niedziela, 18 lutego 2018

Rozdział 10


CLARKE
Bellamy cały dzień mijał mnie z daleka, a gdy już nasze oczy się spotkały, jego wzrok niemal zabijał. Wiedziałam, że jest zły za tego „misia", ale sam był sobie winien, bo tylko idiota potrafi zrobić sobie krzywdę w tak głupi sposób.
Musiałam z nim porozmawiać.
***
BELLAMY
Cały dzień byłem wściekły na Clarke za to głupie przezwisko, które mi wymyśliła, choć muszę przyznać, że podobała mi się mina Finn'a, gdy stojąc za plecami blondynki usłyszał, jak jego dziewczyna się do mnie zwróciła. Dlatego stwierdziłem, że zmienię nieco taktykę i będę udawał, że już nie mam jej tego za złe, lecz mimo to i tak miałem zamiar się zemścić. Postanowiłem jednak, że poczekam na odpowiedni moment.
- Bell, możemy pogadać? – zaczepiła mnie w pewnej chwili Clarke.
- Jasne. O co chodzi?
- Posłuchaj...zależy mi na tobie i nie chcę się kłócić.
- Wiem, ja też nie.
- Więc nie jesteś zły? – zapytała niepewnie.
- Nie – odparłem.
- Chwila...nie jestem głupia. Cały ranek się do mnie nie odzywasz i teraz raptem ci przeszło. Co ty kombinujesz?
- Ja? Nic. Po prostu przypomniała mi się mina Finn'a, gdy usłyszał jak mnie nazwałaś i mi przeszło.
- Jesteś podły – westchnęła.
- No co ty, misie są słodkie nie podłe.
- Jasne, ale zapomniałeś dodać, że także głupiutkie.
- Ej, bo się znów pogniewamy.
- Yhh... Czy ty zawsze musisz postawić na swoim?
- Tak.
- Nie znoszę cię.
- Nieprawda, kochasz mnie – mruknąłem, szczerząc się do niej.
- Jasne, wmawiaj sobie – prychnęła.
- Więc nie będziesz mieć nic przeciwko jak umówię się z Rebeką?
- Nie, ale wtedy będziesz martwy – odparła z udawanym spokojem.
- Już się boje.
- I dobrze.
Clarke popatrzyła jeszcze na mnie ostrzegawczo, po czym odwróciła się na pięcie i bez słowa odeszła.
CLARKE
Po rozmowie z Bell'em wracałam do swojego pokoju, lecz gdy weszłam do pomieszczenia, ujrzałam Finn'a leżącego na moim łóżku. Natomiast obok niego stały dwie torby.
- Finn, co ty tu robisz – zapytałam, zaskoczona widokiem chłopaka.
- Jak to co? witaj w domu kochanie – powiedział wstając z łóżka i podchodząc, pocałował mnie w policzek, po czym zbliżył swoje usta do moich, chcąc złożyż na nich pocałunek.
- Co? O czym ty bredzisz? – zapytałam, odpychając chłopaka od siebie.
- Jak to o czym? Od dziś mieszkamy razem. Nie cieszysz się? – zapytał zaskoczony moim zachowaniem.
- Razem?
- Tak. Przecież rozmawialiśmy o tym i się zgodziłaś – odpowiedział, przypominając mi o naszej rozmowie w ambulatorium.
- Zgodziłam się nad tym zastanowić, a nie z tobą zamieszkać – przypomniałam mu swoje słowa - Wracaj do siebie i zapomnij o wspólnym mieszkaniu – wykrzyknęłam.
- Obawiam się, że już za późno. Po za tym mój pokój zajęła już inna para, a chyba mnie nie wyrzucisz – powiedział, robiąc minę niewiniątka i oczka dziecka proszącego o cukierek.
- Jak to inna para zajęła twój pokój? Przecież pokoje są przydzielane przez Kanclerz. Nawet gdybym się zgodziła, to aby zemną zamieszkać, musiałbyś mieć zgodę mojej matki, a przecież...
- I ją mam, Clarke. Twoja matka o wszystkim wie – odpowiedział, wchodząc mi w zdanie.
- Co?! O nie, nie ma mowy – wykrzyknęłam i natychmiast wybiegłam z pokoju i ruszyłam w stronę gabinetu mojej matki.
***
-Mamo, co tu jest grane – krzyknęłam, wchodząc bez pukania do biura Kanclerz.- Czemu mam mieszkać z Finn'em?!
- Jak to? Przecież tego chciałaś – odparła ostrożnie.
- Co? Skąd ci to przyszło do głowy – zapytałam zdenerwowana.
- Finn powiedział mi, że o wszystkim wiesz i się zgadzasz. To ponoć była wasza wspólna decyzja.
- I ty mu uwierzyłaś? – niedowierzałam. - Wiesz co? Nieważne. Mam gdzieś co ci powiedział, bo i tak nie będę z nim mieszkać i albo on się stamtąd zabierze, albo ja. – wykrzyknęłam, stawiając sprawę jasno.
- Przykro mi, ale jego pokój został już zajęty przez inną parę – wyjaśniła spokojnym tonem, który zaczynał mnie coraz bardziej irytować.
