Clarke:
Siedziałam właśnie w stołówce, jedząc śniadanie wraz z
Raven, Murphy’m, Monty’m i Jasperem, gdy podszedł do nas Bellamy.
- Cześć, Blake – odezwał się John.
- Mam imię, Murphy – burknął ciemnowłosy.
- Racja, Romeo, tak?
- Zamknij się, Murphy – odezwałam się. - A ty się nie dąsaj
tylko siadaj, misiu.
- Rozkaz dr.Grifin – odpowiedział Bellamy siadając
naprzeciwko mnie, dzięki czemu od razu pod stołem oberwał ode mnie kopniakiem w
kostkę.
- Wow, czy my o czymś nie wiemy? Od kiedy to
nazywasz Blake’a misiem? I o co chodzi z tą doktor? – zapytała Ravenn
siedząca obok mnie.
- Też jestem ciekaw – usłyszałam za sobą głos Finn’a, co nie
wróżyło nic dobrego.
- Od kiedy zaczął zachowywać się jak Kubuś Puchatek –
odpowiedziałam, chichocząc.
Bellamy:
Słysząc odpowiedz Clarke, Raven, Monty i Jasper wybuchli
śmiechem, a ten ostatni nawet zakrztusił się piciem.
- No co chcecie? Pasuje to do mnie nie, każdy jest taki
słodki – powiedziałem, na co ta czwórka jeszcze bardziej się roześmiała.
- On nie ma pojęcia o co chodzi? – zapytała Raven,
spoglądając porozumiewawczo na Clarke i wskazując na mnie palcem
- Yhy… - potwierdziła Clarke, kiwając głową na potwierdzenie
i wciąż się uśmiechając – Nazwałam go tak wczoraj, kiedy opatrywałam mu rękę,
którą sobie rozwalił w bardzo głupi sposób. Myślałam, że skojarzy o co mi
chodzi, przecież ma młodszą siostrę. Ale nie skojarzył.
- Stary, aleś się wpakował – skomentował Jasper, a cała
sytuacja zaczynała mi się już coraz mniej podobać
- I myśli, że…
- Yhy, a ja mam niezły ubaw – powiedziała blondynka patrząc
to na Raven, to na mnie i ponownie wybuchły śmiechem.
- Ok, przestaje mi się to podobać, o co wam chodzi? –
zapytałem oburzony.
- O nic takiego, misiu – powiedziała Raven, wstając od stołu
– Ok, muszę iść. Dzięki za poprawę humoru, Clarke
- Do usług – skomentowała dziewczyna.
- Czy ktoś powie mi co tu jest grane? – zapytałem
zdenerwowany.
- Też chętnie się dowiem – skomentował Finn, który chyba też
nie wiedział, o co w tym chodzi.
-Niech Jasper z Monty’m wam wyjaśnią. Skoro się śmiali, to
wiedzą o co chodzi. Ja się zmywam, bo jak mu sama powiem to mnie zabije, a chce
jeszcze trochę pożyć – powiedziała Clarke, wstając od stołu - A my zobaczymy
się później – dodała, zwracając się do Finn’a i, dając mu całusa w policzek,
ruszyła w stronę ambulatorium.
- Ja też już pójdę - powiedział Jasper i już wstawał od
stołu, jednak go zatrzymałem.
- O nie, nigdzie nie pójdziesz, dopóki nie powiesz o co
chodziło – zaprotestowałem.
- Wybacz stary, ale twoja niewiedza jest tak zabawna, że
musze się tym nacieszyć. Po za tym przecież mnie nie zabijesz na środku
Arkadii, misiu – powiedział Jasper wstając, klepiąc mnie po ramieniu i
puszczając do mnie oczko przy nazwaniu mnie misiem.
- Nawet się nie waż, Monty – rzuciłem, kładąc dłoń na
ramieniu chłopaka, tym samym zmuszając go by ponownie usiadł, kiedy tylko
zaczął się podnosić.
- No gadaj, też chętnie się dowiem – powiedział zdenerwowany
Finn
- Uh… no dobra, powiem, ale tylko dlatego, że mi cię szkoda,
Blake.
- Więc gadaj – ponaglił go Finn.
- Chodziło im o bajkę dla dzieci. Kubuś Puchatek – zaczął
tłumaczyć Azjata.
- To znaczy? – zapytałem, ponaglając chłopaka, na co on
spojrzał na mnie i przełykając głośno ślinę, tłumaczył dalej.
- W bajce Kubuś Puchatek był misiem, ale mówiono tam też o
nim „miś o małym rozumku”.
Czyli, upraszczając, mówiąc do ciebie misiu, Clarke ma na
myśli słowa „kompletny idiota, kretyn, głupek” i tym podobne.
- Monty – krzyknąłem, gdy ten zaczął rzucać wyzwiskami, a
Finn i Murphy się roześmiali.
- No co? Sam chciałeś wiedzieć – zaczął usprawiedliwiać się
chłopak.
Gdy dowiedziałem się od Monty’ego o co wszystkim chodziło,
byłem jednym słowem wściekły. Blondynka zrobiła ze mnie debila i teraz ci
idioci będą się w kółko ze mnie nabijać. Wstałem więc od stolika i ruszyłem
prosto do ambulatorium.
Obiecuje ci, Clarke, że tego pożałujesz. Tym razem nawet
zabawa w Panią Doktor ci nie pomoże” – pomyślałem na wspomnienie
wczorajszej nocy.
- Co to miało, do cholery, być? Zrobiłaś ze mnie idiotę! –
krzyknąłem na dziewczynę, gdy tylko wszedłem do ambulatorium. Na szczęście była
sama, więc mogłem ją porządnie ochrzanić.
Clarke:
- Nieprawda. Nie zrobiłam z ciebie idioty, bo było za późno.
Ty już byłeś idiotą, bo tylko idiota wali pięścią o ścianę z tak głupiego
powodu.
- Więc ty byś się nie wkurzyła, gdybyś zobaczyła mnie z
inną?!
- Wkurzyłabym się, ale zamiast robić krzywdę sobie,
zabiłabym sukę, która by cię tknęła.
- Więc rozumiem, że mam twoje pozwolenie by sprać tę piękną
buźkę temu pajacowi? Super, już dawno chciałem to zrobić – powiedział Bell, po
czym odwrócił się i ruszył ku drzwiom.
- Tylko spróbuj – krzyknęłam za nim.
- To co zrobisz? – zapytał, podchodząc z powrotem do mnie.
- Możesz wtedy o mnie zapomnieć.
- Aż tak ci na nim zależy?
- Po prostu nie chcę, by facet którego kocham trafił do
aresztu za pobicie. Poza tym wtedy, jako Dr.Grifin, będę musiała zająć się
panem Collinsem.
- Co?! Nawet się nie waż!
- Więc mnie nie zmuszaj.
- Yhh, jesteś tak cholernie…
- urocza – dokończyłam, wchodząc mu w zdanie.
- Wkurzająca – powiedział i odwrócił się, idąc w kierunku
wyjścia.
- Jasne. Ja też cię kocham, misiu. – krzyknęłam za nim.
***
I jak podoba wam się rozdział? Pisząc go miałam niezły ubaw uwielbiam tego miśka. ;)
I jak podoba wam się rozdział? Pisząc go miałam niezły ubaw uwielbiam tego miśka. ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz