niedziela, 18 lutego 2018
Wattpad
Hej przepraszam że tak długo mnie nie było ale zupełnie zapomniałam o wstawieniu rozdziałów na bloga ponieważ prowadzę to opowiadanie tez na Wattpad.
Rozdział 10
CLARKE
Bellamy cały dzień mijał mnie z daleka, a gdy już nasze oczy
się spotkały, jego wzrok niemal zabijał. Wiedziałam, że jest zły za tego
„misia", ale sam był sobie winien, bo tylko idiota potrafi zrobić sobie
krzywdę w tak głupi sposób.
Musiałam z nim porozmawiać.
***
BELLAMY
Cały dzień byłem wściekły na Clarke za to głupie przezwisko,
które mi wymyśliła, choć muszę przyznać, że podobała mi się mina Finn'a, gdy
stojąc za plecami blondynki usłyszał, jak jego dziewczyna się do mnie zwróciła.
Dlatego stwierdziłem, że zmienię nieco taktykę i będę udawał, że już nie mam
jej tego za złe, lecz mimo to i tak miałem zamiar się zemścić. Postanowiłem
jednak, że poczekam na odpowiedni moment.
- Bell, możemy pogadać? – zaczepiła mnie w pewnej chwili
Clarke.
- Jasne. O co chodzi?
- Posłuchaj...zależy mi na tobie i nie chcę się kłócić.
- Wiem, ja też nie.
- Więc nie jesteś zły? – zapytała niepewnie.
- Nie – odparłem.
- Chwila...nie jestem głupia. Cały ranek się do mnie nie
odzywasz i teraz raptem ci przeszło. Co ty kombinujesz?
- Ja? Nic. Po prostu przypomniała mi się mina Finn'a, gdy
usłyszał jak mnie nazwałaś i mi przeszło.
- Jesteś podły – westchnęła.
- No co ty, misie są słodkie nie podłe.
- Jasne, ale zapomniałeś dodać, że także głupiutkie.
- Ej, bo się znów pogniewamy.
- Yhh... Czy ty zawsze musisz postawić na swoim?
- Tak.
- Nie znoszę cię.
- Nieprawda, kochasz mnie – mruknąłem, szczerząc się do
niej.
- Jasne, wmawiaj sobie – prychnęła.
- Więc nie będziesz mieć nic przeciwko jak umówię się z
Rebeką?
- Nie, ale wtedy będziesz martwy – odparła z udawanym
spokojem.
- Już się boje.
- I dobrze.
Clarke popatrzyła jeszcze na mnie ostrzegawczo, po czym
odwróciła się na pięcie i bez słowa odeszła.
CLARKE
Po rozmowie z Bell'em wracałam do swojego pokoju, lecz gdy
weszłam do pomieszczenia, ujrzałam Finn'a leżącego na moim łóżku. Natomiast
obok niego stały dwie torby.
- Finn, co ty tu robisz – zapytałam, zaskoczona widokiem
chłopaka.
- Jak to co? witaj w domu kochanie – powiedział wstając z
łóżka i podchodząc, pocałował mnie w policzek, po czym zbliżył swoje usta do
moich, chcąc złożyż na nich pocałunek.
- Co? O czym ty bredzisz? – zapytałam, odpychając chłopaka
od siebie.
- Jak to o czym? Od dziś mieszkamy razem. Nie cieszysz się?
– zapytał zaskoczony moim zachowaniem.
- Razem?
- Tak. Przecież rozmawialiśmy o tym i się zgodziłaś –
odpowiedział, przypominając mi o naszej rozmowie w ambulatorium.
- Zgodziłam się nad tym zastanowić, a nie z tobą zamieszkać
– przypomniałam mu swoje słowa - Wracaj do siebie i zapomnij o wspólnym
mieszkaniu – wykrzyknęłam.
- Obawiam się, że już za późno. Po za tym mój pokój zajęła
już inna para, a chyba mnie nie wyrzucisz – powiedział, robiąc minę niewiniątka
i oczka dziecka proszącego o cukierek.
- Jak to inna para zajęła twój pokój? Przecież pokoje są
przydzielane przez Kanclerz. Nawet gdybym się zgodziła, to aby zemną
zamieszkać, musiałbyś mieć zgodę mojej matki, a przecież...
- I ją mam, Clarke. Twoja matka o wszystkim wie –
odpowiedział, wchodząc mi w zdanie.
- Co?! O nie, nie ma mowy – wykrzyknęłam i natychmiast
wybiegłam z pokoju i ruszyłam w stronę gabinetu mojej matki.
***
-Mamo, co tu jest grane – krzyknęłam, wchodząc bez pukania
do biura Kanclerz.- Czemu mam mieszkać z Finn'em?!
- Jak to? Przecież tego chciałaś – odparła ostrożnie.
- Co? Skąd ci to przyszło do głowy – zapytałam zdenerwowana.
- Finn powiedział mi, że o wszystkim wiesz i się zgadzasz.
To ponoć była wasza wspólna decyzja.
- I ty mu uwierzyłaś? – niedowierzałam. - Wiesz co?
Nieważne. Mam gdzieś co ci powiedział, bo i tak nie będę z nim mieszkać i albo
on się stamtąd zabierze, albo ja. – wykrzyknęłam, stawiając sprawę jasno.
- Przykro mi, ale jego pokój został już zajęty przez inną
parę – wyjaśniła spokojnym tonem, który zaczynał mnie coraz bardziej irytować.
- I naprawdę nie ma już nigdzie wolnych miejsc? – zapytałam
z nadzieją, że może jednak coś się znajdzie.
- Są dwa, ale miałabyś współlokatora.
- Gdzie?
- Jedno u Ravenn, ale wątpię byś chciała, aby twój chłopak
mieszkał ze swoją byłą, a sama też raczej nie zechcesz – oznajmiła.
No jasne, że nie zechce. Nie dlatego, że jej nie lubię czy
dlatego, że jest byłą dziewczyna Finn'a. Raczej powód był taki, że a kiedyś
spała z Bellamy'm. Udawałam, że mnie to nie obchodzi i że to przeszłość, ale
odkąd się o tym dowiedziałam, byłam cholernie zazdrosna, gdy tylko widziałam ja
w pobliżu chłopaka.
- A drugie miejsce? – zapytałam z nadzieją.
- Drugie jest u Bellamy'ego - powiedziała moja mama, a na
mojej twarzy od razu mimowolnie pojawił się na krótką chwilę uśmiech, który
zaraz potem zgasł. Musiałam udawać, że to też mi nie posuje. - Ale oni z
Finn'em się pozabijają.
- Uhh... Dobra, więc ja przeniosę się do Bellamy'ego,
poradzę sobie z nim – powiedziałam, udając niezadowoloną, choć w duchu
cieszyłam się jak małe dziecko.
- Ale dlaczego nie chcesz mieszkać z Finn'em? To przecież
twój chłopak – zapytała matka z zaciekawieniem.
- Mam swoje powody – odpowiedziałam.
- A te powody nazywają się Bellamy Blake, mam rację?
- Co? Nie? Skąd ci to przyszło do głowy?
- Clarke, nie jestem głupia. Widz, co się dzieje. odkąd
wróciłaś z tej wyprawy wraz z Bellamy'm.
- Co masz na myśli?
- To, że kochasz ich obu.
- Nieprawda! Bellamy i ja jesteśmy tylko przyjaciółmi, a z
Finn'em nie chcę mieszkać, bo nie jestem gotowa na ten etap związku.
- Posłuchaj. Jeśli zamieszkasz z Bellamy'm, nie będzie już
odwrotu. Musisz być pewna.
- Jestem pewna.
- No dobrze. Skoro tak, jutro wieczorem możesz się
przenieść, a dziś musisz jeszcze zostać u siebie. Jest już późno, a my nie
będziemy robić zamieszania. Ja w miedzy czasie uprzedzę Bellamy'ego.
- Dzięki, ale mam jeszcze jedną prośbę. Nie mów mu, kim
będzie jego współlokator. Jak spyta, możesz mu powiedzieć, że to jakaś
dziewczyna.
- No dobrze, ale dlaczego nie chcesz by wiedział, że to o
ciebie chodzi?
- Cóż...Powiedzmy, że chce mu zrobić niespodziankę.
Pożegnałam się z mamą, po czym wyszłam z jej gabinetu i
ruszyłam w drogę powrotną do swojego pokoju. Gdy już się z nim znalazłam, nie
patrząc nawet na Finn'a, sięgnęłam po swoje rzeczy i zaczęłam je pakować do
pudeł.
- Clarke, co ty wyprawiasz?
- Jak to co? Pakuje się i jutro przeprowadzam.
- Co? Ale przecież sama mówiłaś, że nam ze sobą dobrze, więc
nie rozumiem w czym masz problem.
- W tym, że nie poczekałeś na moją odpowiedz i sam podjąłeś
decyzje w związku. Tak ważne decyzje podejmuje się razem.
- Więc co? Zamieszkasz z Raven? Poważnie?
- Zwariowałeś? Mam mieszkać z byłą swojego faceta?
- No bo chyba nie z Blake'iem.
- Zaraz, zaraz. Czyli wiedziałeś, gdzie są wolne miejsca?
- No jasne. Musiałem mieć pewność, że nie będziesz miała się
gdzie wynieść i zostaniesz ze mną.
Prychnęłam z pogardą.
- No to się zdziwisz, bo wolę mieszkać z facetem, z którym
non stop się kłócę niż z takim, który nie liczy się z moim zdaniem.
- Co więc masz zamiar zrobić? zamieszkać z Blake'iem?
- Tak.
Chłopak momentalnie pobladł.
- O nie, nie pozwalam ci na to.
- Ale ja wcale nie proszę cię o pozwolenie.
- Nie zrobisz mi tego – powiedział wściekły Finn, łapiąc
mnie mocno za nadgarstek i próbując zatrzymać.
Jęknęłam z bólu.
- Boże, Finn, puść mnie. To boli!
- Przepraszam, Clarke – powiedział chłopak puszczając moja
rękę, po czym zaczął prosić, bym zmieniła zdanie – Proszę, zastanów się,
Clarke.
- Nie, Finn, zapomnij – powiedziałam, wychodząc z pokoju i
zostawiając go samego.
***
Hej jak myślicie jak zareaguje Bellamy na wiadomość o wspolokatorce?. Komentujcie.
Hej jak myślicie jak zareaguje Bellamy na wiadomość o wspolokatorce?. Komentujcie.
***
Za korektę i pomoc przy opowiadaniu jak zawsze wielkie podziękowania dla Artemja.
Za korektę i pomoc przy opowiadaniu jak zawsze wielkie podziękowania dla Artemja.
Rozdział 9
Clarke:
Siedziałam właśnie w stołówce, jedząc śniadanie wraz z
Raven, Murphy’m, Monty’m i Jasperem, gdy podszedł do nas Bellamy.
- Cześć, Blake – odezwał się John.
- Mam imię, Murphy – burknął ciemnowłosy.
- Racja, Romeo, tak?
- Zamknij się, Murphy – odezwałam się. - A ty się nie dąsaj
tylko siadaj, misiu.
- Rozkaz dr.Grifin – odpowiedział Bellamy siadając
naprzeciwko mnie, dzięki czemu od razu pod stołem oberwał ode mnie kopniakiem w
kostkę.
- Wow, czy my o czymś nie wiemy? Od kiedy to
nazywasz Blake’a misiem? I o co chodzi z tą doktor? – zapytała Ravenn
siedząca obok mnie.
- Też jestem ciekaw – usłyszałam za sobą głos Finn’a, co nie
wróżyło nic dobrego.
- Od kiedy zaczął zachowywać się jak Kubuś Puchatek –
odpowiedziałam, chichocząc.
Bellamy:
Słysząc odpowiedz Clarke, Raven, Monty i Jasper wybuchli
śmiechem, a ten ostatni nawet zakrztusił się piciem.
- No co chcecie? Pasuje to do mnie nie, każdy jest taki
słodki – powiedziałem, na co ta czwórka jeszcze bardziej się roześmiała.
- On nie ma pojęcia o co chodzi? – zapytała Raven,
spoglądając porozumiewawczo na Clarke i wskazując na mnie palcem
- Yhy… - potwierdziła Clarke, kiwając głową na potwierdzenie
i wciąż się uśmiechając – Nazwałam go tak wczoraj, kiedy opatrywałam mu rękę,
którą sobie rozwalił w bardzo głupi sposób. Myślałam, że skojarzy o co mi
chodzi, przecież ma młodszą siostrę. Ale nie skojarzył.
- Stary, aleś się wpakował – skomentował Jasper, a cała
sytuacja zaczynała mi się już coraz mniej podobać
- I myśli, że…
- Yhy, a ja mam niezły ubaw – powiedziała blondynka patrząc
to na Raven, to na mnie i ponownie wybuchły śmiechem.
- Ok, przestaje mi się to podobać, o co wam chodzi? –
zapytałem oburzony.
- O nic takiego, misiu – powiedziała Raven, wstając od stołu
– Ok, muszę iść. Dzięki za poprawę humoru, Clarke
- Do usług – skomentowała dziewczyna.
- Czy ktoś powie mi co tu jest grane? – zapytałem
zdenerwowany.
- Też chętnie się dowiem – skomentował Finn, który chyba też
nie wiedział, o co w tym chodzi.
-Niech Jasper z Monty’m wam wyjaśnią. Skoro się śmiali, to
wiedzą o co chodzi. Ja się zmywam, bo jak mu sama powiem to mnie zabije, a chce
jeszcze trochę pożyć – powiedziała Clarke, wstając od stołu - A my zobaczymy
się później – dodała, zwracając się do Finn’a i, dając mu całusa w policzek,
ruszyła w stronę ambulatorium.
- Ja też już pójdę - powiedział Jasper i już wstawał od
stołu, jednak go zatrzymałem.
- O nie, nigdzie nie pójdziesz, dopóki nie powiesz o co
chodziło – zaprotestowałem.
- Wybacz stary, ale twoja niewiedza jest tak zabawna, że
musze się tym nacieszyć. Po za tym przecież mnie nie zabijesz na środku
Arkadii, misiu – powiedział Jasper wstając, klepiąc mnie po ramieniu i
puszczając do mnie oczko przy nazwaniu mnie misiem.
- Nawet się nie waż, Monty – rzuciłem, kładąc dłoń na
ramieniu chłopaka, tym samym zmuszając go by ponownie usiadł, kiedy tylko
zaczął się podnosić.
- No gadaj, też chętnie się dowiem – powiedział zdenerwowany
Finn
- Uh… no dobra, powiem, ale tylko dlatego, że mi cię szkoda,
Blake.
- Więc gadaj – ponaglił go Finn.
- Chodziło im o bajkę dla dzieci. Kubuś Puchatek – zaczął
tłumaczyć Azjata.
- To znaczy? – zapytałem, ponaglając chłopaka, na co on
spojrzał na mnie i przełykając głośno ślinę, tłumaczył dalej.
- W bajce Kubuś Puchatek był misiem, ale mówiono tam też o
nim „miś o małym rozumku”.
Czyli, upraszczając, mówiąc do ciebie misiu, Clarke ma na
myśli słowa „kompletny idiota, kretyn, głupek” i tym podobne.
- Monty – krzyknąłem, gdy ten zaczął rzucać wyzwiskami, a
Finn i Murphy się roześmiali.
- No co? Sam chciałeś wiedzieć – zaczął usprawiedliwiać się
chłopak.
