czwartek, 19 października 2017

Rozdział 5

BELLAMY

2 godziny później

Od dwóch godzin idziemy z Clarke w stronę bunkra, cały czas śmiejąc się, żartując i wspominając czasy, kiedy byliśmy wrogami. Gdyby zaraz na początku ktoś mi powiedział, że zakocham się w naszej księżniczce, najprawdopodobniej bym go wyśmiał i wyzwał od idiotów. Teraz natomiast sam nie mogę w to uwierzyć; kocham ją, a ona to odwzajemnia. Jeszcze nigdy nie byłem tak szczęśliwy.
- Uwierzyłabyś, że kiedyś będziemy do siebie czuć coś takiego? – zapytałem, biorąc Clarke za rękę.
- Co masz na myśli, mówiąc „coś takiego”?
- Dobrze wiesz – powiedziałem, spoglądając na nasze splecione dłonie. Clarke zaś w odpowiedzi tylko się zaśmiała. – Co cię tak bawi? – zapytałem zdziwiony jej nagłym wybuchem śmiechu.
- Nic takiego, może kiedyś ci powiem – odpowiedziała, chyba próbując się ze mną droczyć.
- Powiedz teraz.
- O nie! Na to musisz sobie zasłużyć.
- Jeszcze nie zasłużyłem? – zapytałem, podnosząc jedną brew do góry.
- Nie.

CLARKE

- Powiedz, bo pożałujesz – zagroził, podstępnie się uśmiechając. Wiedziałam, że coś kombinuje, ale co zrobić - uwielbiałam się z nim drażnić.
- A niby co ty mi możesz zrobić?
- Dobra, sama tego chciałaś - powiedział, po czym z zaskoczenia złapał mnie i zacząć łaskotać.
- A! Bellamy, przestań! – krzyczałam, śmiejąc się i próbując wyrwać z jego objęć. - Dobra, już dobra. Powiem, tylko przestań!
- Więc gadaj.
- Przykro mi, ale to musi zaczekać. Jesteśmy na miejscu – powiedziałam, wskazując w stronę bunkra.
- Masz szczęście, ale i tak ci nie odpuszczę – zapewnił mnie, grożąc przy tym palcem, po czym ruszył w kierunku bunkra. Gdy weszliśmy do środka, ujrzałam szeroki uśmiech na twarzy Bellamy’ego.
- Co cię tak bawi? – zapytałam.
- Kiedyś ci powiem – odpowiedział w odwecie.
- Co?
- Musisz zasłużyć.
- Jesteś niemożliwy – powiedziałam, kręcąc głową i zakładając ręce na piersi.
- A ty śliczna jak się złościsz – powiedział, po czym załadował broń i wymijając mnie z tym swoim szyderczym uśmieszkiem, ruszył w głąb bunkra, sprawdzając wszystkie pomieszczenia po drodze. Za chyba trzecimi drzwiami okazało się, że jest tam klatka schodowa, na której panowała zupełna ciemność. Gdy poświeciłam latarką zobaczyliśmy, że schody prowadzą jedynie dół. Powoli ruszyliśmy schodami, kiedy nagle z pomieszczenia na końcu schodów usłyszeliśmy jakiś hałas.
– Uważaj – szepnęłam, Bellami zaś tylko skinął głową na znak zgody i ruszył do przodu. Nagle wyskoczyło na nas dwóch żniwiarzy. Bell od razu zlikwidował jednego po drugim.
- Pospieszmy się, może być ich tu więcej.
Jak najszybciej zabraliśmy się za przeszukiwanie pomieszczenia. O dziwo po przeszukaniu piwnicy, w bunkrze okazało się, że rzeczywiście znaleźliśmy skład z lekami. Nie było tego wiele, ale zawsze coś. Załadowawszy plecaki lekami, ruszyliśmy w drogę powrotną. Gdy została nam niecała godzina do obozu, usłyszeliśmy dźwięk rogu oznajmiającego o nadejściu toksycznej mgły. Bellamy natychmiast złapał mnie za rękę, ciągnąc w stronę najbliższego schronienia. Zaczęliśmy przedzierać się przez zarośla. W oddali było już widać zarys wejścia do jakiejś jaskini. Kiedy byliśmy już w środku, Bellamy odwrócił się żeby zobaczyć, jak daleko od nas jest mgła, która była już przed samym wejściem.
- Udało nam się w ostatniej chwili. - mruknął z ulgą, wciągając mnie w głąb jaskini.
- Trochę tu zabawimy - powiedziałam, na co Bellamy zareagował szerokim uśmiechem.
- Co się tak głupkowato szczerzysz? – zapytałam, on zaś bez słowa zaszedł mnie od tyłu i obejmując rękoma, odgarnął moje włosy na lewe ramię, po czym nachylił się nad moim uchem i szeptem odpowiedział mi na pytanie.
- Bo właśnie wpadłem na pomysł jak zabić czas, który tu spędzimy – wymruczał, po czym skubnąwszy ustami płatek mojego ucha, zaczął składać delikatne pocałunki na mojej szyi. Czułam jak robi mi się gorąco, a serce zaczyna bić jak szalone.
- Eee… Bellamy… Mieliśmy zacząć od małych rzeczy, pamiętasz? – powiedziałam, ciężko wzdychając.
- Więc chcesz bym przestał? -  zapytał, całując moją szyję.
- Tak? - odpowiedziałam niepewnie, podczas jego pocałunków, na co Bellamy odwrócił mnie do siebie. Spojrzał mi głęboko w oczy i zbliżył swoje usta do moich tak, że dzieliły je od siebie dosłownie milimetry.
- To czemu ci nie wierzę? – mruknął.
- Niech cię diabli, Bellamy – wydyszałam, popychając go na ścianę jaskini i całując, on zaś się roześmiał, a już po chwili po całej jaskini były porozrzucane nasze ubrania. Ja i Bellamy kochaliśmy się - dla nas obojga to było wyjątkowe kilka godzin spędzonych w swoich ramionach, których nigdy nie zapomnę.

