niedziela, 18 lutego 2018

Wattpad

Hej przepraszam że tak długo mnie nie było ale zupełnie zapomniałam o wstawieniu rozdziałów na bloga ponieważ prowadzę to opowiadanie tez na Wattpad.

Rozdział 10


CLARKE
Bellamy cały dzień mijał mnie z daleka, a gdy już nasze oczy się spotkały, jego wzrok niemal zabijał. Wiedziałam, że jest zły za tego „misia", ale sam był sobie winien, bo tylko idiota potrafi zrobić sobie krzywdę w tak głupi sposób.
Musiałam z nim porozmawiać.
***
BELLAMY
Cały dzień byłem wściekły na Clarke za to głupie przezwisko, które mi wymyśliła, choć muszę przyznać, że podobała mi się mina Finn'a, gdy stojąc za plecami blondynki usłyszał, jak jego dziewczyna się do mnie zwróciła. Dlatego stwierdziłem, że zmienię nieco taktykę i będę udawał, że już nie mam jej tego za złe, lecz mimo to i tak miałem zamiar się zemścić. Postanowiłem jednak, że poczekam na odpowiedni moment.
- Bell, możemy pogadać? – zaczepiła mnie w pewnej chwili Clarke.
- Jasne. O co chodzi?
- Posłuchaj...zależy mi na tobie i nie chcę się kłócić.
- Wiem, ja też nie.
- Więc nie jesteś zły? – zapytała niepewnie.
- Nie – odparłem.
- Chwila...nie jestem głupia. Cały ranek się do mnie nie odzywasz i teraz raptem ci przeszło. Co ty kombinujesz?
- Ja? Nic. Po prostu przypomniała mi się mina Finn'a, gdy usłyszał jak mnie nazwałaś i mi przeszło.
- Jesteś podły – westchnęła.
- No co ty, misie są słodkie nie podłe.
- Jasne, ale zapomniałeś dodać, że także głupiutkie.
- Ej, bo się znów pogniewamy.
- Yhh... Czy ty zawsze musisz postawić na swoim?
- Tak.
- Nie znoszę cię.
- Nieprawda, kochasz mnie – mruknąłem, szczerząc się do niej.
- Jasne, wmawiaj sobie – prychnęła.
- Więc nie będziesz mieć nic przeciwko jak umówię się z Rebeką?
- Nie, ale wtedy będziesz martwy – odparła z udawanym spokojem.
- Już się boje.
- I dobrze.
Clarke popatrzyła jeszcze na mnie ostrzegawczo, po czym odwróciła się na pięcie i bez słowa odeszła.
CLARKE
Po rozmowie z Bell'em wracałam do swojego pokoju, lecz gdy weszłam do pomieszczenia, ujrzałam Finn'a leżącego na moim łóżku. Natomiast obok niego stały dwie torby.
- Finn, co ty tu robisz – zapytałam, zaskoczona widokiem chłopaka.
- Jak to co? witaj w domu kochanie – powiedział wstając z łóżka i podchodząc, pocałował mnie w policzek, po czym zbliżył swoje usta do moich, chcąc złożyż na nich pocałunek.
- Co? O czym ty bredzisz? – zapytałam, odpychając chłopaka od siebie.
- Jak to o czym? Od dziś mieszkamy razem. Nie cieszysz się? – zapytał zaskoczony moim zachowaniem.
- Razem?
- Tak. Przecież rozmawialiśmy o tym i się zgodziłaś – odpowiedział, przypominając mi o naszej rozmowie w ambulatorium.
- Zgodziłam się nad tym zastanowić, a nie z tobą zamieszkać – przypomniałam mu swoje słowa - Wracaj do siebie i zapomnij o wspólnym mieszkaniu – wykrzyknęłam.
- Obawiam się, że już za późno. Po za tym mój pokój zajęła już inna para, a chyba mnie nie wyrzucisz – powiedział, robiąc minę niewiniątka i oczka dziecka proszącego o cukierek.
- Jak to inna para zajęła twój pokój? Przecież pokoje są przydzielane przez Kanclerz. Nawet gdybym się zgodziła, to aby zemną zamieszkać, musiałbyś mieć zgodę mojej matki, a przecież...
- I ją mam, Clarke. Twoja matka o wszystkim wie – odpowiedział, wchodząc mi w zdanie.
- Co?! O nie, nie ma mowy – wykrzyknęłam i natychmiast wybiegłam z pokoju i ruszyłam w stronę gabinetu mojej matki.
***
-Mamo, co tu jest grane – krzyknęłam, wchodząc bez pukania do biura Kanclerz.- Czemu mam mieszkać z Finn'em?!
- Jak to? Przecież tego chciałaś – odparła ostrożnie.
- Co? Skąd ci to przyszło do głowy – zapytałam zdenerwowana.
- Finn powiedział mi, że o wszystkim wiesz i się zgadzasz. To ponoć była wasza wspólna decyzja.
- I ty mu uwierzyłaś? – niedowierzałam. - Wiesz co? Nieważne. Mam gdzieś co ci powiedział, bo i tak nie będę z nim mieszkać i albo on się stamtąd zabierze, albo ja. – wykrzyknęłam, stawiając sprawę jasno.
- Przykro mi, ale jego pokój został już zajęty przez inną parę – wyjaśniła spokojnym tonem, który zaczynał mnie coraz bardziej irytować.
- I naprawdę nie ma już nigdzie wolnych miejsc? – zapytałam z nadzieją, że może jednak coś się znajdzie.
- Są dwa, ale miałabyś współlokatora.
- Gdzie?
- Jedno u Ravenn, ale wątpię byś chciała, aby twój chłopak mieszkał ze swoją byłą, a sama też raczej nie zechcesz – oznajmiła.
No jasne, że nie zechce. Nie dlatego, że jej nie lubię czy dlatego, że jest byłą dziewczyna Finn'a. Raczej powód był taki, że a kiedyś spała z Bellamy'm. Udawałam, że mnie to nie obchodzi i że to przeszłość, ale odkąd się o tym dowiedziałam, byłam cholernie zazdrosna, gdy tylko widziałam ja w pobliżu chłopaka.
- A drugie miejsce? – zapytałam z nadzieją.
- Drugie jest u Bellamy'ego - powiedziała moja mama, a na mojej twarzy od razu mimowolnie pojawił się na krótką chwilę uśmiech, który zaraz potem zgasł. Musiałam udawać, że to też mi nie posuje. - Ale oni z Finn'em się pozabijają.
- Uhh... Dobra, więc ja przeniosę się do Bellamy'ego, poradzę sobie z nim – powiedziałam, udając niezadowoloną, choć w duchu cieszyłam się jak małe dziecko.
- Ale dlaczego nie chcesz mieszkać z Finn'em? To przecież twój chłopak – zapytała matka z zaciekawieniem.
- Mam swoje powody – odpowiedziałam.
- A te powody nazywają się Bellamy Blake, mam rację?
- Co? Nie? Skąd ci to przyszło do głowy?
- Clarke, nie jestem głupia. Widz, co się dzieje. odkąd wróciłaś z tej wyprawy wraz z Bellamy'm.
- Co masz na myśli?
- To, że kochasz ich obu.
- Nieprawda! Bellamy i ja jesteśmy tylko przyjaciółmi, a z Finn'em nie chcę mieszkać, bo nie jestem gotowa na ten etap związku.
- Posłuchaj. Jeśli zamieszkasz z Bellamy'm, nie będzie już odwrotu. Musisz być pewna.
- Jestem pewna.
- No dobrze. Skoro tak, jutro wieczorem możesz się przenieść, a dziś musisz jeszcze zostać u siebie. Jest już późno, a my nie będziemy robić zamieszania. Ja w miedzy czasie uprzedzę Bellamy'ego.
- Dzięki, ale mam jeszcze jedną prośbę. Nie mów mu, kim będzie jego współlokator. Jak spyta, możesz mu powiedzieć, że to jakaś dziewczyna.
- No dobrze, ale dlaczego nie chcesz by wiedział, że to o ciebie chodzi?
- Cóż...Powiedzmy, że chce mu zrobić niespodziankę.
Pożegnałam się z mamą, po czym wyszłam z jej gabinetu i ruszyłam w drogę powrotną do swojego pokoju. Gdy już się z nim znalazłam, nie patrząc nawet na Finn'a, sięgnęłam po swoje rzeczy i zaczęłam je pakować do pudeł.
- Clarke, co ty wyprawiasz?
- Jak to co? Pakuje się i jutro przeprowadzam.
- Co? Ale przecież sama mówiłaś, że nam ze sobą dobrze, więc nie rozumiem w czym masz problem.
- W tym, że nie poczekałeś na moją odpowiedz i sam podjąłeś decyzje w związku. Tak ważne decyzje podejmuje się razem.
- Więc co? Zamieszkasz z Raven? Poważnie?
- Zwariowałeś? Mam mieszkać z byłą swojego faceta?
- No bo chyba nie z Blake'iem.
- Zaraz, zaraz. Czyli wiedziałeś, gdzie są wolne miejsca?
- No jasne. Musiałem mieć pewność, że nie będziesz miała się gdzie wynieść i zostaniesz ze mną.
Prychnęłam z pogardą.
- No to się zdziwisz, bo wolę mieszkać z facetem, z którym non stop się kłócę niż z takim, który nie liczy się z moim zdaniem.
- Co więc masz zamiar zrobić? zamieszkać z Blake'iem?
- Tak.
Chłopak momentalnie pobladł.
- O nie, nie pozwalam ci na to.
- Ale ja wcale nie proszę cię o pozwolenie.
- Nie zrobisz mi tego – powiedział wściekły Finn, łapiąc mnie mocno za nadgarstek i próbując zatrzymać.
Jęknęłam z bólu.
- Boże, Finn, puść mnie. To boli!
- Przepraszam, Clarke – powiedział chłopak puszczając moja rękę, po czym zaczął prosić, bym zmieniła zdanie – Proszę, zastanów się, Clarke.
- Nie, Finn, zapomnij – powiedziałam, wychodząc z pokoju i zostawiając go samego.
***
Hej jak myślicie jak zareaguje Bellamy na wiadomość o wspolokatorce?. Komentujcie.
***
Za korektę i pomoc przy opowiadaniu jak zawsze wielkie podziękowania dla Artemja.

Rozdział 9


Clarke:
Siedziałam właśnie w stołówce, jedząc śniadanie wraz z Raven, Murphy’m, Monty’m i Jasperem, gdy podszedł do nas Bellamy.
- Cześć, Blake – odezwał się John.
- Mam imię, Murphy – burknął ciemnowłosy.
- Racja, Romeo, tak?
- Zamknij się, Murphy – odezwałam się. - A ty się nie dąsaj tylko siadaj, misiu.
- Rozkaz dr.Grifin – odpowiedział Bellamy siadając naprzeciwko mnie, dzięki czemu od razu pod stołem oberwał ode mnie kopniakiem w kostkę.
- Wow, czy my o czymś nie wiemy? Od kiedy to nazywasz Blake’a misiem? I o co chodzi z tą doktor? – zapytała Ravenn siedząca obok mnie.
- Też jestem ciekaw – usłyszałam za sobą głos Finn’a, co nie wróżyło nic dobrego.
- Od kiedy zaczął zachowywać się jak Kubuś Puchatek – odpowiedziałam, chichocząc.
Bellamy:
Słysząc odpowiedz Clarke, Raven, Monty i Jasper wybuchli śmiechem, a ten ostatni nawet zakrztusił się piciem.
- No co chcecie? Pasuje to do mnie nie, każdy jest taki słodki – powiedziałem, na co ta czwórka jeszcze bardziej się roześmiała.
- On nie ma pojęcia o co chodzi? – zapytała Raven, spoglądając porozumiewawczo na Clarke i wskazując na mnie palcem
- Yhy… - potwierdziła Clarke, kiwając głową na potwierdzenie i wciąż się uśmiechając – Nazwałam go tak wczoraj, kiedy opatrywałam mu rękę, którą sobie rozwalił w bardzo głupi sposób. Myślałam, że skojarzy o co mi chodzi, przecież ma młodszą siostrę. Ale nie skojarzył.
- Stary, aleś się wpakował – skomentował Jasper, a cała sytuacja zaczynała mi się już coraz mniej podobać
- I myśli, że…
- Yhy, a ja mam niezły ubaw – powiedziała blondynka patrząc to na Raven, to na mnie i ponownie wybuchły śmiechem.
- Ok, przestaje mi się to podobać, o co wam chodzi? – zapytałem oburzony.
- O nic takiego, misiu – powiedziała Raven, wstając od stołu – Ok, muszę iść. Dzięki za poprawę humoru, Clarke
- Do usług – skomentowała dziewczyna.
- Czy ktoś powie mi co tu jest grane? – zapytałem zdenerwowany.
- Też chętnie się dowiem – skomentował Finn, który chyba też nie wiedział, o co w tym chodzi.
-Niech Jasper z Monty’m wam wyjaśnią. Skoro się śmiali, to wiedzą o co chodzi. Ja się zmywam, bo jak mu sama powiem to mnie zabije, a chce jeszcze trochę pożyć – powiedziała Clarke, wstając od stołu - A my zobaczymy się później – dodała, zwracając się do Finn’a i, dając mu całusa w policzek, ruszyła w stronę ambulatorium.
- Ja też już pójdę - powiedział Jasper i już wstawał od stołu, jednak go zatrzymałem.
- O nie, nigdzie nie pójdziesz, dopóki nie powiesz o co chodziło – zaprotestowałem.
- Wybacz stary, ale twoja niewiedza jest tak zabawna, że musze się tym nacieszyć. Po za tym przecież mnie nie zabijesz na środku Arkadii, misiu – powiedział Jasper wstając, klepiąc mnie po ramieniu i puszczając do mnie oczko przy nazwaniu mnie misiem.
- Nawet się nie waż, Monty – rzuciłem, kładąc dłoń na ramieniu chłopaka, tym samym zmuszając go by ponownie usiadł, kiedy tylko zaczął się podnosić.
- No gadaj, też chętnie się dowiem – powiedział zdenerwowany Finn
- Uh… no dobra, powiem, ale tylko dlatego, że mi cię szkoda, Blake.
- Więc gadaj – ponaglił go Finn.
- Chodziło im o bajkę dla dzieci. Kubuś Puchatek – zaczął tłumaczyć Azjata.
- To znaczy? – zapytałem, ponaglając chłopaka, na co on spojrzał na mnie i przełykając głośno ślinę, tłumaczył dalej.
- W bajce Kubuś Puchatek był misiem, ale mówiono tam też o nim „miś o małym rozumku”.
Czyli, upraszczając, mówiąc do ciebie misiu, Clarke ma na myśli słowa „kompletny idiota, kretyn, głupek” i tym podobne.
- Monty – krzyknąłem, gdy ten zaczął rzucać wyzwiskami, a Finn i Murphy się roześmiali.
- No co? Sam chciałeś wiedzieć – zaczął usprawiedliwiać się chłopak.
Gdy dowiedziałem się od Monty’ego o co wszystkim chodziło, byłem jednym słowem wściekły. Blondynka zrobiła ze mnie debila i teraz ci idioci będą się w kółko ze mnie nabijać. Wstałem więc od stolika i ruszyłem prosto do ambulatorium.
Obiecuje ci, Clarke, że tego pożałujesz. Tym razem nawet zabawa w Panią Doktor ci nie pomoże” – pomyślałem na wspomnienie wczorajszej nocy.
- Co to miało, do cholery, być? Zrobiłaś ze mnie idiotę! – krzyknąłem na dziewczynę, gdy tylko wszedłem do ambulatorium. Na szczęście była sama, więc mogłem ją porządnie ochrzanić.
Clarke:
- Nieprawda. Nie zrobiłam z ciebie idioty, bo było za późno. Ty już byłeś idiotą, bo tylko idiota wali pięścią o ścianę z tak głupiego powodu.
- Więc ty byś się nie wkurzyła, gdybyś zobaczyła mnie z inną?!
- Wkurzyłabym się, ale zamiast robić krzywdę sobie, zabiłabym sukę, która by cię tknęła.
- Więc rozumiem, że mam twoje pozwolenie by sprać tę piękną buźkę temu pajacowi? Super, już dawno chciałem to zrobić – powiedział Bell, po czym odwrócił się i ruszył ku drzwiom.
- Tylko spróbuj – krzyknęłam za nim.
- To co zrobisz? – zapytał, podchodząc z powrotem do mnie.
- Możesz wtedy o mnie zapomnieć.
- Aż tak ci na nim zależy?
- Po prostu nie chcę, by facet którego kocham trafił do aresztu za pobicie. Poza tym wtedy, jako Dr.Grifin, będę musiała zająć się panem Collinsem.
- Co?! Nawet się nie waż!
- Więc mnie nie zmuszaj.
- Yhh, jesteś tak cholernie…
- urocza – dokończyłam, wchodząc mu w zdanie.
- Wkurzająca – powiedział i odwrócił się, idąc w kierunku wyjścia.
- Jasne. Ja też cię kocham, misiu. – krzyknęłam za nim.
***
I jak podoba wam się rozdział? Pisząc go miałam niezły ubaw uwielbiam tego miśka. ;)

Rozdział 8


CLARKE
Kończąc pracę w ambulatorium, myślałam tylko o tym kiedy w końcu znajdę się w ramionach Bellamy’ego. Gdy już zdjęłam fartuch i miałam go odwiesić na miejsce, przypomniały mi się słowa czarnowłosego: „nie wiem, czy cię wpuszczę". Właśnie wtedy wpadłam na pewien diabelski pomysł.

BELLAMY
Siedziałem w swoim pokoju i z niecierpliwością czekałem na Clarke, która wcześniej zapowiedziała swoją wizytę. Gdy spojrzałem na zegarek była 23: 45 wiec stwierdziłem, że zapewne zrezygnowała, gdyż pewnie potraktowała moje słowa poważnie i pomyślała, że rzeczywiście nie zechce jej wpuścić. Dlatego nie czekając dłużej na dziewczynę poszedłem pod prysznic.

CLARKE
Nie wiem co mnie opętało - kiedyś na pewno nie wpadłabym na tak zwariowany pomysł. Myślę, że to po części wina Bell’a i tego co do niego czuję, tylko dla niego byłam gotowa na coś tak szalonego. Tę noc na pewno zapamięta na długo. Okey, jest 24: 00, wszyscy na Arce powinni już spać, więc mam nadzieje że nikogo po drodze nie spotkam, bo jak bym mogła wytłumaczyć swój strój? Na szczęście pokój Bellamy’ego nie jest tak daleko.
- Okey, Clarke, dasz rade – powiedziałam, biorąc głęboki oddech i próbując chyba dodać sobie odwagi. Stanęłam jeszcze przed lustrem poprawiłam kitel, po czym dodałam: – Pora zabawić się w Dr. Grifin
Kiedy dotarłam już na miejsce, zapukałam do drzwi jego pokoju i już po chwili usłyszałam głos chłopaka.
- Kto tam? – wykrzyknął. Już miałam odpowiedzieć, gdy ponownie przypomniały mi się jego słowa: „nie wiem, czy cię wpuszczę”, więc stwierdziłam, że jeśli nie będę się odzywać, na pewno otworzy chociażby po to, by zobaczyć kto się dobija. Gdy usłyszałam kroki zbliżające się ku drzwiom, szybko rozpięłam górny guzik fartucha by powiększyć swój dekolt.

BELLAMY
Wyszedłem właśnie z pod prysznica, gdy nagle usłyszałem pukanie do drzwi mojego pokoju.
- Kto tam? – zapytałem, lecz zamiast odpowiedzi gościa rozległo się ponowne pukanie. – Kogo tam diabli niosą – powiedziałem zły i mimo, iż byłem jedynie w pasie owinięty ręcznikiem, podszedłem do drzwi. Ku mojemu zdziwieniu stała za nimi Clarke.
- O, Księżniczka z piekła rodem – powiedziałem, widząc blondynkę. – Przyszłaś bo się stęskniłaś czy dalej chcesz mnie torturować? Bo jeśli chodzi o tortury, to mnie nie ma.
Wiem że na nią czekałem, ale wciąż byłem na nią zły, dlatego postanowiłem zagrać niedostępnego. Niestety nie spodziewałem się tego, że role za chwilę się odwrócą.
- Myślałam, że potrzebna panu wizyta domowa, panie Blake – powiedziała Clarke, przejeżdżając delikatnie dłonią po swoim dekolcie, po drodze zahaczając o kołnierz fartucha by go nieco uchylić i dać mi do zrozumienia, że nie ma pod nim nic więcej. - Ale skoro twierdzi pan, że się dobrze czuje i takowa nie jest potrzebna, sprawdzę co u pana Collins’a. Może on potrzebuje pomocy. Poza tym na pewno się ucieszy, jeśli wyrażę zgodę na wspólne mieszkanie. W końcu przecież nie jest taki zły we współżyciu – powiedziała blondynka i podkreślając ostatnie słowo, przegryza dolną wargę.

CLARK
Gdy przejechałam delikatnie dłonią po swoim dekolcie i po drodze zahaczyłam o kołnierz, by odsłonić nieco górną część fartucha, aby chłopak skojarzył że pod nim nie mam bielizny, mina Bellamy’ego była nie do pobicia: stał z szeroko otwartymi oczami i ustami nie mając pojęcia, co jest grane. Zupełnie go zamurowało, a gdy wspomniałam po chwili o tym, że jeśli mnie nie potrzebuje pójdę do Finn’a, w jego oczach zapłonął ogień. Zaczęłam się powoli odwracać by odejść bez słowa, jednak natychmiast chwycił mnie za rękę i wciągnął do pokoju, zatrzaskując za nami drzwi.
- Co? Zabolało, prawda?- zapytałam uszczypliwie, aby skojarzył jak się poczułam, gdy on wspomniał wcześniej w ambulatorium o Raven. On zaś, nawet tego nie komentując, uśmiechnął się i przyciągając mnie do siebie, wpił się w moje usta. Jego pocałunki były niesamowicie namiętne i choć bardzo pragnęłam by nie przerywał, nie chciałam dać mu tej satysfakcji i pozwolić, by wyszło na jego. Dziś to ja miałam być górą, więc odepchnęłam go od siebie i zaczęłam kontynuować swoją grę.
- No wie pan co, panie Blake? Tak nie można – powiedziałam, udając oburzenie spowodowane jego zachowaniem.
- Clarke, w co ty pogrywasz?
- Panie Blake, jestem tu by pana przebadać, a jak na razie pan wszystko utrudnia. Proszę być grzecznym, bo będę musiała pana skrepować – powiedziałam, popychając go wprost na łózko stojące tuż za nim.
- Że co proszę? – zapytał zszokowany moim zachowaniem.
Nawet nie wiesz co cię czeka, pomyślałam i patrząc wprost w te czekoladowe oczy, zaczęłam rozpinać dalsze guziki swojego fartucha, pod którym kryły się tylko czarne figi. Gdy skończyłam, podeszłam do czarnowłosego i siadając okrakiem na jego kolanach, pochyliłam się, skubnąwszy zębami płatek jego ucha. Pocałowałam go w policzek, kącik ust, po czy, zaczęłam schodzić z pocałunkami na szyję.
- No no, Panie Blake – powiedziałam, grożąc mu palcem, gdy tylko próbował się podnieść i zrzucić z moich ramion fartuch. Widząc to, Bellamy tylko się uśmiechnął, ja zaś ponownie zaczęłam całować jego szyję, a moja dłoń powędrowała wzdłuż jego ciała. Wkładając ją pod ręcznik, zaczęłam masować jego męskość, Poczułam jak mięsnie chłopaka się napinają, gdy schodziłam z pocałunkami coraz niżej
- Och, cholera – szepnął, zaciskając mocniej ręce na pościeli, gdy zaczęłam go pieścić ustami. Był to pierwszy raz, kiedy dogadzałam tak jakiemuś mężczyźnie, więc nie byłam pewna czy robię to tak jak powinnam, lecz mina Bellamy’ego i jego przyspieszający oddech utrzymał mnie w przekonaniu, że jest mu dobrze. Już po chwili poczułam w ustach smak spełnienia Bell’a, a wraz z nim jego jęk oznajmiający uniesienie.

BELLAMY
Mój oddech jeszcze się nie ustabilizował, a fale gorąca rozlewające się po moim ciele przyprawiały mnie o lekkie duszności i zawroty głowy.
- Do diabla, kto cię tego nauczył? - zapytałem i spojrzałem na moja Księżniczkę, która widocznie była w pełni zadowolona z siebie i wyszczerzyła zęby w triumfalnym uśmiechu, a ja tylko cicho westchnąłem.
- Tajemnica – szepnęła wprost do mojego ucha. - Ale przyznaj, podobało ci się - mruknęła i kładąc się obok, złożyła na moim policzku delikatny pocałunek.
- Było bosko - odpowiedziałem i poczułem na sobie wzrok Clarke, która cicho śmiała się z mojej reakcji.
- I co ci tak do śmiechu? - zapytałem oburzony i zmarszczyłem czoło
- Nic, tylko nie sądziłam, że można cię doprowadzić aż do takiego stanu, bo chyba nie powiesz, że to był pierwszy raz, kiedy dziewczyna zadowalała cię w ten sposób - powiedziała a ja poczułem, że chyba się rumienie jak jakaś głupia nastolatka. W sumie zazwyczaj to ja zawsze bylem górą.
- A niech mnie! Bellamy Blake, wieczny narcyz, przeżył w pewnym sensie swój pierwszy raz – powiedziała, widząc moją minę i ponownie zachichotała. Miałem już dość jej nabijania się ze mnie, jeszcze tego kiedyś pożałuje.
- Oj cicho bądź - zachichotałem i wpiłem się w jej usta.
- Kocham cię - zamruczałem między pocałunkami i zacząłem obsypywać jej szyję oraz dekolt milionami pocałunków. Już po chwili ponownie pokój wypełniły nasze przyśpieszone oddechy i pojedyncze pojękiwania rozkoszy. To była noc, której nie zapomnę do końca życia.