Gdy dowiedziałem się od Monty’ego o co wszystkim chodziło,
byłem jednym słowem wściekły. Blondynka zrobiła ze mnie debila i teraz ci
idioci będą się w kółko ze mnie nabijać. Wstałem więc od stolika i ruszyłem
prosto do ambulatorium.
Obiecuje ci, Clarke, że tego pożałujesz. Tym razem nawet
zabawa w Panią Doktor ci nie pomoże” – pomyślałem na wspomnienie
wczorajszej nocy.
- Co to miało, do cholery, być? Zrobiłaś ze mnie idiotę! –
krzyknąłem na dziewczynę, gdy tylko wszedłem do ambulatorium. Na szczęście była
sama, więc mogłem ją porządnie ochrzanić.
Clarke:
- Nieprawda. Nie zrobiłam z ciebie idioty, bo było za późno.
Ty już byłeś idiotą, bo tylko idiota wali pięścią o ścianę z tak głupiego
powodu.
- Więc ty byś się nie wkurzyła, gdybyś zobaczyła mnie z
inną?!
- Wkurzyłabym się, ale zamiast robić krzywdę sobie,
zabiłabym sukę, która by cię tknęła.
- Więc rozumiem, że mam twoje pozwolenie by sprać tę piękną
buźkę temu pajacowi? Super, już dawno chciałem to zrobić – powiedział Bell, po
czym odwrócił się i ruszył ku drzwiom.
- Tylko spróbuj – krzyknęłam za nim.
- To co zrobisz? – zapytał, podchodząc z powrotem do mnie.
- Możesz wtedy o mnie zapomnieć.
- Aż tak ci na nim zależy?
- Po prostu nie chcę, by facet którego kocham trafił do
aresztu za pobicie. Poza tym wtedy, jako Dr.Grifin, będę musiała zająć się
panem Collinsem.
- Co?! Nawet się nie waż!
- Więc mnie nie zmuszaj.
- Yhh, jesteś tak cholernie…
- urocza – dokończyłam, wchodząc mu w zdanie.
- Wkurzająca – powiedział i odwrócił się, idąc w kierunku
wyjścia.
- Jasne. Ja też cię kocham, misiu. – krzyknęłam za nim.
***
I jak podoba wam się rozdział? Pisząc go miałam niezły ubaw uwielbiam tego miśka. ;)
I jak podoba wam się rozdział? Pisząc go miałam niezły ubaw uwielbiam tego miśka. ;)
Rozdział 8
CLARKE
Kończąc pracę w ambulatorium, myślałam tylko o tym kiedy w
końcu znajdę się w ramionach Bellamy’ego. Gdy już zdjęłam fartuch i miałam go
odwiesić na miejsce, przypomniały mi się słowa czarnowłosego: „nie wiem, czy
cię wpuszczę". Właśnie wtedy wpadłam na pewien diabelski pomysł.
BELLAMY
Siedziałem w swoim pokoju i z niecierpliwością czekałem na
Clarke, która wcześniej zapowiedziała swoją wizytę. Gdy spojrzałem na zegarek
była 23: 45 wiec stwierdziłem, że zapewne zrezygnowała, gdyż pewnie
potraktowała moje słowa poważnie i pomyślała, że rzeczywiście nie zechce jej
wpuścić. Dlatego nie czekając dłużej na dziewczynę poszedłem pod prysznic.
CLARKE
Nie wiem co mnie opętało - kiedyś na pewno nie wpadłabym na
tak zwariowany pomysł. Myślę, że to po części wina Bell’a i tego co do niego
czuję, tylko dla niego byłam gotowa na coś tak szalonego. Tę noc na pewno
zapamięta na długo. Okey, jest 24: 00, wszyscy na Arce powinni już spać, więc
mam nadzieje że nikogo po drodze nie spotkam, bo jak bym mogła wytłumaczyć swój
strój? Na szczęście pokój Bellamy’ego nie jest tak daleko.
- Okey, Clarke, dasz rade – powiedziałam, biorąc głęboki
oddech i próbując chyba dodać sobie odwagi. Stanęłam jeszcze przed lustrem
poprawiłam kitel, po czym dodałam: – Pora zabawić się w Dr. Grifin
Kiedy dotarłam już na miejsce, zapukałam do drzwi jego
pokoju i już po chwili usłyszałam głos chłopaka.
- Kto tam? – wykrzyknął. Już miałam odpowiedzieć, gdy
ponownie przypomniały mi się jego słowa: „nie wiem, czy cię wpuszczę”, więc
stwierdziłam, że jeśli nie będę się odzywać, na pewno otworzy chociażby po to,
by zobaczyć kto się dobija. Gdy usłyszałam kroki zbliżające się ku drzwiom,
szybko rozpięłam górny guzik fartucha by powiększyć swój dekolt.
BELLAMY
Wyszedłem właśnie z pod prysznica, gdy nagle usłyszałem
pukanie do drzwi mojego pokoju.
- Kto tam? – zapytałem, lecz zamiast odpowiedzi gościa
rozległo się ponowne pukanie. – Kogo tam diabli niosą – powiedziałem zły i
mimo, iż byłem jedynie w pasie owinięty ręcznikiem, podszedłem do drzwi. Ku
mojemu zdziwieniu stała za nimi Clarke.
- O, Księżniczka z piekła rodem – powiedziałem, widząc
blondynkę. – Przyszłaś bo się stęskniłaś czy dalej chcesz mnie torturować? Bo
jeśli chodzi o tortury, to mnie nie ma.
Wiem że na nią czekałem, ale wciąż byłem na nią zły, dlatego
postanowiłem zagrać niedostępnego. Niestety nie spodziewałem się tego, że role
za chwilę się odwrócą.
- Myślałam, że potrzebna panu wizyta domowa, panie Blake –
powiedziała Clarke, przejeżdżając delikatnie dłonią po swoim dekolcie, po
drodze zahaczając o kołnierz fartucha by go nieco uchylić i dać mi do
zrozumienia, że nie ma pod nim nic więcej. - Ale skoro twierdzi pan, że się
dobrze czuje i takowa nie jest potrzebna, sprawdzę co u pana Collins’a. Może on
potrzebuje pomocy. Poza tym na pewno się ucieszy, jeśli wyrażę zgodę na wspólne
mieszkanie. W końcu przecież nie jest taki zły we współżyciu – powiedziała blondynka i podkreślając ostatnie
słowo, przegryza dolną wargę.
CLARK
Gdy przejechałam delikatnie dłonią po swoim dekolcie i po
drodze zahaczyłam o kołnierz, by odsłonić nieco górną część fartucha, aby
chłopak skojarzył że pod nim nie mam bielizny, mina Bellamy’ego była nie do
pobicia: stał z szeroko otwartymi oczami i ustami nie mając pojęcia, co jest
grane. Zupełnie go zamurowało, a gdy wspomniałam po chwili o tym, że jeśli mnie
nie potrzebuje pójdę do Finn’a, w jego oczach zapłonął ogień. Zaczęłam się
powoli odwracać by odejść bez słowa, jednak natychmiast chwycił mnie za rękę i
wciągnął do pokoju, zatrzaskując za nami drzwi.
- Co? Zabolało, prawda?- zapytałam uszczypliwie, aby
skojarzył jak się poczułam, gdy on wspomniał wcześniej w ambulatorium o Raven.
On zaś, nawet tego nie komentując, uśmiechnął się i przyciągając mnie do
siebie, wpił się w moje usta. Jego pocałunki były niesamowicie namiętne i choć
bardzo pragnęłam by nie przerywał, nie chciałam dać mu tej satysfakcji i
pozwolić, by wyszło na jego. Dziś to ja miałam być górą, więc odepchnęłam go od
siebie i zaczęłam kontynuować swoją grę.
- No wie pan co, panie Blake? Tak nie można – powiedziałam, udając oburzenie
spowodowane jego zachowaniem.
- Clarke, w co ty pogrywasz?
- Panie Blake, jestem tu by pana przebadać, a jak na razie
pan wszystko utrudnia. Proszę być grzecznym, bo będę musiała pana skrepować –
powiedziałam, popychając go wprost na łózko stojące tuż za nim.
- Że co proszę? – zapytał zszokowany moim zachowaniem.
Nawet nie wiesz co cię czeka, pomyślałam i
patrząc wprost w te czekoladowe oczy, zaczęłam rozpinać dalsze guziki swojego
fartucha, pod którym kryły się tylko czarne figi. Gdy skończyłam, podeszłam do
czarnowłosego i siadając okrakiem na jego kolanach, pochyliłam się, skubnąwszy
zębami płatek jego ucha. Pocałowałam go w policzek, kącik ust, po czy, zaczęłam
schodzić z pocałunkami na szyję.
- No no, Panie Blake – powiedziałam, grożąc mu palcem, gdy
tylko próbował się podnieść i zrzucić z moich ramion fartuch. Widząc to,
Bellamy tylko się uśmiechnął, ja zaś ponownie zaczęłam całować jego szyję, a
moja dłoń powędrowała wzdłuż jego ciała. Wkładając ją pod ręcznik, zaczęłam
masować jego męskość, Poczułam jak mięsnie chłopaka się napinają, gdy
schodziłam z pocałunkami coraz niżej
- Och, cholera – szepnął, zaciskając mocniej ręce na
pościeli, gdy zaczęłam go pieścić ustami. Był to pierwszy raz, kiedy dogadzałam
tak jakiemuś mężczyźnie, więc nie byłam pewna czy robię to tak jak powinnam,
lecz mina Bellamy’ego i jego przyspieszający oddech utrzymał mnie w
przekonaniu, że jest mu dobrze. Już po chwili poczułam w ustach smak spełnienia
Bell’a, a wraz z nim jego jęk oznajmiający uniesienie.
BELLAMY
Mój oddech jeszcze się nie ustabilizował, a fale gorąca
rozlewające się po moim ciele przyprawiały mnie o lekkie duszności i zawroty
głowy.
- Do diabla, kto cię tego nauczył? - zapytałem i spojrzałem
na moja Księżniczkę, która widocznie była
w pełni zadowolona z siebie i wyszczerzyła zęby w triumfalnym uśmiechu, a ja
tylko cicho westchnąłem.
- Tajemnica – szepnęła wprost do mojego ucha. - Ale
przyznaj, podobało ci się - mruknęła i kładąc się obok, złożyła na moim
policzku delikatny pocałunek.
- Było bosko - odpowiedziałem i poczułem na sobie wzrok
Clarke, która cicho śmiała się z mojej reakcji.
- I co ci tak do śmiechu? - zapytałem oburzony i
zmarszczyłem czoło
- Nic, tylko nie sądziłam, że można cię doprowadzić aż do
takiego stanu, bo chyba nie powiesz, że to był pierwszy raz, kiedy dziewczyna
zadowalała cię w ten sposób - powiedziała a ja poczułem, że chyba się rumienie
jak jakaś głupia nastolatka. W sumie zazwyczaj to ja zawsze bylem górą.
- A niech mnie! Bellamy Blake, wieczny narcyz, przeżył w
pewnym sensie swój pierwszy raz – powiedziała, widząc moją minę i ponownie
zachichotała. Miałem już dość jej nabijania się ze mnie, jeszcze tego kiedyś
pożałuje.
- Oj cicho bądź - zachichotałem i wpiłem się w jej usta.
- Kocham cię - zamruczałem między pocałunkami i zacząłem
obsypywać jej szyję oraz dekolt milionami pocałunków. Już po chwili ponownie
pokój wypełniły nasze przyśpieszone oddechy i pojedyncze pojękiwania rozkoszy.
To była noc, której nie zapomnę do końca życia.
Subskrybuj:
Posty (Atom)