odpowiedział na pytanie, które jak wcześniej sądziłam, zadałam sobie w myśli.
- Jesteś aż tak zazdrosny? – zapytałam, unosząc jedną brew ku górze.
- Tak i mam nadzieje, że się nie zgodziłaś – powiedział. Uśmiechnęłam się, gdyż widząc jego minę, przypomniała mi się bajka o pewnym głupiutkim misiu, którą w dzieciństwie czytała mi matka. Wyglądał zupełnie jak ten miś z książeczki dla dzieci – Clarke? – zaczął, podejrzliwie na mnie patrząc, ja natomiast wciąż uśmiechając się pod nosem, wzięłam jego rękę i zaczęłam delikatnie oczyszczać ranę. – Clarke, do jasnej cholery, odpowiedz mi!. – wykrzyknął, zabierając rękę.
- Spokojnie, misiu. Powiedziałam mu, że się zastanowię. - odpowiedziałam.
- O nie, jeśli się zgodzisz... - zaczął grozić, lecz przerwałam, wchodząc mu w zdanie.
- To co, misiu? - zapytałam szeptem, zbliżając swoje usta do jego na dosłownie kilka centymetrów i gdy Bellamy już chciał mnie pocałować, odsunęłam się i jakby nigdy nic wzięłam jego rękę, po czym zaczęłam ponownie delikatnie oczyszczać ranę.

BELLAMY

Tak chcesz grać? Dobra, zagrajmy – pomyślałem.
- To też sobie znajdę współlokatorkę, na przykład Holly albo Rebekę.
- A spróbowałbyś tylko – zagroziła, na co ja wyszczerzyłem zęby w szyderczym uśmieszku.
- Ale najlepiej by się nadawała Raven. O, ta jest całkiem niezła we „współżyciu" – powiedziałem i sugestywnie podkreśliłem ostatnie słowo, chcąc jej jeszcze bardziej dogryźć, lecz po wypowiedzeniu tych słów natychmiast tego pożałowałem; Clarke polała moją ranę jakimś płynem, co cholernie zapiekło. – Aa...- zasyczałem.

CLARKE

Gdy tylko Bellamy wypowiedział imię Ravenn i słowa „niezła we współżyciu" przeholował, więc wkurzona stwierdziłam, że dam mu nauczkę i polałam jego rade sporą ilością wody utlenionej, na co on zasyczał z bólu. I dobrze mu tak, pomyślałam, szyderczo się uśmiechając, po czym położyłam czystą gazę na ranie i przycisnęłam ją mocno, zaczynając bandażować.
- Aa... - zasyczał z bólu.
- Oh, przepraszam, zabolało? – zapytałam z udawaną czułością, po czym dodałam. – Postaram się delikatniej - obiecałam ponownie, przyciskając gazę bandażem. Nie byłam sadystyczna, ale też niespecjalnie delikatna.
- Aa... Cholera, za co? – wykrzyknął, a w jego oczach stanęły łzy. Z jednej strony było mi go szkoda, ale z drugiej za ten tekst o Raven należało mu się.
- Mi się nie grozi, misiu. I zapamiętaj sobie: nie wkurzaj dziewczyny, która cię opatruje – poradziłam, po czym już delikatnie skończyłam bandażować mu rękę. – Idź już, wieczorem wpadnę – powiedziałam, dając mu całusa w policzek i puszczając do niego oczko.
- Taa, tylko nie wiem, czy cię wpuszczę. – skomentował, po czym odwrócił się i wyszedł z ambulatorium.
 ***

Proszę o komenterze im ich więcej tym szybciej będą pojawiać się rozdziały. Bo to wasze komentarze dają mi siłe by pisać dalej.

Rozdział 6

Clarke

Obudziło mnie delikatne muskanie na szyi. Uśmiechnęłam się pod nosem i leniwie otworzyłam oczy, po czym przekręciłam głowę. Po swojej prawej stronie ujrzałam wpatrującego się we mnie najcudowniejszego chłopaka na świecie. Przegryzłam dolną wargę, posyłając mu zalotne spojrzenie.
- Dzień dobry, Księżniczko - powiedział Bellamy, uśmiechając się szeroko.
- Dzień dobry – odparłam, wpijając się w jego usta i siadając na nim okrakiem. Bellamy zamruczał z zadowolenia i pogłębił pocałunek, wdzierając swój język do moich ust.
- Mm... Takie poranki uwielbiam najbardziej - powiedział, gdy zaczęłam składać pocałunki na jego szyi i torsie, zostawiając gdzieniegdzie ślady w postaci malinek.
- Skąd wiesz? To przecież nasz pierwszy taki poranek. No chyba, że mówisz też o innych dziewczynach – zapytałam, schodząc z jego bioder i ponownie kładąc się obok.
- A co, zazdrosna jesteś? – zapytał, spoglądając na mnie i unosząc jedna brew ku górze.
- Nie, ale spróbuj tylko od dziś spojrzeć na inną, to... - nie dokończyłam, bo Bellamy zamknął mi usta pocałunkiem.
- To co, Księżniczko?
- To... - brunet znów uniemożliwił mi dokończenie myśli. - Ją zabiję, a ty pożałujesz, że się urodziłeś - dokończyłam, gdy tylko się ode mnie oderwał, zaś Bellamy słysząc to tylko się roześmiał.
- Ha ha, bardzo śmieszne – burknęłam sarkastycznie.
- Nie ma takiej opcji, Księżniczko, ale ty musisz obiecać, że Finn cię nie tknie. Sypiasz tylko ze mną.
- Ok, obiecuję, że w ten sposób jestem tylko twoja – powiedziałam, składając na jego ustach pocałunek.

Bellamy

- Wiesz, chyba już powinniśmy wracać, choć naprawdę chętnie bym tu z tobą został, ale... - zacząłem podnosząc się na łokciach, lecz moja Księżniczka oczywiście postanowiła wejść mi w słowo.
- Więc zostańmy – poprosiła, ciągnąc mnie z powrotem do siebie i wpijając się w moje usta.
- Dobrze wiesz, że nie możemy - zacząłem tłumaczyć, odrywając się od niej. - Twoja mama czeka na leki i jak zaraz nie wyruszymy, będą nas szukać. Choć wcale nie ukrywam, że chętnie zobaczyłbym miny tych, co by nas znaleźli – powiedziałem, szeroko się uśmiechając na myśl o tym, jaką minę miałby Finn widząc Clarke w moich ramionach.
- Jasne. Tylko zamiast mówić „tych, co by nas znaleźli", czemu po prostu nie powiesz „minę Finna" - rzuciła wściekła, zakładając swoje ubrania. „Czyżby jakimś cudem Clarke nauczyła się czytać mi w myślach". - Wiem, że jestem okropną egoistką, nie musisz mi o tym przypominać. – wykrzyknęła, a po jej policzkach powoli zaczęły płynąć łzy. Spojrzałem na nią zaskoczony jej nagłym wybuchem, ona zaś z płaczem wybiegła z jaskini. Nie mogłem uwierzyć, że to ona wypowiedziała takie słowa. Przez ten rok zmieniła się, stała się jeszcze bardziej zadziorna, co mi jak najbardziej odpowiadało. Ale bycie egoistką? Na każdym kroku wszystkim pomaga. Jak ona w ogóle mogła tak pomyśleć? Natychmiast ubrałem się i wybiegłem za nią.
- Clarke... Ej, Księżniczko – powiedziałem, łapiąc ja za podbródek i zmuszając tym samym, by spojrzała mi w oczy. - Nie jesteś egoistką. Egoista miałby gdzieś, co stanie się z Setką i zająłby się sobą. Skoro wiesz co myślę, to powinnaś wiedzieć, że potrafię czasem palnąć coś głupiego – wyszeptałem, ocierając jej łzy i spoglądając jej w oczy, na co Clarke tylko krzywo się uśmiechnęła – O, no i proszę, uśmiech. O to chodziło. A teraz lepiej chodźmy, musimy zabrać plecaki i wrócić do obozu, aby oddać te leki twojej mamie.
Po chwili byliśmy spakowani i gotowi do drogi.

Clarke

Byłam wdzięczna mamie za to, co zrobiła; nie tylko odzyskałam przyjaciela, ale też przestałam uciekać i w końcu przyznałam że to, co czuje do Bellamy'ego jest czymś więcej niż zwykłą przyjaźnią. Wzięłam głęboki oddech i chwytając swój plecak, wyszłam na zewnątrz. Po chwili wyszedł również Bellamy, złapał mnie za rękę i czule pocałował w czoło.
- Gotowa? - zapytał z troską.
- Jeszcze nie - powiedziałam i bez ostrzeżenia wpiłam się w jego usta - Teraz już tak. – odparłam, a na twarzy Bellamy'ego pojawił się szeroki uśmiech.
Po kilku minutach szybkiego marszu, brama była już widoczna.
***
Kiedy wróciliśmy do Arki, od razu skierowaliśmy się do gabinetu mojej matki, by zdać jej relacje z naszej wyprawy i oddać leki, które tam znaleźliśmy.
- Już wróciliśmy – powiedziałam, wchodząc do gabinetu.
- Czemu wracacie dopiero dziś? – zapytała.
- Musieliśmy przeczekać mgłę, a gdy już minęła, było ciemno. Woleliśmy wrócić rano i nie włóczyć się nocą po lesie – wytłumaczyłam, starając się brzmieć poważnie. Bellamy zaś, słysząc jak tłumaczę nas z nocy w jaskini, parsknął śmiechem, więc podeszłam do niego i szturchnąwszy go w ramię, rzuciłam - Uspokój się, idioto.
Niestety, jak to Bellamy, nie mógł się powstrzymać by, nie skomentować całej sytuacji.
- Dobra już, dobra, nie złość się Księżniczko, bo złość piękności szkodzi - odparł, gdy przestał się śmiać. Ja zaś, ignorując jego komentarz, pokiwałam głową i wróciłam do rozmowy z matką.
- Znaleźliśmy tę piwnicę o której mówiłaś i rzeczywiście było tam trochę lekarstw. Te najważniejsze przynieśliśmy. Zaniosę je do magazynu, a jutro zrobię ponowną inwentaryzację.
- Dobrze, w takim razie ty, Bellamy, możesz już wracać do siebie, odpocząć. Wieczorem zmienisz Nate'a na warcie. Ale ty, Clarke, zostań jeszcze na moment, musimy porozmawiać - powiedziała moja matka, zwracając się najpierw do Bellamy'ego, a potem do mnie. W tym momencie w mojej głowie pojawiła się jedna myśl: "Zabić Bellamy'ego".
- W takim razie ja już pojadę. A, zapomniałbym Pani podziękować, mam u Pani dług - powiedział Bell, spoglądając porozumiewawczo to na moja matkę, to na mnie, po czym od tak po prostu wyszedł.
- Coś się stało? - zapytałam, aby jak najszybciej zmienić temat i wybrnąć jakoś z tej sytuacji.
- To ty mi powiedz, Clarke. Widzę, że wspólna wyprawa chyba jednak pomogła?
- A, tak, wszystko wróciło do normy, dziękuję ci. – powiedziałam, przytuliwszy mamę.
- Nie ma za co, skarbie. Wracaj już do siebie, też musisz wypocząć. Ja mam jeszcze sporo pracy.
- Dobrze - odparłam, po czym wyszłam i pierwszy kierunek, jaki obrałam to pokój Bellame'go, po drodze obmyślałam tysiące sposobów jak mu dać popalić za jego zachowanie.

Bellamy

Jako jeden z nielicznych mieszkańców Arki posiadałem dwuosobowy pokój z własną łazienką. Dodatkowo miałem wielkie szczęście, gdyż kiedy przydzielano pokoje, nie dostałem żadnego współlokatora.
Szedłem właśnie pod prysznic, gdy nagle usłyszałem pukanie do drzwi. Nim zdążyłem podejść i otworzyć, do pokoju wpadła Clarke i zamykając za sobą drzwi, zaczęła krzyczeć.
- Coś ty sobie myślał, do diabła? Chcesz by się zorientowała?
- Nie, wolałbym wyjść na środek Arkadii i przy wszystkich zrobić coś takiego – powiedziałem, podchodząc i obejmując ją w pasie jedna ręką. Przyciągnąłem Clarke do siebie i wpiłem w jej usta, ona o dziwo zamiast odwzajemnić pocałunek, odepchnęła mnie od siebie.
- Nie, Bellamy. Wiesz dobrze, że to jeszcze niemożliwe. Postawiłam sprawę jasno: jeśli ci to nie pasuje – trudno, widocznie to był zły pomysł, lepiej zapomnijmy co się stało. Boże, ale ja byłam głupia myśląc, że ci naprawdę zależy. Gratulacje, możesz mnie sobie dopisać do listy dziewczyn z Arki, które przeleciałeś - wykrzyknęła i odwracając się, ruszyła w stronę drzwi. Przez chwilę stałem osłupiały, lecz gdy Clarke chwyciła za klamkę i zaczęła otwierać drzwi, podbiegłem i chwytając ja za nadgarstek, powstrzymałem przed wyjściem.
- O nie, moja droga. Po tym, co się stało w jaskini i tym, co mi mówiłaś nie możesz się wycofać. Mylisz się myśląc, że mi nie zależy: zależy i to bardzo – powiedziałem, biorąc głęboki oddech, po czym spojrzałem jej głęboko w oczy, kontynuując swoją przemowę – Posłuchaj. Wiem, że nie jestem wyobrażeniem cnót. Wiem też, że się boisz tego, iż nie wytrwamy i uwierz mi - ja też się boję. Ale nie zamierzam się poddać, bo wiem, co czuję i że choćby nie wiem co miało się stać, moje uczucia się nie zmienią.
- A co czujesz? - zapytała, na co ja lekko się uśmiechnąłem i odpowiedziałem na jej pytanie.

Clarke

- Kocham cię, Clarke. Dlatego chcę zaryzykować, bo jeśli tego nie zrobię, będę żałował do końca życia. Proszę, zaufaj mi. - wyszeptał. Byłam zaskoczona tym, co powiedział, nie mogłam w to uwierzyć. Rzadko któremu chłopakowi tak łatwo przychodziło wypowiadanie tych dwóch słów.
- Zaraz zaraz, możesz powtórzyć?
- Zaufaj mi, Clarke.
- Nie to.


Bellamy

- A co? – zapytałem, przyciągając ja do siebie i obejmując w pasie. Mimo, iż dobrze wiedziałem, o co jej chodzi, chciałem po prostu się z nią podroczyć
- To, co mówiłeś wcześniej.
- że chcę zaryzykować? - dopytywałem się.
- Nie! Dobrze wiesz, o które słowa mi chodzi - powiedziała z wyrzutem, na co ja się zaśmiałem i spoglądając jej głęboko w oczy, wypowiedziałem słowa, które tak bardzo chciała usłyszeć
- Kocham cię, Księżniczko. Kocham. I jeśli tak bardzo chcesz, będę ci to powtarzał codziennie, aż będziesz miała dość,
Słysząc to, chwyciła moją twarz w dłonie i przyciągnęła do siebie, składając na moich ustach pocałunek.
- Tych słów nigdy nie będę miała dość – szepnęła, kiedy tylko się od siebie oderwaliśmy. Uśmiechnąłem się i ponownie wpiłem w jej usta.

czwartek, 19 października 2017

Rozdział 5

BELLAMY

2 godziny później

Od dwóch godzin idziemy z Clarke w stronę bunkra, cały czas śmiejąc się, żartując i wspominając czasy, kiedy byliśmy wrogami. Gdyby zaraz na początku ktoś mi powiedział, że zakocham się w naszej księżniczce, najprawdopodobniej bym go wyśmiał i wyzwał od idiotów. Teraz natomiast sam nie mogę w to uwierzyć; kocham ją, a ona to odwzajemnia. Jeszcze nigdy nie byłem tak szczęśliwy.
- Uwierzyłabyś, że kiedyś będziemy do siebie czuć coś takiego? – zapytałem, biorąc Clarke za rękę.
- Co masz na myśli, mówiąc „coś takiego”?
- Dobrze wiesz – powiedziałem, spoglądając na nasze splecione dłonie. Clarke zaś w odpowiedzi tylko się zaśmiała. – Co cię tak bawi? – zapytałem zdziwiony jej nagłym wybuchem śmiechu.
- Nic takiego, może kiedyś ci powiem – odpowiedziała, chyba próbując się ze mną droczyć.
- Powiedz teraz.
- O nie! Na to musisz sobie zasłużyć.
- Jeszcze nie zasłużyłem? – zapytałem, podnosząc jedną brew do góry.
- Nie.

CLARKE

- Powiedz, bo pożałujesz – zagroził, podstępnie się uśmiechając. Wiedziałam, że coś kombinuje, ale co zrobić - uwielbiałam się z nim drażnić.
- A niby co ty mi możesz zrobić?
- Dobra, sama tego chciałaś - powiedział, po czym z zaskoczenia złapał mnie i zacząć łaskotać.
- A! Bellamy, przestań! – krzyczałam, śmiejąc się i próbując wyrwać z jego objęć. - Dobra, już dobra. Powiem, tylko przestań!
- Więc gadaj.
- Przykro mi, ale to musi zaczekać. Jesteśmy na miejscu – powiedziałam, wskazując w stronę bunkra.
- Masz szczęście, ale i tak ci nie odpuszczę – zapewnił mnie, grożąc przy tym palcem, po czym ruszył w kierunku bunkra. Gdy weszliśmy do środka, ujrzałam szeroki uśmiech na twarzy Bellamy’ego.
- Co cię tak bawi? – zapytałam.
- Kiedyś ci powiem – odpowiedział w odwecie.
- Co?
- Musisz zasłużyć.
- Jesteś niemożliwy – powiedziałam, kręcąc głową i zakładając ręce na piersi.
- A ty śliczna jak się złościsz – powiedział, po czym załadował broń i wymijając mnie z tym swoim szyderczym uśmieszkiem, ruszył w głąb bunkra, sprawdzając wszystkie pomieszczenia po drodze. Za chyba trzecimi drzwiami okazało się, że jest tam klatka schodowa, na której panowała zupełna ciemność. Gdy poświeciłam latarką zobaczyliśmy, że schody prowadzą jedynie dół. Powoli ruszyliśmy schodami, kiedy nagle z pomieszczenia na końcu schodów usłyszeliśmy jakiś hałas.
– Uważaj – szepnęłam, Bellami zaś tylko skinął głową na znak zgody i ruszył do przodu. Nagle wyskoczyło na nas dwóch żniwiarzy. Bell od razu zlikwidował jednego po drugim.
- Pospieszmy się, może być ich tu więcej.
Jak najszybciej zabraliśmy się za przeszukiwanie pomieszczenia. O dziwo po przeszukaniu piwnicy, w bunkrze okazało się, że rzeczywiście znaleźliśmy skład z lekami. Nie było tego wiele, ale zawsze coś. Załadowawszy plecaki lekami, ruszyliśmy w drogę powrotną. Gdy została nam niecała godzina do obozu, usłyszeliśmy dźwięk rogu oznajmiającego o nadejściu toksycznej mgły. Bellamy natychmiast złapał mnie za rękę, ciągnąc w stronę najbliższego schronienia. Zaczęliśmy przedzierać się przez zarośla. W oddali było już widać zarys wejścia do jakiejś jaskini. Kiedy byliśmy już w środku, Bellamy odwrócił się żeby zobaczyć, jak daleko od nas jest mgła, która była już przed samym wejściem.
- Udało nam się w ostatniej chwili. - mruknął z ulgą, wciągając mnie w głąb jaskini.
- Trochę tu zabawimy - powiedziałam, na co Bellamy zareagował szerokim uśmiechem.
- Co się tak głupkowato szczerzysz? – zapytałam, on zaś bez słowa zaszedł mnie od tyłu i obejmując rękoma, odgarnął moje włosy na lewe ramię, po czym nachylił się nad moim uchem i szeptem odpowiedział mi na pytanie.
- Bo właśnie wpadłem na pomysł jak zabić czas, który tu spędzimy – wymruczał, po czym skubnąwszy ustami płatek mojego ucha, zaczął składać delikatne pocałunki na mojej szyi. Czułam jak robi mi się gorąco, a serce zaczyna bić jak szalone.
- Eee… Bellamy… Mieliśmy zacząć od małych rzeczy, pamiętasz? – powiedziałam, ciężko wzdychając.
- Więc chcesz bym przestał? -  zapytał, całując moją szyję.
- Tak? - odpowiedziałam niepewnie, podczas jego pocałunków, na co Bellamy odwrócił mnie do siebie. Spojrzał mi głęboko w oczy i zbliżył swoje usta do moich tak, że dzieliły je od siebie dosłownie milimetry.
- To czemu ci nie wierzę? – mruknął.
- Niech cię diabli, Bellamy – wydyszałam, popychając go na ścianę jaskini i całując, on zaś się roześmiał, a już po chwili po całej jaskini były porozrzucane nasze ubrania. Ja i Bellamy kochaliśmy się - dla nas obojga to było wyjątkowe kilka godzin spędzonych w swoich ramionach, których nigdy nie zapomnę.

*****

Bardzo proszę o komentarze chcę wiedzieć czy wogule ktoś to czyta.