- I naprawdę nie ma już nigdzie wolnych miejsc? – zapytałam z nadzieją, że może jednak coś się znajdzie.
- Są dwa, ale miałabyś współlokatora.
- Gdzie?
- Jedno u Ravenn, ale wątpię byś chciała, aby twój chłopak mieszkał ze swoją byłą, a sama też raczej nie zechcesz – oznajmiła.
No jasne, że nie zechce. Nie dlatego, że jej nie lubię czy dlatego, że jest byłą dziewczyna Finn'a. Raczej powód był taki, że a kiedyś spała z Bellamy'm. Udawałam, że mnie to nie obchodzi i że to przeszłość, ale odkąd się o tym dowiedziałam, byłam cholernie zazdrosna, gdy tylko widziałam ja w pobliżu chłopaka.
- A drugie miejsce? – zapytałam z nadzieją.
- Drugie jest u Bellamy'ego - powiedziała moja mama, a na mojej twarzy od razu mimowolnie pojawił się na krótką chwilę uśmiech, który zaraz potem zgasł. Musiałam udawać, że to też mi nie posuje. - Ale oni z Finn'em się pozabijają.
- Uhh... Dobra, więc ja przeniosę się do Bellamy'ego, poradzę sobie z nim – powiedziałam, udając niezadowoloną, choć w duchu cieszyłam się jak małe dziecko.
- Ale dlaczego nie chcesz mieszkać z Finn'em? To przecież twój chłopak – zapytała matka z zaciekawieniem.
- Mam swoje powody – odpowiedziałam.
- A te powody nazywają się Bellamy Blake, mam rację?
- Co? Nie? Skąd ci to przyszło do głowy?
- Clarke, nie jestem głupia. Widz, co się dzieje. odkąd wróciłaś z tej wyprawy wraz z Bellamy'm.
- Co masz na myśli?
- To, że kochasz ich obu.
- Nieprawda! Bellamy i ja jesteśmy tylko przyjaciółmi, a z Finn'em nie chcę mieszkać, bo nie jestem gotowa na ten etap związku.
- Posłuchaj. Jeśli zamieszkasz z Bellamy'm, nie będzie już odwrotu. Musisz być pewna.
- Jestem pewna.
- No dobrze. Skoro tak, jutro wieczorem możesz się przenieść, a dziś musisz jeszcze zostać u siebie. Jest już późno, a my nie będziemy robić zamieszania. Ja w miedzy czasie uprzedzę Bellamy'ego.
- Dzięki, ale mam jeszcze jedną prośbę. Nie mów mu, kim będzie jego współlokator. Jak spyta, możesz mu powiedzieć, że to jakaś dziewczyna.
- No dobrze, ale dlaczego nie chcesz by wiedział, że to o ciebie chodzi?
- Cóż...Powiedzmy, że chce mu zrobić niespodziankę.
Pożegnałam się z mamą, po czym wyszłam z jej gabinetu i ruszyłam w drogę powrotną do swojego pokoju. Gdy już się z nim znalazłam, nie patrząc nawet na Finn'a, sięgnęłam po swoje rzeczy i zaczęłam je pakować do pudeł.
- Clarke, co ty wyprawiasz?
- Jak to co? Pakuje się i jutro przeprowadzam.
- Co? Ale przecież sama mówiłaś, że nam ze sobą dobrze, więc nie rozumiem w czym masz problem.
- W tym, że nie poczekałeś na moją odpowiedz i sam podjąłeś decyzje w związku. Tak ważne decyzje podejmuje się razem.
- Więc co? Zamieszkasz z Raven? Poważnie?
- Zwariowałeś? Mam mieszkać z byłą swojego faceta?
- No bo chyba nie z Blake'iem.
- Zaraz, zaraz. Czyli wiedziałeś, gdzie są wolne miejsca?
- No jasne. Musiałem mieć pewność, że nie będziesz miała się gdzie wynieść i zostaniesz ze mną.
Prychnęłam z pogardą.
- No to się zdziwisz, bo wolę mieszkać z facetem, z którym non stop się kłócę niż z takim, który nie liczy się z moim zdaniem.
- Co więc masz zamiar zrobić? zamieszkać z Blake'iem?
- Tak.
Chłopak momentalnie pobladł.
- O nie, nie pozwalam ci na to.
- Ale ja wcale nie proszę cię o pozwolenie.
- Nie zrobisz mi tego – powiedział wściekły Finn, łapiąc mnie mocno za nadgarstek i próbując zatrzymać.
Jęknęłam z bólu.
- Boże, Finn, puść mnie. To boli!
- Przepraszam, Clarke – powiedział chłopak puszczając moja rękę, po czym zaczął prosić, bym zmieniła zdanie – Proszę, zastanów się, Clarke.
- Nie, Finn, zapomnij – powiedziałam, wychodząc z pokoju i zostawiając go samego.
***
Hej jak myślicie jak zareaguje Bellamy na wiadomość o wspolokatorce?. Komentujcie.
***
Za korektę i pomoc przy opowiadaniu jak zawsze wielkie podziękowania dla Artemja.

1 komentarz: