niedziela, 18 lutego 2018

Rozdział 9


Clarke:
Siedziałam właśnie w stołówce, jedząc śniadanie wraz z Raven, Murphy’m, Monty’m i Jasperem, gdy podszedł do nas Bellamy.
- Cześć, Blake – odezwał się John.
- Mam imię, Murphy – burknął ciemnowłosy.
- Racja, Romeo, tak?
- Zamknij się, Murphy – odezwałam się. - A ty się nie dąsaj tylko siadaj, misiu.
- Rozkaz dr.Grifin – odpowiedział Bellamy siadając naprzeciwko mnie, dzięki czemu od razu pod stołem oberwał ode mnie kopniakiem w kostkę.
- Wow, czy my o czymś nie wiemy? Od kiedy to nazywasz Blake’a misiem? I o co chodzi z tą doktor? – zapytała Ravenn siedząca obok mnie.
- Też jestem ciekaw – usłyszałam za sobą głos Finn’a, co nie wróżyło nic dobrego.
- Od kiedy zaczął zachowywać się jak Kubuś Puchatek – odpowiedziałam, chichocząc.
Bellamy:
Słysząc odpowiedz Clarke, Raven, Monty i Jasper wybuchli śmiechem, a ten ostatni nawet zakrztusił się piciem.
- No co chcecie? Pasuje to do mnie nie, każdy jest taki słodki – powiedziałem, na co ta czwórka jeszcze bardziej się roześmiała.
- On nie ma pojęcia o co chodzi? – zapytała Raven, spoglądając porozumiewawczo na Clarke i wskazując na mnie palcem
- Yhy… - potwierdziła Clarke, kiwając głową na potwierdzenie i wciąż się uśmiechając – Nazwałam go tak wczoraj, kiedy opatrywałam mu rękę, którą sobie rozwalił w bardzo głupi sposób. Myślałam, że skojarzy o co mi chodzi, przecież ma młodszą siostrę. Ale nie skojarzył.
- Stary, aleś się wpakował – skomentował Jasper, a cała sytuacja zaczynała mi się już coraz mniej podobać
- I myśli, że…
- Yhy, a ja mam niezły ubaw – powiedziała blondynka patrząc to na Raven, to na mnie i ponownie wybuchły śmiechem.
- Ok, przestaje mi się to podobać, o co wam chodzi? – zapytałem oburzony.
- O nic takiego, misiu – powiedziała Raven, wstając od stołu – Ok, muszę iść. Dzięki za poprawę humoru, Clarke
- Do usług – skomentowała dziewczyna.
- Czy ktoś powie mi co tu jest grane? – zapytałem zdenerwowany.
- Też chętnie się dowiem – skomentował Finn, który chyba też nie wiedział, o co w tym chodzi.
-Niech Jasper z Monty’m wam wyjaśnią. Skoro się śmiali, to wiedzą o co chodzi. Ja się zmywam, bo jak mu sama powiem to mnie zabije, a chce jeszcze trochę pożyć – powiedziała Clarke, wstając od stołu - A my zobaczymy się później – dodała, zwracając się do Finn’a i, dając mu całusa w policzek, ruszyła w stronę ambulatorium.
- Ja też już pójdę - powiedział Jasper i już wstawał od stołu, jednak go zatrzymałem.
- O nie, nigdzie nie pójdziesz, dopóki nie powiesz o co chodziło – zaprotestowałem.
- Wybacz stary, ale twoja niewiedza jest tak zabawna, że musze się tym nacieszyć. Po za tym przecież mnie nie zabijesz na środku Arkadii, misiu – powiedział Jasper wstając, klepiąc mnie po ramieniu i puszczając do mnie oczko przy nazwaniu mnie misiem.
- Nawet się nie waż, Monty – rzuciłem, kładąc dłoń na ramieniu chłopaka, tym samym zmuszając go by ponownie usiadł, kiedy tylko zaczął się podnosić.
- No gadaj, też chętnie się dowiem – powiedział zdenerwowany Finn
- Uh… no dobra, powiem, ale tylko dlatego, że mi cię szkoda, Blake.
- Więc gadaj – ponaglił go Finn.
- Chodziło im o bajkę dla dzieci. Kubuś Puchatek – zaczął tłumaczyć Azjata.
- To znaczy? – zapytałem, ponaglając chłopaka, na co on spojrzał na mnie i przełykając głośno ślinę, tłumaczył dalej.
- W bajce Kubuś Puchatek był misiem, ale mówiono tam też o nim „miś o małym rozumku”.
Czyli, upraszczając, mówiąc do ciebie misiu, Clarke ma na myśli słowa „kompletny idiota, kretyn, głupek” i tym podobne.
- Monty – krzyknąłem, gdy ten zaczął rzucać wyzwiskami, a Finn i Murphy się roześmiali.
- No co? Sam chciałeś wiedzieć – zaczął usprawiedliwiać się chłopak.
Gdy dowiedziałem się od Monty’ego o co wszystkim chodziło, byłem jednym słowem wściekły. Blondynka zrobiła ze mnie debila i teraz ci idioci będą się w kółko ze mnie nabijać. Wstałem więc od stolika i ruszyłem prosto do ambulatorium.
Obiecuje ci, Clarke, że tego pożałujesz. Tym razem nawet zabawa w Panią Doktor ci nie pomoże” – pomyślałem na wspomnienie wczorajszej nocy.
- Co to miało, do cholery, być? Zrobiłaś ze mnie idiotę! – krzyknąłem na dziewczynę, gdy tylko wszedłem do ambulatorium. Na szczęście była sama, więc mogłem ją porządnie ochrzanić.
Clarke:
- Nieprawda. Nie zrobiłam z ciebie idioty, bo było za późno. Ty już byłeś idiotą, bo tylko idiota wali pięścią o ścianę z tak głupiego powodu.
- Więc ty byś się nie wkurzyła, gdybyś zobaczyła mnie z inną?!
- Wkurzyłabym się, ale zamiast robić krzywdę sobie, zabiłabym sukę, która by cię tknęła.
- Więc rozumiem, że mam twoje pozwolenie by sprać tę piękną buźkę temu pajacowi? Super, już dawno chciałem to zrobić – powiedział Bell, po czym odwrócił się i ruszył ku drzwiom.
- Tylko spróbuj – krzyknęłam za nim.
- To co zrobisz? – zapytał, podchodząc z powrotem do mnie.
- Możesz wtedy o mnie zapomnieć.
- Aż tak ci na nim zależy?
- Po prostu nie chcę, by facet którego kocham trafił do aresztu za pobicie. Poza tym wtedy, jako Dr.Grifin, będę musiała zająć się panem Collinsem.
- Co?! Nawet się nie waż!
- Więc mnie nie zmuszaj.
- Yhh, jesteś tak cholernie…
- urocza – dokończyłam, wchodząc mu w zdanie.
- Wkurzająca – powiedział i odwrócił się, idąc w kierunku wyjścia.
- Jasne. Ja też cię kocham, misiu. – krzyknęłam za nim.
***
I jak podoba wam się rozdział? Pisząc go miałam niezły ubaw uwielbiam tego miśka. ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz