niedziela, 18 lutego 2018

Rozdział 8


CLARKE
Kończąc pracę w ambulatorium, myślałam tylko o tym kiedy w końcu znajdę się w ramionach Bellamy’ego. Gdy już zdjęłam fartuch i miałam go odwiesić na miejsce, przypomniały mi się słowa czarnowłosego: „nie wiem, czy cię wpuszczę". Właśnie wtedy wpadłam na pewien diabelski pomysł.

BELLAMY
Siedziałem w swoim pokoju i z niecierpliwością czekałem na Clarke, która wcześniej zapowiedziała swoją wizytę. Gdy spojrzałem na zegarek była 23: 45 wiec stwierdziłem, że zapewne zrezygnowała, gdyż pewnie potraktowała moje słowa poważnie i pomyślała, że rzeczywiście nie zechce jej wpuścić. Dlatego nie czekając dłużej na dziewczynę poszedłem pod prysznic.

CLARKE
Nie wiem co mnie opętało - kiedyś na pewno nie wpadłabym na tak zwariowany pomysł. Myślę, że to po części wina Bell’a i tego co do niego czuję, tylko dla niego byłam gotowa na coś tak szalonego. Tę noc na pewno zapamięta na długo. Okey, jest 24: 00, wszyscy na Arce powinni już spać, więc mam nadzieje że nikogo po drodze nie spotkam, bo jak bym mogła wytłumaczyć swój strój? Na szczęście pokój Bellamy’ego nie jest tak daleko.
- Okey, Clarke, dasz rade – powiedziałam, biorąc głęboki oddech i próbując chyba dodać sobie odwagi. Stanęłam jeszcze przed lustrem poprawiłam kitel, po czym dodałam: – Pora zabawić się w Dr. Grifin
Kiedy dotarłam już na miejsce, zapukałam do drzwi jego pokoju i już po chwili usłyszałam głos chłopaka.
- Kto tam? – wykrzyknął. Już miałam odpowiedzieć, gdy ponownie przypomniały mi się jego słowa: „nie wiem, czy cię wpuszczę”, więc stwierdziłam, że jeśli nie będę się odzywać, na pewno otworzy chociażby po to, by zobaczyć kto się dobija. Gdy usłyszałam kroki zbliżające się ku drzwiom, szybko rozpięłam górny guzik fartucha by powiększyć swój dekolt.

BELLAMY
Wyszedłem właśnie z pod prysznica, gdy nagle usłyszałem pukanie do drzwi mojego pokoju.
- Kto tam? – zapytałem, lecz zamiast odpowiedzi gościa rozległo się ponowne pukanie. – Kogo tam diabli niosą – powiedziałem zły i mimo, iż byłem jedynie w pasie owinięty ręcznikiem, podszedłem do drzwi. Ku mojemu zdziwieniu stała za nimi Clarke.
- O, Księżniczka z piekła rodem – powiedziałem, widząc blondynkę. – Przyszłaś bo się stęskniłaś czy dalej chcesz mnie torturować? Bo jeśli chodzi o tortury, to mnie nie ma.
Wiem że na nią czekałem, ale wciąż byłem na nią zły, dlatego postanowiłem zagrać niedostępnego. Niestety nie spodziewałem się tego, że role za chwilę się odwrócą.
- Myślałam, że potrzebna panu wizyta domowa, panie Blake – powiedziała Clarke, przejeżdżając delikatnie dłonią po swoim dekolcie, po drodze zahaczając o kołnierz fartucha by go nieco uchylić i dać mi do zrozumienia, że nie ma pod nim nic więcej. - Ale skoro twierdzi pan, że się dobrze czuje i takowa nie jest potrzebna, sprawdzę co u pana Collins’a. Może on potrzebuje pomocy. Poza tym na pewno się ucieszy, jeśli wyrażę zgodę na wspólne mieszkanie. W końcu przecież nie jest taki zły we współżyciu – powiedziała blondynka i podkreślając ostatnie słowo, przegryza dolną wargę.

CLARK
Gdy przejechałam delikatnie dłonią po swoim dekolcie i po drodze zahaczyłam o kołnierz, by odsłonić nieco górną część fartucha, aby chłopak skojarzył że pod nim nie mam bielizny, mina Bellamy’ego była nie do pobicia: stał z szeroko otwartymi oczami i ustami nie mając pojęcia, co jest grane. Zupełnie go zamurowało, a gdy wspomniałam po chwili o tym, że jeśli mnie nie potrzebuje pójdę do Finn’a, w jego oczach zapłonął ogień. Zaczęłam się powoli odwracać by odejść bez słowa, jednak natychmiast chwycił mnie za rękę i wciągnął do pokoju, zatrzaskując za nami drzwi.
- Co? Zabolało, prawda?- zapytałam uszczypliwie, aby skojarzył jak się poczułam, gdy on wspomniał wcześniej w ambulatorium o Raven. On zaś, nawet tego nie komentując, uśmiechnął się i przyciągając mnie do siebie, wpił się w moje usta. Jego pocałunki były niesamowicie namiętne i choć bardzo pragnęłam by nie przerywał, nie chciałam dać mu tej satysfakcji i pozwolić, by wyszło na jego. Dziś to ja miałam być górą, więc odepchnęłam go od siebie i zaczęłam kontynuować swoją grę.
- No wie pan co, panie Blake? Tak nie można – powiedziałam, udając oburzenie spowodowane jego zachowaniem.
- Clarke, w co ty pogrywasz?
- Panie Blake, jestem tu by pana przebadać, a jak na razie pan wszystko utrudnia. Proszę być grzecznym, bo będę musiała pana skrepować – powiedziałam, popychając go wprost na łózko stojące tuż za nim.
- Że co proszę? – zapytał zszokowany moim zachowaniem.
Nawet nie wiesz co cię czeka, pomyślałam i patrząc wprost w te czekoladowe oczy, zaczęłam rozpinać dalsze guziki swojego fartucha, pod którym kryły się tylko czarne figi. Gdy skończyłam, podeszłam do czarnowłosego i siadając okrakiem na jego kolanach, pochyliłam się, skubnąwszy zębami płatek jego ucha. Pocałowałam go w policzek, kącik ust, po czy, zaczęłam schodzić z pocałunkami na szyję.
- No no, Panie Blake – powiedziałam, grożąc mu palcem, gdy tylko próbował się podnieść i zrzucić z moich ramion fartuch. Widząc to, Bellamy tylko się uśmiechnął, ja zaś ponownie zaczęłam całować jego szyję, a moja dłoń powędrowała wzdłuż jego ciała. Wkładając ją pod ręcznik, zaczęłam masować jego męskość, Poczułam jak mięsnie chłopaka się napinają, gdy schodziłam z pocałunkami coraz niżej
- Och, cholera – szepnął, zaciskając mocniej ręce na pościeli, gdy zaczęłam go pieścić ustami. Był to pierwszy raz, kiedy dogadzałam tak jakiemuś mężczyźnie, więc nie byłam pewna czy robię to tak jak powinnam, lecz mina Bellamy’ego i jego przyspieszający oddech utrzymał mnie w przekonaniu, że jest mu dobrze. Już po chwili poczułam w ustach smak spełnienia Bell’a, a wraz z nim jego jęk oznajmiający uniesienie.

BELLAMY
Mój oddech jeszcze się nie ustabilizował, a fale gorąca rozlewające się po moim ciele przyprawiały mnie o lekkie duszności i zawroty głowy.
- Do diabla, kto cię tego nauczył? - zapytałem i spojrzałem na moja Księżniczkę, która widocznie była w pełni zadowolona z siebie i wyszczerzyła zęby w triumfalnym uśmiechu, a ja tylko cicho westchnąłem.
- Tajemnica – szepnęła wprost do mojego ucha. - Ale przyznaj, podobało ci się - mruknęła i kładąc się obok, złożyła na moim policzku delikatny pocałunek.
- Było bosko - odpowiedziałem i poczułem na sobie wzrok Clarke, która cicho śmiała się z mojej reakcji.
- I co ci tak do śmiechu? - zapytałem oburzony i zmarszczyłem czoło
- Nic, tylko nie sądziłam, że można cię doprowadzić aż do takiego stanu, bo chyba nie powiesz, że to był pierwszy raz, kiedy dziewczyna zadowalała cię w ten sposób - powiedziała a ja poczułem, że chyba się rumienie jak jakaś głupia nastolatka. W sumie zazwyczaj to ja zawsze bylem górą.
- A niech mnie! Bellamy Blake, wieczny narcyz, przeżył w pewnym sensie swój pierwszy raz – powiedziała, widząc moją minę i ponownie zachichotała. Miałem już dość jej nabijania się ze mnie, jeszcze tego kiedyś pożałuje.
- Oj cicho bądź - zachichotałem i wpiłem się w jej usta.
- Kocham cię - zamruczałem między pocałunkami i zacząłem obsypywać jej szyję oraz dekolt milionami pocałunków. Już po chwili ponownie pokój wypełniły nasze przyśpieszone oddechy i pojedyncze pojękiwania rozkoszy. To była noc, której nie zapomnę do końca życia.











Brak komentarzy:

Prześlij komentarz