*****

Bardzo proszę o komentarze chcę wiedzieć czy wogule ktoś to czyta.

poniedziałek, 16 października 2017

Rozdział 4

Bellamy

Całą noc nie mogłem spać, wciąż myślałem nad jutrzejszą wyprawą z Clarke i o tym, co miała na myśli kanclerz mówiąc, że mi i blondynce przyda się wspólny spacer.
***
Clark i ja szliśmy już od godziny, przez cały czas między nami panowała niezręczna cisza. Nie wiem nad czym ona myślała, ale moje myśli wciąż krążyły wokół słów kanclerz. Zastanawiałem się co miała ona na myśli mówiąc, że przyda nam się wspólny spacer? O dziwo słowa matki Clarke wcale nie zaskoczyły dziewczyny, która wyglądała jakby bardzo dobrze wiedziała, co kobieta chciała przez to powiedzieć. Stwierdziłem, że dłużej nie wytrzymam tego napięcia, więc postanowiłem zapytać o to blondynkę.

Clarke

- Clarke, czy mogę cię o cos zapytać? - rzucił niepewnie Bellamy.
- Jasne - odpowiedziałam. Miałam gdzieś to, o co chce mnie zapytać chłopak; ważne że po 2 godzinach niezręcznej ciszy w końcu się odezwał.
- Wiesz może, o co chodziło twojej matce z tym spacerem, bo coś czuje, że tu nie chodzi tylko o sprawdzenie bunkra - zapytał podejrzliwie.
- I masz racje. Moja matka po prostu postanowiła zabawić się w swatkę - stwierdziłam z nutą sarkazmu w głosie, odpowiadając tym samym na jego pytanie
- Co?
- Twierdzi, że jesteś we mnie zakochany, a ja jestem tak ślepa, że tego nie widzę. Idiotyzm no nie? Niby jak miałby mnie kochać chłopak, który jedyne, co może do mnie czuć to nienawiść.

Bellamy

- Zaraz, zaraz...naprawdę myślisz, że cię nienawidzę? - zapytałem, zatrzymując ją.
- Daj spokój, Bellamy. Wystarczająco mocno dajesz mi to do zrozumienia każdego dnia. I szczerze mówiąc wcale ci się nie dziwie. - wykrzyknęła, a w jej oczach stanęły łzy. Nie mogłem uwierzyć, że dziewczyna, którą kocham nad życie myśli, że ją nienawidzę. To niedorzeczne!
- Clark... - zacząłem, lecz ona natychmiast mi przerwała, ruszając w dalszą drogę.
- Daruj sobie. Chodźmy już, chcę mieć to z głowy.
Clarke nie chciała wdawać się w dalsze dyskusje, ale ja pragnąłem to wyjaśnić. To była moja szansa, by ją podejść i dowiedzieć się czy mam u niej jakieś szanse.
- Nie, Clark, zaczekaj! Dlaczego myślisz, że cię nienawidzę? - zapytałem, wyprzedzając ją i stanąłem jej na drodze tak, aby nie mogła dalej iść.
- Chcesz wiedzieć? Proszę bardzo! W momencie, w którym wszedłeś do obozu, a ja zobaczyłam że żyjesz, byłam najszczęśliwszą osobą pod słońcem. Miałam nadzieje, że będzie tak jak kiedyś, że znów będę mogła się do ciebie przytulić i poczuć, że mam wszystko. Że znów będę mogła czuć się bezpieczna. Zamiast tego czuję, że straciłam cię na zawsze i całymi dniami i nocami zastanawiam się tylko czy jest szansa, że on mi kiedyś wybaczy. Nigdy nie byłeś dla mnie tylko zwykłym przyjacielem, Bellamy. Twierdzisz, że sobie bez ciebie radziłam, że byłam szczęśliwa i wiesz co? Masz rację, byłam szczęśliwa do tego stopnia, że nie chciałam żyć - wykrzyknęłam, podnosząc rękaw kurtki i ukazując bliznę, która został zrobiona jakimś ostrzem, a po jej policzkach zaczęły spływać łzy. - Tylko twoja siostra wie, co naprawdę się wtedy stało, bo to ona mnie znalazła. Byłam na nią zła o to, że mnie uratowała, ale wytłumaczyła mi, że gdybyś żył i się o tym dowiedział, wściekłbyś się.
- I miała racje! Coś ty sobie myślała?! - wykrzyknąłem. Jak ona mogła zrobić coś tak głupiego?!
- Co myślałam? Myślałam, że straciłam osobę, na której zależało mi najbardziej na świecie. Jedyną osobę, którą naprawdę kochałam! Ale to już nieważne, nigdy nie będzie tak jak kiedyś - wykrzyknęła Clarke, po czym odbiegła z płaczem.
Przez chwilę stałem oszołomiony natłokiem wiadomości, lecz już po chwili ruszyłem za nią. Kiedy do niej dotarłem, siedziała na brzegu jakiegoś jeziora, płacząc.
- Clarke... - zacząłem, siadając przy niej, lecz tak naprawdę nie miałem pojęcia, co powiedzieć.
- Przepraszam cię, Bellamy, tak bardzo przepraszam - mówiła przez łzy.
- Za co? - zapytałem zaskoczony
- Za to, że cię nie szukałam.
- Clarke...Mówiłem ci przecież, że nie jestem na ciebie za to zły i nie waż się myśleć, że cię nienawidzę - powiedziałem, łapiąc dziewczynę za podbródek i tym samym zmuszając by spojrzała mi w oczy.
- Więc o co chodzi? Czemu odkąd wróciłeś mnie unikasz? Traktujesz, jakbym w ogóle nie istniała?
- Naprawdę tego nie widzisz, Clarke?
- Czego?
- Clarke, ja... - zacząłem, chcąc powiedzieć jej, co czuje. Bałem się jednak, że jeśli wyznam jej wprost moje uczucia, to wszystko zmieni. Dlatego zbliżyłem się do niej i spojrzałem blondynce głęboko w oczy, lecz mój wzrok mimowolnie powędrował na jej usta. Chyba już wiedziała, co chce zrobić, bo przymknęła oczy i lekko rozchylając wargi, niepewnie złożyłem delikatny pocałunek na jej ustach.

Clarke


Przez pocałunki Bellamy'ego zapomniałam na chwilę o całym świecie i zaczęłam je odwzajemniać. Tak bardzo chciałam znaleźć się w jego ramionach, ale w głębi duszy wiedziałam że to złe, że nie mogę tego zrobić Finnowi, więc po chwili odepchnęłam Bellamy'ego od siebie.
- Bellamy ja... Ja nie mogę...- zaczęłam, ale przerwał mi wchodząc w zdanie.
- Wiem, przepraszam, nie powinienem - powiedział, spuszczając głowę i zaczął się podnosić.
- Nie, zaczekaj! Nie chodzi o to, że nie chce być z tobą. Wprost przeciwnie - rzuciłam, ciągnąc go za rękaw kurtki i zmuszając tym samym, by ponownie usiadł przy mnie - Chcę tego i to bardzo, ale nie mogę tego zrobić Finnowi. Nie po tym, jak był przy mnie, gdy nie chciałam żyć, a twoja siostra uratowała mi życie. On sprawił, że z czasem było mi lżej, że dałam rade jako tako się pozbierać. Po za tym boję się, Bellamy, bo, bądźmy szczerzy, nie zawsze wychodziło nam dogadywanie się. Jeśli któreś z nas zrobi jakąś głupotę, pokłócimy się i znów cię stracę, a po raz kolejny nie dam rady się pozbierać.
- Clarke, nigdy mnie nie stracisz.
- Możesz to zagwarantować?
- Tak.
- Więc jesteś tego na tyle pewien, że miałbyś odwagę się o tym przekonać?
- To znaczy? Co masz na myśli?
- Proponuje umowę. Zaczniemy powoli od tych małych rzeczy, jakbyśmy się dopiero poznali, ale dla wszystkich wciąż będziemy tylko przyjaciółmi którzy się nienawidzą.
- Masz na myśli coś w stylu „Będziemy razem, ale niech nikt o tym nie wie"?
- Tak. Przekonamy się, czy wytrzymamy ze sobą. Jeśli po miesiącu jeszcze się nie pozabijamy i wciąż oboje będziemy tego chcieli, zerwę z Finem i będziemy razem oficjalnie. Jeżeli jednak to się nie uda, wrócimy do przyjaźni. Po za tym i tak na razie tylko tyle ci mogę zaoferować. Co ty na to? - zapytałam, zaś Bellamy wstał bez słowa, po czym odwracając się spojrzał na mnie i uśmiechnął się szeroko.
- Bellamy Blake - powiedział podając mi rękę i przedstawiając się.
- Clark Griffin - odpowiedziałam odwzajemniając uśmiech, po czym raptownie pociągnął mnie do góry co sprawiło, że staliśmy teraz tak blisko siebie, że nasze usta dzieliły tylko ze dwa centymetry. Przez chwilę bez słowa patrzyliśmy sobie głęboko w oczy.
- Wiesz...Sądzę, że powinniśmy przypieczętować nasza umowę - powiedział nagle, po czym raptownie wpił się w moje usta ja zaś odwzajemniłam pocałunek. Nie wiem ile to trwało, bo oderwaliśmy się od siebie dopiero, gdy oboje zaczęliśmy tracić oddech.

niedziela, 15 października 2017

Rozdział 3

Bellamy:
Wybierałem się właśnie na patrol, gdy podbiegł do mnie Nate.
- Bellamy zaczekaj chwile kanclerz cię wzywa
- Ale przecież idę na patrol - odpowiedziałem, patrząc na niego ze zmarszczonym czołem
- Mam cię zastąpić to ponoć coś pilnego, Clark też wezwano - powiedział wymownie.
- No dobra już idę - powiedziałem westchnąwszy ciężko idąc korytarzem zastanawiałem się, o co może chodzić, mam nadzieje, że kanclerz nie wyśle mnie gdzieś razem z Clark, bo od powrotu do arki starałem się jej unikać nie, dlatego że miałem jej za złe to, że nie starała się mnie odnaleźć wprost przeciwnie byłem jej wdzięczny, bo nawet o tym nie wiedząc uratowała mi życie tylko dzięki myśli o niej i nadziei, że jeszcze ją kiedyś ujrzę miałem siłę by przetrwać te wszystkie tortury to dla niej przeżyłem powód mojego zachowania był inny unikałem jej, bo zdałem sobie sprawę, że ją Kocham a ona była dziewczyną mojego kumpla zaś mnie Clark ujrzała tylko i wyłącznie za przyjaciela nie wiedziała, co naprawdę do niej czuje nie miałem najmniejszej ochoty wysłuchiwać jej zwierzeń na temat Fina, gdy widziałem ich razem aż kipiałem z zazdrości wystarczyło mi, że podczas polowań musiałem wysłuchiwać zwierzeń chłopaka a wczoraj nawet on posuną się za daleko opowiadając mi i Murphemu, jaka to Clark jest w łóżku i choć jak już mówiłem jest moim kumplem to miałem ochotę mu wtedy rozkwasić te jego buźkę. Rozmyślając nawet nie wiedziałem, kiedy znalazłem się przed drzwiami kanclerz.. Dotarłszy do gabinetu zapukałem i nawet nie czekając na odpowiedz wszedłem i zamknąwszy za sobą drzwi od razu zacząłem zadawać pytania, o co chodzi i po co mnie wezwano.
- W ambulatorium kończą się antybiotyki, dlatego wyruszycie sprawdzić bunkier 3 kilometry z stąd na zachód
- Ale przecież już tam byliśmy to z stamtąd mamy broń - zaoponowałem
- Tak, dlatego to wy pójdziecie znacie drogę po za tym nie sprawdziliśmy obu poziomów bunkra
- Jak to obu? - Zdziwiłem się.
- Na planach, które znalazłam jest oznaczony jeszcze jeden poziom, który wcześniej nie został sprawdzony gdyż nie wiedzieliśmy o podziemiach. Może znajdziecie tam jakieś leki - wyjaśniła Abby.
- Kiedy mamy wyruszyć? - Zapytałem, wzdychając.
- Jutro z samego rana
- Nie lepiej wziąć Rovera i w ciągu 2 godzin bylibyśmy z powrotem? - Zaproponowałem mając jeszcze cichą nadzieje, że w ten sposób uniknę wycieczki w towarzystwie Clark.
- Niestety Rover ma wziąć Ravenn na przegląd, a ja potrzebuję tych leków, natomiast wam przyda się wspólny spacer - oznajmiła kanclerz z lekkim uśmiechem spoglądając porozumiewawczo na Clark. A moja nadzieja na uniknięcie spędzenia kilku godzin w towarzystwie blondynki znikła.
Clark:
Gdy tylko Bellamy opuścił gabinet mojej matki od razu zaczęłam wypytywać ją, o co tu tak naprawdę chodzi gdyż osobiście robiłam inwentaryzacje i antybiotyków, o których mówiła było jeszcze dość dużo.
- Ok, o co tu tak naprawdę chodzi - zapytałam, gdy tylko zostałam sama z matką
- O nic takiego
- Mamo robiłam osobiście inwentaryzacje antybiotyków, o których mówiłaś jest jeszcze dość wiec, po co tak naprawdę nas tam wysyłasz. - Zapytałam podejrzliwie
- Och Clark nie możesz tak się katować musisz z nim porozmawiać a ja ci tylko daje ku temu okazje wykorzystaj ja dobrze
- Zaraz czy ty właśnie próbujesz bawić się w swatkę - zapytałam podejrzliwie spoglądając na matkę
- Nie Clark próbuje ci pomóc go zrozumieć. Szczerze nawet nie za bardzo przepadam za tym chłopakiem, ale wasze zachowanie przypomina mi mnie i twojego ojca za młodu byliśmy dokładnie tacy sami uparci i ślepi a historia lubi się powtarzać, dlatego chce ci pomóc.
- Jak to byliście tacy sami? - Zapytałam zaskoczona od śmierci ojca nigdy o nim nie rozmawiałyśmy a jak próbowałam o coś pytać mama unikała tego tematu.
- Kiedyś może ci opowiem. A teraz lepiej idź musisz wypocząć przed jutrem a ja mam dużo pracy.
- Ale...? - Zaczęłam chcąc zaprotestować i prosić o opowieść zaś mama ucięła mi w pół zdania
- Kiedy indziej Clark - mogłabym przysiądź ze w tamtym momencie ujrzałam jak jej oczy się zaszkliły, więc zrezygnowałam na razie z dalszego dociekania prawdy i wyszłam z gabinetu ruszając do swojego pokoju.
C.D.N.
***

I jak podoba wam się ?. Piszcie w komentarzach. Zaciekawiłam Was.

Rozdział 2

CLARK
Kilka dni później:
Idąc właśnie do ambulatorium by pomóc mamie w pracy rozmyślałam o pewnym brunecie, który wciąż siedział mi w głowie. Od powrotu Bellame’go minęły już chyba ze dwa tygodnie, lecz nie wszystko wróciło do normy stosunki między mną, a nim były znacznie chłodniejsze niż przed jego zniknięciem chłopak coraz częściej mnie unikał, a kiedy już się spotkaliśmy np. na korytarzu jedyne, co mówił to przelotne "cześć " i szedł dalej czułam, że miał mi wciąż za złe to, że go nie szukałam. Mimo iż powiedział, że mi wybacza to ja czułam gdzieś w głębi serca, że jest inaczej. Niemiałam pojęcia, co robić. Miałam ochotę się komuś wyżalić wyrzucić to z siebie i prosić o rade, ale nawet nie wiedziałam, z kim mogę o tym porozmawiać. Octavia, z którą się zaprzyjaźniłam była siostrą Bellame’go, więc nie mogłam z nią rozmawiać o jej bracie, Ravenn była byłą dziewczyną mojego chłopaka nie mogłam ryzykować, że zaraz Fin dowie się o naszej rozmowie, i stanie się zazdrosny, jeszcze oskarżyłby mnie o romans z Bellamy ‘m i straciłabym też jego jedyną osobą, z którą mogłabym jeszcze porozmawiać była moja mama. Ale nie wiedziałam jak zacząć tę rozmowę, więc po prostu starałam się o tym zapomnieć, ale niestety było to cholernie trudne.
ABBY:
Przez cały dzień Clark była jakaś nieobecna martwiłam się o nią, myślami była gdzie indziej, a jej zachowanie od jakiegoś czasu zmieniło się próbowała udawać, że wszystko jest w porządku, ale ja znałam swoją córkę na tyle by wiedzieć, że coś ją dręczy nie wiedziałam tylko, o co chodzi wiec postanowiłam z nią dziś porozmawiać.
- Mamo skończyłam już inwentaryzacje tu masz spis leków, które jeszcze mamy. - Powiedziała podając mi kartkę, na której spisała nazwy leków, które mieliśmy jeszcze w niewielkim magazynie.
- Dobrze dziękuje za pomoc.
- Nie ma, za co jeśli już mnie nie potrzebujesz to wracam do pokoju. - Powiedziała, po czym odwróciła się i zaczęła iść w stronę wyjścia
- Zaczekaj jeszcze Clark chciałam z tobą porozmawiać. - Krzyknęłam za córką zatrzymując ją.
- Dobrze, co się stało?- Zapytała wracając i siadając na jednej z wolnych leżanek na szczęście nie mieliśmy żadnych pacjentów, więc mogłyśmy spokojnie porozmawiać.
- To ja powinnam cię o to zapytać.
- To znaczy, o co ci chodzi?
- O to, że jesteś jakaś nieobecna. Coś nie tak między tobą a Finnem.
- Nie wszystko porządku.
- Clark nie zawsze się dogadujemy, ale jestem twoją matką znam cię i widzę, że coś jest nie tak innych możesz nabrać, ale nie mnie. Powiedz, o co chodzi. Porozmawiaj ze mną, może uda mi się ci pomóc.
- No dobrze, ale obiecaj, że to zostanie między nami.
- Obiecuje.
- Nie chodzi o Fina między nami wszystko gra. Chodzi o Bellame’go.
- Bellame’go?
- Tak, bo widzisz jak przylecieliśmy na ziemie nie znosiłam go i to z wzajemnością, ale z czasem poznałam go z innej strony tej dobrej strony stał mi się coraz bliższy zaprzyjaźniliśmy się przy nim mogłam być zwykłą Clark nie przywódczynią, ale zwykła dziewczyną mogłam z nim rozmawiać o wszystkim, kiedy miałam doła tylko on potrafił sprawić, że się uśmiechnęłam. Gdy dowiedziałam się, że zginą jakaś cząstka mnie umarła wtedy razem z nim gdyby nie wsparcie Finna załamałabym się a teraz, kiedy wrócił myślałam, że będzie jak dawniej, że odzyskam przyjaciela, ale zamiast tego czuje, że go straciłam chyba wciąż ma mi za złe, że go nie szukałam, ale przecież byłam pewna, że nie żyje gdybym wiedziała, że jest odwrotnie, że żyje przetrząsnęłabym cała ziemie by go znaleźć.
- powiedziałaś mu o tym
- tak nawet, kiedy zapytałam czy kiedyś mi wybaczy odpowiedział, że i tu cytuje "nie ma mi, czego wybaczać", ale i tak odkąd wrócił stara się mnie unikać boje się, że straciłam jego przyjaźń na zawsze tak bardzo za nim tęskniłam a czuje się tak jakby on nigdy nie wrócił. Co mam robić jak odzyskać jego przyjaźń.
- Clark naprawdę myślisz, że mu o to chodzi?.
- A o co innego może chodzić.
- Kochanie gdyby wciąż miał by ci za złe to nie patrzył by na ciebie w taki sposób, jaki patrzy każdego dnia.
- Co masz na myśli
-Naprawdę nie zauważyłaś z daleka widać, że on coś do ciebie czuje.
- Co ty chyba oszalałaś jedyne, co on może do mnie czuć to nienawiść. - Powiedziała, po czym wybiegła z pomieszczenia płacząc.
Wiedziałam dobrze, co Clark czuje ona i Bellamy bardzo przypominali mi mnie i jej ojca za młodu byliśmy dokładnie tacy sami, a historia lubi się powtarzać, dlatego postanowiłam, że pomogę jej uświadomić sobie, co Bellamy do niej czuje i co ona czuje do niego, choć nie chce tego przyznać przed samą sobą. Musiałam jakoś sprawić by nie mieli wyjścia i musieli zostać sami, aby móc porozmawiać po 2 godzinach wpadłam na pewien pomysł.  


Rozdział 1

BELLAMY

Od kilku miesięcy byłem więźniem ziemian dopiero tydzień temu udało mi się uciec chciałem wrócić do obozu, ale nawet nie wiedziałem, w którą stronę iść byłem ranny a ból zapewne był okropny, ale ja go już nie odczuwałem tak jak kiedyś po jakimś czasie zadawania tortur prosiłem boga by w końcu mnie zabili, ale gdy minęły kolejne dni ból stał się moim przyjacielem przypominał mi, że jeszcze żyje i musi tak pozostać abym mógł wrócić do siostry i dziewczyny, której twarz widziałem, co noc w snach wiedziałem, że Clark nie chciałaby abym się poddał. Zmęczony po tygodniu błądzenia po lesie natrafiłem na znajomą mi twarz, którą była moja siostra Octavia ucieszyłem się na jej widok nie dowierzała, że żyje natychmiast podbiegła i rzuciła mi się w ramiona tuląc mnie
- Bellamy ty żyjesz
- Tak żyje O. Ale puść mnie już to boli
- Przepraszam boże Bellamy, co ci się stało - wykrzyknęła przerażona Octavia zauważając moje rany.
- To ziemianie torturowali mnie, ale teraz to nieważne teraz musimy jak najszybciej stąd iść zapewne już mnie szukają - powiedziałem, po czym wraz z Octavia ruszyliśmy do obozu

CLARK

Byłam właśnie w swoim namiocie i szykowałam się na polowanie gdyż kończyła się już nam żywność miałam iść Ja, Murphy, Finn i Jasper, gdy nagle usłyszałam na zewnątrz jakieś zamieszanie już miałam wyjść i sprawdzić, co się dzieje, gdy do mojego namiotu wpadł Jasper krzycząc „Clark nie uwierzysz, kto wrócił „gdy wyszłam zobaczyć, co się dzieje i o czym mówi Jasper nie mogłam uwierzyć własnym oczom to była Octavia wraz z Bellami, stanęłam jak wryta a moje serce zaczęło bić jak oszalałe. Przecież to nie możliwe on nie żyje powtarzałam sobie w duchu. Nie zastanawiając się dłużej podbiegłam i natychmiast go przytuliłam. Moja reakcja chyba nieco zaskoczyła Bellame'go, bo dopiero po chwili odwzajemnił uścisk, bo jak już mówiłam nie jest tajemnicą, że na początku naszej znajomości nie znosiliśmy się a czasem nawet nienawidziliśmy rzadko w ważnych sprawach mieliśmy to samo zdanie no może raz czy dwa się ze sobą zgodziliśmy, ale teraz, gdy zobaczyłam, że przeżył wybuch ucieszyłam się jak nigdy i poczułam ogromną ulgę a serce zabiło mi mocniej, kiedy odwzajemnił mój uścisk i zniknęło uczucie pustki, jaką czułam, gdy myślałam, że nie żyje, bo kutnie z nim były jak do tej pory najlepszym, co przytrafiło mi się w życiu, Oprócz Oczywiście poznania Fina, w którym się zakochałam, lecz jak się okazało po nocy, którą z nim spędziłam, Fin miał już dziewczynę, o czym zapomniał wspomnieć i mimo że mnie wykorzystał ja wciąż coś do niego czułam on zaś czując coś do mnie zerwał z Ravenn i od roku byliśmy szczęśliwą parą. Ale w tej chwili przestałam myśleć o Finie teraz liczył się tylko Bellamy i to, że żyje, gdy już powoli się od niego odsuwałam szepnęłam mu do ucha jedno słowo
- Tęskniłam
- Ja o dziwo też - gdy to usłyszałam oboje się do siebie uśmiechnęliśmy. Nie miałam pojęcia jak można tak bardzo tęsknić za osobą, której nie znosisz. Lecz chyba gdzieś głęboko w sercu moje uczucie do Bellamego było znacznie silniejsze.
 Cieszyłam się, że Bellamy do nas wrócił, byłam pewna, że będzie jak dawniej, lecz nie przypuszczałam tylko, że tak trudno będzie mi spojrzeć mu ponownie w oczy, czułam się winna tego, co go spotkało może i rany na jego ciele się zagoją, ale czy kiedykolwiek zapomni o tym, co zrobiłam i mi wybaczy.
Zaprowadź go do ambulatorium ja zaraz przyjdę - powiedziałam do Octavii wskazując kierunek, w którym ma iść, po czym dodałam - muszę porozmawiać z Finem
- Finn musicie iść beze mnie na to polowanie ja muszę zająć się Bellami tylko proszę uważaj na siebie - powiedziałam, po czym lekko pocałowałam swojego chłopaka i ruszyłam w stronę ambulatorium, Finn zaś z Jasperem i Murphym opuścił obóz i ruszył na polowanie. Kiedy weszłam do ambulatorium ujrzałam  Bellame'go, oraz Octavię, która ostro o czymś z nim rozmawiała, lecz gdy usłyszeli jak wchodzę od razu zamilkli. Nie zwracając na to większej uwagi poprosiłam Octavie by wyszła i pozwoliła mi się zająć bratem.
- Octavio mogłabyś wyjść musze poskładać do kupy twojego brata - powiedziałam poważnie.
- Jasne już wychodzę, Ale zawołaj mnie jak skończysz, bo muszę z nim porozmawiać. - Nakazała dziewczyna, po czym opuściła ambulatorium, a ja zajełam się opatrywaniem bruneta. Gdy Bellamy i ja zostaliśmy sami nastał moment ciszy nie wiedziałam, co mu powiedzieć w zasadzie nawet nie potrafiłam spojrzeć mu w oczy, więc po prostu wydałam polecenie.
- Zdejmij koszulkę – poleciłam widząc, że przesiąkła przez nią w jednym miejscu krew
- Wow ledwo wróciłem a ty już mnie rozbierasz, nie spodziewałem się tego po tobie Księżniczko –powiedział chyba chciał w ten sposób rozluźnić atmosferę, co nawet mu się udało.
- Ha,ha, bardzo śmieszne, muszę cię opatrzyć idioto. - Słysząc te słowa Bellamy uśmiechną się i zdjął koszulkę - ja zaś widząc jego rany posmutniałam a w moich oczach pojawiły się łzy natychmiast się odwróciłam sięgając po opatrunki a przy okazji ocierając łzy by ukryć je przed Bellamym.
-To aż tak ze mną źle - zapytał Bellamy siląc się na uśmiech. Chyba jednak coś zauważył.
- Nie wszystko w porządku wyliżesz się - powiedziałam opatrując go, i natychmiast wzięłam się za oczyszczenie ran - teraz masz wypoczywać i to bez dyskusji potrzebuje cię - nakazałam, po czym ujrzałam na twarzy Bellame'go uśmiech - więc natychmiast się poprawiłam - To znaczy my cię potrzebujemy. - Poprawiłam szybko swoje słowa.
- Jak do tej pory sobie świetnie radziliście. - Powiedział a w moich oczach ponownie stanęły łzy gdyż poczułam, że miał mi za złe, to że go nie szukałam
- Nieprawda, po prostu byłam pewna, że nie żyjesz. Gdybym wiedziała, że tak nie jest przeczesałabym całą ziemie by cię znaleźć. Mam nadzieje, że kiedyś mi wybaczysz to, że cię nie szukałam wraz z innymi. Bo naprawdę mi na tobie zależy. - Słysząc to Bellamy zszedł z leżanki i podchodząc położył dłoń na moim policzku jednocześnie ocierając kciukiem łzę, która po nim spłynęła po czym czule szepną
- Nie mam ci, czego wybaczać księżniczko - po czym szybko ucałowawszy kącik mych ust wyszedł a ja stałam w miejscu zdziwiona jego zachowaniem, czemu tak łatwo mi wybaczył przecież powinien być wściekły.

BELLARKE - KSIĘŻNICZKA

NA DOBRY POCZĄTEK TELEDYSK MOJEJ ROBOTY ;)


Prolog

 CLARKE
Zawsze wiedziałam, że kiedyś tak samo jak moja mama zakocham się bez pamięci i będę nawet gotowa oddać życie za tą miłość, ale nie przypuszczałam, że zakocham się w kimś, kto będzie posiadać wszystkie te cechy, których nienawidzę u facetów a mianowicie mam tu na myśli Bellame’go Blacke, Bellamy jest arogancki, impulsywny, egoistyczny, zabójczo przystojny, przez co lgną do niego wszystkie dziewczyny, a on traktuje je jak swoje zabawki, nienawidziłam go za to, lecz tu na Ziemi z czasem zaczęłam dostrzegać też jego dobrą stronę. Bellamy ma dobre serce, chociaż stara się to ukryć, a ja nie wiem, czemu uświadomiłam sobie to dopiero, gdy byłam pewna, że straciłam go na zawsze. Tak, więc witajcie nazywam się Clarke Griffin i opowiem wam historie mojej miłości.
***

Od dnia, w którym nasza 100 wylądowała na ziemi i dnia, w którym poznałam Bellame’go wiele się wydarzyło, lądując żadne z nas nie spodziewało się tego, co będzie na nas czekać na miejscu. Ziemia miała być naszym nowym domem, nikt nie spodziewał się, że może ona skrywać tyle tajemnic i niebezpieczeństw oraz że będzie nas czekać walka o przetrwanie i prawo do życia wojna, której staliśmy się uczestnikami zmieniła nas staliśmy się zupełnie innymi ludźmi, a nawet odebrała nam kilkoro z nas na początku była nas 100 kilka dni potem kilkoro z nas zginęło podczas ataku ziemian w tym jak sądziłam Bellamy, bo przecież na własne oczy widziałam jak tuż przed wybuchem ładunku zostaje ugodzony sztyletem przez jednego z ziemian i upada na ziemie chciałam do niego podbiec i mu pomóc, ale w ostatniej Chwili powstrzymał mnie Jasper. Mimo iż od pierwszego dnia nienawidziłam się z Bellami i nie zgadzałam. To teraz czasem go wspominałam, bo drugiego dnia na ziemi ocalił mi życie może i zawsze przez cały czas zgrywał rządnego władzy egoistycznego dupka, ale ja z czasem przekonałam się, że to tylko pozory, co więcej można powiedzieć, że z czasem zaczęliśmy się rozumieć a nawet zaprzyjaźniać cóż chcąc nie chcąc potrzebowałam go, bo to właśnie on nauczył mnie jak posługiwać się bronią by móc walczyć, a poza tym miał duży wpływ na pozostałych słuchali go Bellamy był przywódcą, dlatego kiedy dowiedziałam się o jego śmierci przestraszyłam się jak ja sobie ze wszystkim poradzę, bo teraz to na mnie spad Ciężar zostanie liderem grupy na szczęście miałam Fina, który akurat zarwał z Ravenn i już kilka dni potem związał się ze mną. Teraz od roku jesteśmy naprawdę szczęśliwą parą, ale choć nie chciałam tego przyznać to gdzieś bardzo głęboko w sercu część mnie wciąż rozpaczała po śmierci Bellame’go, ale dzisiejszy dzień miał wszystko zmienić.