niedziela, 5 listopada 2017

Rozdział 6

Clarke

Obudziło mnie delikatne muskanie na szyi. Uśmiechnęłam się pod nosem i leniwie otworzyłam oczy, po czym przekręciłam głowę. Po swojej prawej stronie ujrzałam wpatrującego się we mnie najcudowniejszego chłopaka na świecie. Przegryzłam dolną wargę, posyłając mu zalotne spojrzenie.
- Dzień dobry, Księżniczko - powiedział Bellamy, uśmiechając się szeroko.
- Dzień dobry – odparłam, wpijając się w jego usta i siadając na nim okrakiem. Bellamy zamruczał z zadowolenia i pogłębił pocałunek, wdzierając swój język do moich ust.
- Mm... Takie poranki uwielbiam najbardziej - powiedział, gdy zaczęłam składać pocałunki na jego szyi i torsie, zostawiając gdzieniegdzie ślady w postaci malinek.
- Skąd wiesz? To przecież nasz pierwszy taki poranek. No chyba, że mówisz też o innych dziewczynach – zapytałam, schodząc z jego bioder i ponownie kładąc się obok.
- A co, zazdrosna jesteś? – zapytał, spoglądając na mnie i unosząc jedna brew ku górze.
- Nie, ale spróbuj tylko od dziś spojrzeć na inną, to... - nie dokończyłam, bo Bellamy zamknął mi usta pocałunkiem.
- To co, Księżniczko?
- To... - brunet znów uniemożliwił mi dokończenie myśli. - Ją zabiję, a ty pożałujesz, że się urodziłeś - dokończyłam, gdy tylko się ode mnie oderwał, zaś Bellamy słysząc to tylko się roześmiał.
- Ha ha, bardzo śmieszne – burknęłam sarkastycznie.
- Nie ma takiej opcji, Księżniczko, ale ty musisz obiecać, że Finn cię nie tknie. Sypiasz tylko ze mną.
- Ok, obiecuję, że w ten sposób jestem tylko twoja – powiedziałam, składając na jego ustach pocałunek.

Bellamy

- Wiesz, chyba już powinniśmy wracać, choć naprawdę chętnie bym tu z tobą został, ale... - zacząłem podnosząc się na łokciach, lecz moja Księżniczka oczywiście postanowiła wejść mi w słowo.
- Więc zostańmy – poprosiła, ciągnąc mnie z powrotem do siebie i wpijając się w moje usta.
- Dobrze wiesz, że nie możemy - zacząłem tłumaczyć, odrywając się od niej. - Twoja mama czeka na leki i jak zaraz nie wyruszymy, będą nas szukać. Choć wcale nie ukrywam, że chętnie zobaczyłbym miny tych, co by nas znaleźli – powiedziałem, szeroko się uśmiechając na myśl o tym, jaką minę miałby Finn widząc Clarke w moich ramionach.
- Jasne. Tylko zamiast mówić „tych, co by nas znaleźli", czemu po prostu nie powiesz „minę Finna" - rzuciła wściekła, zakładając swoje ubrania. „Czyżby jakimś cudem Clarke nauczyła się czytać mi w myślach". - Wiem, że jestem okropną egoistką, nie musisz mi o tym przypominać. – wykrzyknęła, a po jej policzkach powoli zaczęły płynąć łzy. Spojrzałem na nią zaskoczony jej nagłym wybuchem, ona zaś z płaczem wybiegła z jaskini. Nie mogłem uwierzyć, że to ona wypowiedziała takie słowa. Przez ten rok zmieniła się, stała się jeszcze bardziej zadziorna, co mi jak najbardziej odpowiadało. Ale bycie egoistką? Na każdym kroku wszystkim pomaga. Jak ona w ogóle mogła tak pomyśleć? Natychmiast ubrałem się i wybiegłem za nią.
- Clarke... Ej, Księżniczko – powiedziałem, łapiąc ja za podbródek i zmuszając tym samym, by spojrzała mi w oczy. - Nie jesteś egoistką. Egoista miałby gdzieś, co stanie się z Setką i zająłby się sobą. Skoro wiesz co myślę, to powinnaś wiedzieć, że potrafię czasem palnąć coś głupiego – wyszeptałem, ocierając jej łzy i spoglądając jej w oczy, na co Clarke tylko krzywo się uśmiechnęła – O, no i proszę, uśmiech. O to chodziło. A teraz lepiej chodźmy, musimy zabrać plecaki i wrócić do obozu, aby oddać te leki twojej mamie.
Po chwili byliśmy spakowani i gotowi do drogi.

Clarke

Byłam wdzięczna mamie za to, co zrobiła; nie tylko odzyskałam przyjaciela, ale też przestałam uciekać i w końcu przyznałam że to, co czuje do Bellamy'ego jest czymś więcej niż zwykłą przyjaźnią. Wzięłam głęboki oddech i chwytając swój plecak, wyszłam na zewnątrz. Po chwili wyszedł również Bellamy, złapał mnie za rękę i czule pocałował w czoło.
- Gotowa? - zapytał z troską.
- Jeszcze nie - powiedziałam i bez ostrzeżenia wpiłam się w jego usta - Teraz już tak. – odparłam, a na twarzy Bellamy'ego pojawił się szeroki uśmiech.
Po kilku minutach szybkiego marszu, brama była już widoczna.
***
Kiedy wróciliśmy do Arki, od razu skierowaliśmy się do gabinetu mojej matki, by zdać jej relacje z naszej wyprawy i oddać leki, które tam znaleźliśmy.
- Już wróciliśmy – powiedziałam, wchodząc do gabinetu.
- Czemu wracacie dopiero dziś? – zapytała.
- Musieliśmy przeczekać mgłę, a gdy już minęła, było ciemno. Woleliśmy wrócić rano i nie włóczyć się nocą po lesie – wytłumaczyłam, starając się brzmieć poważnie. Bellamy zaś, słysząc jak tłumaczę nas z nocy w jaskini, parsknął śmiechem, więc podeszłam do niego i szturchnąwszy go w ramię, rzuciłam - Uspokój się, idioto.
Niestety, jak to Bellamy, nie mógł się powstrzymać by, nie skomentować całej sytuacji.
- Dobra już, dobra, nie złość się Księżniczko, bo złość piękności szkodzi - odparł, gdy przestał się śmiać. Ja zaś, ignorując jego komentarz, pokiwałam głową i wróciłam do rozmowy z matką.
- Znaleźliśmy tę piwnicę o której mówiłaś i rzeczywiście było tam trochę lekarstw. Te najważniejsze przynieśliśmy. Zaniosę je do magazynu, a jutro zrobię ponowną inwentaryzację.
- Dobrze, w takim razie ty, Bellamy, możesz już wracać do siebie, odpocząć. Wieczorem zmienisz Nate'a na warcie. Ale ty, Clarke, zostań jeszcze na moment, musimy porozmawiać - powiedziała moja matka, zwracając się najpierw do Bellamy'ego, a potem do mnie. W tym momencie w mojej głowie pojawiła się jedna myśl: "Zabić Bellamy'ego".
- W takim razie ja już pojadę. A, zapomniałbym Pani podziękować, mam u Pani dług - powiedział Bell, spoglądając porozumiewawczo to na moja matkę, to na mnie, po czym od tak po prostu wyszedł.
- Coś się stało? - zapytałam, aby jak najszybciej zmienić temat i wybrnąć jakoś z tej sytuacji.
- To ty mi powiedz, Clarke. Widzę, że wspólna wyprawa chyba jednak pomogła?
- A, tak, wszystko wróciło do normy, dziękuję ci. – powiedziałam, przytuliwszy mamę.
- Nie ma za co, skarbie. Wracaj już do siebie, też musisz wypocząć. Ja mam jeszcze sporo pracy.
- Dobrze - odparłam, po czym wyszłam i pierwszy kierunek, jaki obrałam to pokój Bellame'go, po drodze obmyślałam tysiące sposobów jak mu dać popalić za jego zachowanie.

Bellamy

Jako jeden z nielicznych mieszkańców Arki posiadałem dwuosobowy pokój z własną łazienką. Dodatkowo miałem wielkie szczęście, gdyż kiedy przydzielano pokoje, nie dostałem żadnego współlokatora.
Szedłem właśnie pod prysznic, gdy nagle usłyszałem pukanie do drzwi. Nim zdążyłem podejść i otworzyć, do pokoju wpadła Clarke i zamykając za sobą drzwi, zaczęła krzyczeć.
- Coś ty sobie myślał, do diabła? Chcesz by się zorientowała?
- Nie, wolałbym wyjść na środek Arkadii i przy wszystkich zrobić coś takiego – powiedziałem, podchodząc i obejmując ją w pasie jedna ręką. Przyciągnąłem Clarke do siebie i wpiłem w jej usta, ona o dziwo zamiast odwzajemnić pocałunek, odepchnęła mnie od siebie.
- Nie, Bellamy. Wiesz dobrze, że to jeszcze niemożliwe. Postawiłam sprawę jasno: jeśli ci to nie pasuje – trudno, widocznie to był zły pomysł, lepiej zapomnijmy co się stało. Boże, ale ja byłam głupia myśląc, że ci naprawdę zależy. Gratulacje, możesz mnie sobie dopisać do listy dziewczyn z Arki, które przeleciałeś - wykrzyknęła i odwracając się, ruszyła w stronę drzwi. Przez chwilę stałem osłupiały, lecz gdy Clarke chwyciła za klamkę i zaczęła otwierać drzwi, podbiegłem i chwytając ja za nadgarstek, powstrzymałem przed wyjściem.
- O nie, moja droga. Po tym, co się stało w jaskini i tym, co mi mówiłaś nie możesz się wycofać. Mylisz się myśląc, że mi nie zależy: zależy i to bardzo – powiedziałem, biorąc głęboki oddech, po czym spojrzałem jej głęboko w oczy, kontynuując swoją przemowę – Posłuchaj. Wiem, że nie jestem wyobrażeniem cnót. Wiem też, że się boisz tego, iż nie wytrwamy i uwierz mi - ja też się boję. Ale nie zamierzam się poddać, bo wiem, co czuję i że choćby nie wiem co miało się stać, moje uczucia się nie zmienią.
- A co czujesz? - zapytała, na co ja lekko się uśmiechnąłem i odpowiedziałem na jej pytanie.

Clarke

- Kocham cię, Clarke. Dlatego chcę zaryzykować, bo jeśli tego nie zrobię, będę żałował do końca życia. Proszę, zaufaj mi. - wyszeptał. Byłam zaskoczona tym, co powiedział, nie mogłam w to uwierzyć. Rzadko któremu chłopakowi tak łatwo przychodziło wypowiadanie tych dwóch słów.
- Zaraz zaraz, możesz powtórzyć?
- Zaufaj mi, Clarke.
- Nie to.


Bellamy

- A co? – zapytałem, przyciągając ja do siebie i obejmując w pasie. Mimo, iż dobrze wiedziałem, o co jej chodzi, chciałem po prostu się z nią podroczyć
- To, co mówiłeś wcześniej.
- że chcę zaryzykować? - dopytywałem się.
- Nie! Dobrze wiesz, o które słowa mi chodzi - powiedziała z wyrzutem, na co ja się zaśmiałem i spoglądając jej głęboko w oczy, wypowiedziałem słowa, które tak bardzo chciała usłyszeć
- Kocham cię, Księżniczko. Kocham. I jeśli tak bardzo chcesz, będę ci to powtarzał codziennie, aż będziesz miała dość,
Słysząc to, chwyciła moją twarz w dłonie i przyciągnęła do siebie, składając na moich ustach pocałunek.
- Tych słów nigdy nie będę miała dość – szepnęła, kiedy tylko się od siebie oderwaliśmy. Uśmiechnąłem się i ponownie wpiłem w jej usta.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz