niedziela, 5 listopada 2017

Rozdział 7

MURPHY

Leżałem właśnie na łóżku próbując usnąć, gdyż właśnie zszedłem z nocnej warty przy bramie do Arkadii, gdy nagle z zza ściany zaczęły dobiegać odgłosy jakiejś kłótni. Wściekły wyszedłem, by uspokoić mojego sąsiada, którym na moje nieszczęście był nie kto inny jak Blake. Już miałem zacząć walić w drzwi, gdy usłyszałem naprawdę ciekawą rozmowę.
- Kocham cię, Clarke. Dlatego chcę zaryzykować, bo jeśli tego nie zrobię, będę żałował do końca życia. Proszę, zaufaj mi.
- Zaraz, zaraz, możesz powtórzyć?
- Zaufaj mi, Clarke.
- Nie to.
- A co?
- To, co mówiłeś wcześniej.
- Że chcę zaryzykować?
- Nie! Dobrze wiesz, o które słowa mi chodzi.
- Kocham cię, Księżniczko. Kocham. I jeśli tak bardzo chcesz, będę ci to powtarzał codziennie, aż będziesz miała dość.
- Tych słów nigdy nie będę miała dość.
Blake wyznawał właśnie miłość naszej Księżniczce. Kto by przypuszczał: Blake i Griffin to coś nowego. Swoją drogą ciekawe, co na to Finn? Jak widać nie na darmo ludzie mówią, że od nienawiści niedaleka droga do miłości, pomyślałem. Zrezygnowałem z ochrzanienia Blake'a za to, że robił tyle hałasu. Zamiast tego po prostu wróciłem do siebie.

CLARKE

Byłam właśnie w ambulatorium robiąc listę leków, które wczoraj wraz z Bellamy'm przynieśliśmy z bunkra, gdy nagle poczułam jak ktoś zachodzi mnie od tyłu i obejmuje w pasie.
- Nie boisz się, że ktoś wejdzie? – zapytałam przekonana, że to Bellamy.
- Witaj, skarbie – szepnął mi do ucha chłopak, po czym całując mnie w policzek, dodał – A czego mam się bać? Przecież wszyscy wiedzą, że jesteśmy razem. Chyba, że spodziewałaś się kogoś innego? – zapytał podejrzliwie, podnosząc jedną brew do góry.
- Nie, no co ty – zaśmiałam się nerwowo. - Po prostu w każdej chwili może wejść tu moja matka, a wiesz, że nie lubię publicznie okazywać uczuć. – wytłumaczyłam się, gratulując sobie w myślach, że jakoś z tego wybrnęłam.
- Wiem, ale i tak by się nic nie stało, bo twoja matka mnie lubi.
- Fakt. Swoją drogą, co tu robisz?
- Stęskniłem się, apo za tym chciałem pogadać.
- O czym?
- O nas.
- To znaczy?
- Kocham cię, Clarke, ale sama dobrze wiesz, że ostatnio nie mamy dla siebie czasu.
- Finn, co się dzieje? Brzmisz, jakbyś chciał zerwać.
- Nie, skądże, chcę być z tobą! Posłuchaj, Clarke, już rok jesteśmy razem i dobrze nam ze sobą, prawda?
- Prawda, ale przejdź do rzeczy, bo teraz brzmisz, jakbyś próbował się oświadczyć.
- A chciałabyś?
- Finn?
- No dobra. Pomyślałem, że powinniśmy razem zamieszkać. Co ty na to?
- Ze co proszę?
- Tęsknie za tobą, a tak więcej czasu mielibyśmy dla siebie.
- Wspólne mieszkanie to poważny krok, Finn. Nie wiem, czy jestem na to gotowa.
- Obiecaj, że to przemyślisz. Proszę.
- No dobrze, przem.... – zaczęłam, lecz Finn, nie pozwalając mi dokończyć myśli, wpił się w moje usta. Ja, jako jego dziewczyna, musiałam odwzajemnić pocałunek, choć szczerze mówiąc wolałabym, aby teraz na miejscu chłopaka znajdował się pewien przystojny brunet.

BELLAMY

Szedłem właśnie do ambulatorium, gdyż po skończonej warcie chciałem jak najszybciej zobaczyć się z Clarke. Nie minęły dwadzieścia cztery godziny, odkąd widziałem ją ostatni raz, a już się stęskniłem. Gdy miałem właśnie wchodzić do pomieszczenia, przez okienko w drzwiach ujrzałem Clarke całującą się z Finn'em. byłem wściekły i jednocześnie cholernie zazdrosny. Niewiele myśląc, z całej siły uderzyłem pięścią o ścianę, co swoją drogą cholernie zabolało, lecz nie tak bardzo jak widok mojej Księżniczki w ramionach Finn'a.

CLARKE

Podczas pocałunku z Finn'em usłyszałam, że korytarza dobiega jakiś hałas, jęk i wiązanka przekleństw. Natychmiast oderwałam się od Finn'a i wybiegłam z pomieszczenia, gdzie ujrzałam Bellamy'ego stojącego pod ścianą z krwawiącą dłonią.
- Bellamy? Co ty tu robisz? Co się stało?
- Miałem mały wypadek – odpowiedział, trzymając się za ranną rękę.
- Widzę – westchnęłam. – Chodź, opatrzę cię – powiedziałam, patrząc na jego dłoń i tym samym wskazując skinieniem głowy na ambulatorium.
- Nie trzeba, nie chciałbym przeszkadzać – burknął wściekły i już wiedziałam, że widział mój pocałunek z Finn'em.
- Bell... - zaczęłam, chcąc mu wyjaśnić co zaszło, ale w tym momencie usłyszałam za sobą głos Finn'a.
- Clarke, co się dzieje?
- Nic. Później dokończymy rozmowę, Finn. Teraz muszę wracać do pracy – powiedziałam do Finn'a, nawet na niego nie spoglądając. Gdy ten zaczął odchodzić, ja zwróciłam się do Bellamy'ego. - A ty do ambulatorium i to bez dyskusji, musze cię opatrzeć – rozkazałam Bellamy'emu, wskazując na drzwi, na co on krzywo się uśmiechnął i wszedł do sali, a ja zaraz za nim.
- Siadaj – zarządziłam, wskazując na jedną z leżanek – To jak? Powiesz mi co się stało? – zapytałam, sięgając po opatrunki.
- Nic takiego, pobiłem się ze ścianą.
- Co proszę?! Czyś ty oszalał? – wykrzyknęłam, kładąc opatrunki na stolik.
- Tak, oszalałem na punkcie pewnej blondynki, o którą jestem diabelnie zazdrosny. Tak się składa, że przed chwilą widziałem ją całującą się z jakimś dupkiem. Doszedłem do wniosku, że pobicie ściany to lepszy pomysł niż pobicie jego. Powinnaś mi za to dziękować.
- Naprawdę ciekawe, co na to ten „dupek". Który, swoją drogą, jest jej chłopakiem – spytałam sarkastycznie.
- Osobiście mam to gdzieś. – odpowiedział, wzruszając ramionami.
- Bellamy, dobrze wiesz jak się sprawy mają. Przecież rozmawialiśmy o tym. – powiedziałam, rozejrzawszy się najpierw na boki czy na pewno jesteśmy sami.
- Wiem, Księżniczko, ale obiecałaś mi coś wtedy w jaskini, pamiętasz? A to wcale nie wyglądało na zwykły całus. Gdybym się nie zjawił, pewnie wylądowalibyście na jednej z tych leżanek.
- Naprawdę myślisz, że zrobiłabym ci coś takiego?
- Jemu robisz, więc czemu nie mi? – zapytał, chcąc mi dogryźć.
- Bo ty nie jesteś nim i w odróżnieniu od niego ciebie kocham, więc mógłbyś mi zaufać tak jak ja zaufałam tobie. A teraz się połóż, musze ci to prześwietlić, bo paskudnie wygląda. – warknęłąm wściekła, na co Bell tylko wywrócił oczami i posłusznie położył się na leżance, ja natomiast, nastawiając aparaturę, prześwietliłam mu rękę.
- Masz szczęście, nie jest złamana. Wystarczy sam opatrunek. Daj tu rękę – zarządziłam, Bellamy zaś wrócił do pozycji siedzącej i podał mi ranną rękę.
- No dobrze, przepraszam, nie złość się. Ej, Księżniczko, spójrz na mnie – rozkazał brunet, łapiąc mnie za podbródek i zmuszając bym spojrzała mu w oczy. - Nic nie poradzę na to, że tak bardzo cię kocham – wyznał, robiąc minę zbitego szczeniaka, która zawsze mnie rozbrajała, więc mimowolnie się uśmiechnęłam.
- Więc obiecaj, że mi zaufasz.
- Dobrze, obiecuję, tylko się nie złość.
Rany, aż boje się zapytać, co byś zrobił gdym ci powiedziała, że był tu by poprosić, abym z nim zamieszkała, pomyślałam, biorąc gazę do ręki by zacząć oczyszczać ranę. Ale nie zdawałam sobie sprawy, że wypowiadam swoje myśli na głos.
- Najprawdopodobniej byś nawet nie zdążyła, bo bym go wcześniej zabił – odpowiedział na pytanie, które jak wcześniej sądziłam, zadałam sobie w myśli.
- Jesteś aż tak zazdrosny? – zapytałam, unosząc jedną brew ku górze.
- Tak i mam nadzieje, że się nie zgodziłaś – powiedział. Uśmiechnęłam się, gdyż widząc jego minę, przypomniała mi się bajka o pewnym głupiutkim misiu, którą w dzieciństwie czytała mi matka. Wyglądał zupełnie jak ten miś z książeczki dla dzieci – Clarke? – zaczął, podejrzliwie na mnie patrząc, ja natomiast wciąż uśmiechając się pod nosem, wzięłam jego rękę i zaczęłam delikatnie oczyszczać ranę. – Clarke, do jasnej cholery, odpowiedz mi!. – wykrzyknął, zabierając rękę.
- Spokojnie, misiu. Powiedziałam mu, że się zastanowię. - odpowiedziałam.
- O nie, jeśli się zgodzisz... - zaczął grozić, lecz przerwałam, wchodząc mu w zdanie.
- To co, misiu? - zapytałam szeptem, zbliżając swoje usta do jego na dosłownie kilka centymetrów i gdy Bellamy już chciał mnie pocałować, odsunęłam się i jakby nigdy nic wzięłam jego rękę, po czym zaczęłam ponownie delikatnie oczyszczać ranę.

BELLAMY

Tak chcesz grać? Dobra, zagrajmy – pomyślałem.
- To też sobie znajdę współlokatorkę, na przykład Holly albo Rebekę.
- A spróbowałbyś tylko – zagroziła, na co ja wyszczerzyłem zęby w szyderczym uśmieszku.
- Ale najlepiej by się nadawała Raven. O, ta jest całkiem niezła we „współżyciu" – powiedziałem i sugestywnie podkreśliłem ostatnie słowo, chcąc jej jeszcze bardziej dogryźć, lecz po wypowiedzeniu tych słów natychmiast tego pożałowałem; Clarke polała moją ranę jakimś płynem, co cholernie zapiekło. – Aa...- zasyczałem.

CLARKE

Gdy tylko Bellamy wypowiedział imię Ravenn i słowa „niezła we współżyciu" przeholował, więc wkurzona stwierdziłam, że dam mu nauczkę i polałam jego rade sporą ilością wody utlenionej, na co on zasyczał z bólu. I dobrze mu tak, pomyślałam, szyderczo się uśmiechając, po czym położyłam czystą gazę na ranie i przycisnęłam ją mocno, zaczynając bandażować.
- Aa... - zasyczał z bólu.
- Oh, przepraszam, zabolało? – zapytałam z udawaną czułością, po czym dodałam. – Postaram się delikatniej - obiecałam ponownie, przyciskając gazę bandażem. Nie byłam sadystyczna, ale też niespecjalnie delikatna.
- Aa... Cholera, za co? – wykrzyknął, a w jego oczach stanęły łzy. Z jednej strony było mi go szkoda, ale z drugiej za ten tekst o Raven należało mu się.
- Mi się nie grozi, misiu. I zapamiętaj sobie: nie wkurzaj dziewczyny, która cię opatruje – poradziłam, po czym już delikatnie skończyłam bandażować mu rękę. – Idź już, wieczorem wpadnę – powiedziałam, dając mu całusa w policzek i puszczając do niego oczko.
- Taa, tylko nie wiem, czy cię wpuszczę. – skomentował, po czym odwrócił się i wyszedł z ambulatorium.
 ***

Proszę o komenterze im ich więcej tym szybciej będą pojawiać się rozdziały. Bo to wasze komentarze dają mi siłe by pisać dalej.

Rozdział 6

Clarke

Obudziło mnie delikatne muskanie na szyi. Uśmiechnęłam się pod nosem i leniwie otworzyłam oczy, po czym przekręciłam głowę. Po swojej prawej stronie ujrzałam wpatrującego się we mnie najcudowniejszego chłopaka na świecie. Przegryzłam dolną wargę, posyłając mu zalotne spojrzenie.
- Dzień dobry, Księżniczko - powiedział Bellamy, uśmiechając się szeroko.
- Dzień dobry – odparłam, wpijając się w jego usta i siadając na nim okrakiem. Bellamy zamruczał z zadowolenia i pogłębił pocałunek, wdzierając swój język do moich ust.
- Mm... Takie poranki uwielbiam najbardziej - powiedział, gdy zaczęłam składać pocałunki na jego szyi i torsie, zostawiając gdzieniegdzie ślady w postaci malinek.
- Skąd wiesz? To przecież nasz pierwszy taki poranek. No chyba, że mówisz też o innych dziewczynach – zapytałam, schodząc z jego bioder i ponownie kładąc się obok.
- A co, zazdrosna jesteś? – zapytał, spoglądając na mnie i unosząc jedna brew ku górze.
- Nie, ale spróbuj tylko od dziś spojrzeć na inną, to... - nie dokończyłam, bo Bellamy zamknął mi usta pocałunkiem.
- To co, Księżniczko?
- To... - brunet znów uniemożliwił mi dokończenie myśli. - Ją zabiję, a ty pożałujesz, że się urodziłeś - dokończyłam, gdy tylko się ode mnie oderwał, zaś Bellamy słysząc to tylko się roześmiał.
- Ha ha, bardzo śmieszne – burknęłam sarkastycznie.
- Nie ma takiej opcji, Księżniczko, ale ty musisz obiecać, że Finn cię nie tknie. Sypiasz tylko ze mną.
- Ok, obiecuję, że w ten sposób jestem tylko twoja – powiedziałam, składając na jego ustach pocałunek.

Bellamy

- Wiesz, chyba już powinniśmy wracać, choć naprawdę chętnie bym tu z tobą został, ale... - zacząłem podnosząc się na łokciach, lecz moja Księżniczka oczywiście postanowiła wejść mi w słowo.
- Więc zostańmy – poprosiła, ciągnąc mnie z powrotem do siebie i wpijając się w moje usta.
- Dobrze wiesz, że nie możemy - zacząłem tłumaczyć, odrywając się od niej. - Twoja mama czeka na leki i jak zaraz nie wyruszymy, będą nas szukać. Choć wcale nie ukrywam, że chętnie zobaczyłbym miny tych, co by nas znaleźli – powiedziałem, szeroko się uśmiechając na myśl o tym, jaką minę miałby Finn widząc Clarke w moich ramionach.
- Jasne. Tylko zamiast mówić „tych, co by nas znaleźli", czemu po prostu nie powiesz „minę Finna" - rzuciła wściekła, zakładając swoje ubrania. „Czyżby jakimś cudem Clarke nauczyła się czytać mi w myślach". - Wiem, że jestem okropną egoistką, nie musisz mi o tym przypominać. – wykrzyknęła, a po jej policzkach powoli zaczęły płynąć łzy. Spojrzałem na nią zaskoczony jej nagłym wybuchem, ona zaś z płaczem wybiegła z jaskini. Nie mogłem uwierzyć, że to ona wypowiedziała takie słowa. Przez ten rok zmieniła się, stała się jeszcze bardziej zadziorna, co mi jak najbardziej odpowiadało. Ale bycie egoistką? Na każdym kroku wszystkim pomaga. Jak ona w ogóle mogła tak pomyśleć? Natychmiast ubrałem się i wybiegłem za nią.
- Clarke... Ej, Księżniczko – powiedziałem, łapiąc ja za podbródek i zmuszając tym samym, by spojrzała mi w oczy. - Nie jesteś egoistką. Egoista miałby gdzieś, co stanie się z Setką i zająłby się sobą. Skoro wiesz co myślę, to powinnaś wiedzieć, że potrafię czasem palnąć coś głupiego – wyszeptałem, ocierając jej łzy i spoglądając jej w oczy, na co Clarke tylko krzywo się uśmiechnęła – O, no i proszę, uśmiech. O to chodziło. A teraz lepiej chodźmy, musimy zabrać plecaki i wrócić do obozu, aby oddać te leki twojej mamie.
Po chwili byliśmy spakowani i gotowi do drogi.

Clarke

Byłam wdzięczna mamie za to, co zrobiła; nie tylko odzyskałam przyjaciela, ale też przestałam uciekać i w końcu przyznałam że to, co czuje do Bellamy'ego jest czymś więcej niż zwykłą przyjaźnią. Wzięłam głęboki oddech i chwytając swój plecak, wyszłam na zewnątrz. Po chwili wyszedł również Bellamy, złapał mnie za rękę i czule pocałował w czoło.
- Gotowa? - zapytał z troską.
- Jeszcze nie - powiedziałam i bez ostrzeżenia wpiłam się w jego usta - Teraz już tak. – odparłam, a na twarzy Bellamy'ego pojawił się szeroki uśmiech.
Po kilku minutach szybkiego marszu, brama była już widoczna.
***
Kiedy wróciliśmy do Arki, od razu skierowaliśmy się do gabinetu mojej matki, by zdać jej relacje z naszej wyprawy i oddać leki, które tam znaleźliśmy.
- Już wróciliśmy – powiedziałam, wchodząc do gabinetu.
- Czemu wracacie dopiero dziś? – zapytała.
- Musieliśmy przeczekać mgłę, a gdy już minęła, było ciemno. Woleliśmy wrócić rano i nie włóczyć się nocą po lesie – wytłumaczyłam, starając się brzmieć poważnie. Bellamy zaś, słysząc jak tłumaczę nas z nocy w jaskini, parsknął śmiechem, więc podeszłam do niego i szturchnąwszy go w ramię, rzuciłam - Uspokój się, idioto.
Niestety, jak to Bellamy, nie mógł się powstrzymać by, nie skomentować całej sytuacji.
- Dobra już, dobra, nie złość się Księżniczko, bo złość piękności szkodzi - odparł, gdy przestał się śmiać. Ja zaś, ignorując jego komentarz, pokiwałam głową i wróciłam do rozmowy z matką.
- Znaleźliśmy tę piwnicę o której mówiłaś i rzeczywiście było tam trochę lekarstw. Te najważniejsze przynieśliśmy. Zaniosę je do magazynu, a jutro zrobię ponowną inwentaryzację.
- Dobrze, w takim razie ty, Bellamy, możesz już wracać do siebie, odpocząć. Wieczorem zmienisz Nate'a na warcie. Ale ty, Clarke, zostań jeszcze na moment, musimy porozmawiać - powiedziała moja matka, zwracając się najpierw do Bellamy'ego, a potem do mnie. W tym momencie w mojej głowie pojawiła się jedna myśl: "Zabić Bellamy'ego".
- W takim razie ja już pojadę. A, zapomniałbym Pani podziękować, mam u Pani dług - powiedział Bell, spoglądając porozumiewawczo to na moja matkę, to na mnie, po czym od tak po prostu wyszedł.
- Coś się stało? - zapytałam, aby jak najszybciej zmienić temat i wybrnąć jakoś z tej sytuacji.
- To ty mi powiedz, Clarke. Widzę, że wspólna wyprawa chyba jednak pomogła?
- A, tak, wszystko wróciło do normy, dziękuję ci. – powiedziałam, przytuliwszy mamę.
- Nie ma za co, skarbie. Wracaj już do siebie, też musisz wypocząć. Ja mam jeszcze sporo pracy.
- Dobrze - odparłam, po czym wyszłam i pierwszy kierunek, jaki obrałam to pokój Bellame'go, po drodze obmyślałam tysiące sposobów jak mu dać popalić za jego zachowanie.

Bellamy

Jako jeden z nielicznych mieszkańców Arki posiadałem dwuosobowy pokój z własną łazienką. Dodatkowo miałem wielkie szczęście, gdyż kiedy przydzielano pokoje, nie dostałem żadnego współlokatora.
Szedłem właśnie pod prysznic, gdy nagle usłyszałem pukanie do drzwi. Nim zdążyłem podejść i otworzyć, do pokoju wpadła Clarke i zamykając za sobą drzwi, zaczęła krzyczeć.
- Coś ty sobie myślał, do diabła? Chcesz by się zorientowała?
- Nie, wolałbym wyjść na środek Arkadii i przy wszystkich zrobić coś takiego – powiedziałem, podchodząc i obejmując ją w pasie jedna ręką. Przyciągnąłem Clarke do siebie i wpiłem w jej usta, ona o dziwo zamiast odwzajemnić pocałunek, odepchnęła mnie od siebie.
- Nie, Bellamy. Wiesz dobrze, że to jeszcze niemożliwe. Postawiłam sprawę jasno: jeśli ci to nie pasuje – trudno, widocznie to był zły pomysł, lepiej zapomnijmy co się stało. Boże, ale ja byłam głupia myśląc, że ci naprawdę zależy. Gratulacje, możesz mnie sobie dopisać do listy dziewczyn z Arki, które przeleciałeś - wykrzyknęła i odwracając się, ruszyła w stronę drzwi. Przez chwilę stałem osłupiały, lecz gdy Clarke chwyciła za klamkę i zaczęła otwierać drzwi, podbiegłem i chwytając ja za nadgarstek, powstrzymałem przed wyjściem.
- O nie, moja droga. Po tym, co się stało w jaskini i tym, co mi mówiłaś nie możesz się wycofać. Mylisz się myśląc, że mi nie zależy: zależy i to bardzo – powiedziałem, biorąc głęboki oddech, po czym spojrzałem jej głęboko w oczy, kontynuując swoją przemowę – Posłuchaj. Wiem, że nie jestem wyobrażeniem cnót. Wiem też, że się boisz tego, iż nie wytrwamy i uwierz mi - ja też się boję. Ale nie zamierzam się poddać, bo wiem, co czuję i że choćby nie wiem co miało się stać, moje uczucia się nie zmienią.
- A co czujesz? - zapytała, na co ja lekko się uśmiechnąłem i odpowiedziałem na jej pytanie.

Clarke

- Kocham cię, Clarke. Dlatego chcę zaryzykować, bo jeśli tego nie zrobię, będę żałował do końca życia. Proszę, zaufaj mi. - wyszeptał. Byłam zaskoczona tym, co powiedział, nie mogłam w to uwierzyć. Rzadko któremu chłopakowi tak łatwo przychodziło wypowiadanie tych dwóch słów.
- Zaraz zaraz, możesz powtórzyć?
- Zaufaj mi, Clarke.
- Nie to.


Bellamy

- A co? – zapytałem, przyciągając ja do siebie i obejmując w pasie. Mimo, iż dobrze wiedziałem, o co jej chodzi, chciałem po prostu się z nią podroczyć
- To, co mówiłeś wcześniej.
- że chcę zaryzykować? - dopytywałem się.
- Nie! Dobrze wiesz, o które słowa mi chodzi - powiedziała z wyrzutem, na co ja się zaśmiałem i spoglądając jej głęboko w oczy, wypowiedziałem słowa, które tak bardzo chciała usłyszeć
- Kocham cię, Księżniczko. Kocham. I jeśli tak bardzo chcesz, będę ci to powtarzał codziennie, aż będziesz miała dość,
Słysząc to, chwyciła moją twarz w dłonie i przyciągnęła do siebie, składając na moich ustach pocałunek.
- Tych słów nigdy nie będę miała dość – szepnęła, kiedy tylko się od siebie oderwaliśmy. Uśmiechnąłem się i ponownie wpiłem w jej usta.

czwartek, 19 października 2017

Rozdział 5

BELLAMY

2 godziny później

Od dwóch godzin idziemy z Clarke w stronę bunkra, cały czas śmiejąc się, żartując i wspominając czasy, kiedy byliśmy wrogami. Gdyby zaraz na początku ktoś mi powiedział, że zakocham się w naszej księżniczce, najprawdopodobniej bym go wyśmiał i wyzwał od idiotów. Teraz natomiast sam nie mogę w to uwierzyć; kocham ją, a ona to odwzajemnia. Jeszcze nigdy nie byłem tak szczęśliwy.
- Uwierzyłabyś, że kiedyś będziemy do siebie czuć coś takiego? – zapytałem, biorąc Clarke za rękę.
- Co masz na myśli, mówiąc „coś takiego”?
- Dobrze wiesz – powiedziałem, spoglądając na nasze splecione dłonie. Clarke zaś w odpowiedzi tylko się zaśmiała. – Co cię tak bawi? – zapytałem zdziwiony jej nagłym wybuchem śmiechu.
- Nic takiego, może kiedyś ci powiem – odpowiedziała, chyba próbując się ze mną droczyć.
- Powiedz teraz.
- O nie! Na to musisz sobie zasłużyć.
- Jeszcze nie zasłużyłem? – zapytałem, podnosząc jedną brew do góry.
- Nie.

CLARKE

- Powiedz, bo pożałujesz – zagroził, podstępnie się uśmiechając. Wiedziałam, że coś kombinuje, ale co zrobić - uwielbiałam się z nim drażnić.
- A niby co ty mi możesz zrobić?
- Dobra, sama tego chciałaś - powiedział, po czym z zaskoczenia złapał mnie i zacząć łaskotać.
- A! Bellamy, przestań! – krzyczałam, śmiejąc się i próbując wyrwać z jego objęć. - Dobra, już dobra. Powiem, tylko przestań!
- Więc gadaj.
- Przykro mi, ale to musi zaczekać. Jesteśmy na miejscu – powiedziałam, wskazując w stronę bunkra.
- Masz szczęście, ale i tak ci nie odpuszczę – zapewnił mnie, grożąc przy tym palcem, po czym ruszył w kierunku bunkra. Gdy weszliśmy do środka, ujrzałam szeroki uśmiech na twarzy Bellamy’ego.
- Co cię tak bawi? – zapytałam.
- Kiedyś ci powiem – odpowiedział w odwecie.
- Co?
- Musisz zasłużyć.
- Jesteś niemożliwy – powiedziałam, kręcąc głową i zakładając ręce na piersi.
- A ty śliczna jak się złościsz – powiedział, po czym załadował broń i wymijając mnie z tym swoim szyderczym uśmieszkiem, ruszył w głąb bunkra, sprawdzając wszystkie pomieszczenia po drodze. Za chyba trzecimi drzwiami okazało się, że jest tam klatka schodowa, na której panowała zupełna ciemność. Gdy poświeciłam latarką zobaczyliśmy, że schody prowadzą jedynie dół. Powoli ruszyliśmy schodami, kiedy nagle z pomieszczenia na końcu schodów usłyszeliśmy jakiś hałas.
– Uważaj – szepnęłam, Bellami zaś tylko skinął głową na znak zgody i ruszył do przodu. Nagle wyskoczyło na nas dwóch żniwiarzy. Bell od razu zlikwidował jednego po drugim.
- Pospieszmy się, może być ich tu więcej.
Jak najszybciej zabraliśmy się za przeszukiwanie pomieszczenia. O dziwo po przeszukaniu piwnicy, w bunkrze okazało się, że rzeczywiście znaleźliśmy skład z lekami. Nie było tego wiele, ale zawsze coś. Załadowawszy plecaki lekami, ruszyliśmy w drogę powrotną. Gdy została nam niecała godzina do obozu, usłyszeliśmy dźwięk rogu oznajmiającego o nadejściu toksycznej mgły. Bellamy natychmiast złapał mnie za rękę, ciągnąc w stronę najbliższego schronienia. Zaczęliśmy przedzierać się przez zarośla. W oddali było już widać zarys wejścia do jakiejś jaskini. Kiedy byliśmy już w środku, Bellamy odwrócił się żeby zobaczyć, jak daleko od nas jest mgła, która była już przed samym wejściem.
- Udało nam się w ostatniej chwili. - mruknął z ulgą, wciągając mnie w głąb jaskini.
- Trochę tu zabawimy - powiedziałam, na co Bellamy zareagował szerokim uśmiechem.
- Co się tak głupkowato szczerzysz? – zapytałam, on zaś bez słowa zaszedł mnie od tyłu i obejmując rękoma, odgarnął moje włosy na lewe ramię, po czym nachylił się nad moim uchem i szeptem odpowiedział mi na pytanie.
- Bo właśnie wpadłem na pomysł jak zabić czas, który tu spędzimy – wymruczał, po czym skubnąwszy ustami płatek mojego ucha, zaczął składać delikatne pocałunki na mojej szyi. Czułam jak robi mi się gorąco, a serce zaczyna bić jak szalone.
- Eee… Bellamy… Mieliśmy zacząć od małych rzeczy, pamiętasz? – powiedziałam, ciężko wzdychając.
- Więc chcesz bym przestał? -  zapytał, całując moją szyję.
- Tak? - odpowiedziałam niepewnie, podczas jego pocałunków, na co Bellamy odwrócił mnie do siebie. Spojrzał mi głęboko w oczy i zbliżył swoje usta do moich tak, że dzieliły je od siebie dosłownie milimetry.
- To czemu ci nie wierzę? – mruknął.
- Niech cię diabli, Bellamy – wydyszałam, popychając go na ścianę jaskini i całując, on zaś się roześmiał, a już po chwili po całej jaskini były porozrzucane nasze ubrania. Ja i Bellamy kochaliśmy się - dla nas obojga to było wyjątkowe kilka godzin spędzonych w swoich ramionach, których nigdy nie zapomnę.

*****

Bardzo proszę o komentarze chcę wiedzieć czy wogule ktoś to czyta.

poniedziałek, 16 października 2017

Rozdział 4

Bellamy

Całą noc nie mogłem spać, wciąż myślałem nad jutrzejszą wyprawą z Clarke i o tym, co miała na myśli kanclerz mówiąc, że mi i blondynce przyda się wspólny spacer.
***
Clark i ja szliśmy już od godziny, przez cały czas między nami panowała niezręczna cisza. Nie wiem nad czym ona myślała, ale moje myśli wciąż krążyły wokół słów kanclerz. Zastanawiałem się co miała ona na myśli mówiąc, że przyda nam się wspólny spacer? O dziwo słowa matki Clarke wcale nie zaskoczyły dziewczyny, która wyglądała jakby bardzo dobrze wiedziała, co kobieta chciała przez to powiedzieć. Stwierdziłem, że dłużej nie wytrzymam tego napięcia, więc postanowiłem zapytać o to blondynkę.

Clarke

- Clarke, czy mogę cię o cos zapytać? - rzucił niepewnie Bellamy.
- Jasne - odpowiedziałam. Miałam gdzieś to, o co chce mnie zapytać chłopak; ważne że po 2 godzinach niezręcznej ciszy w końcu się odezwał.
- Wiesz może, o co chodziło twojej matce z tym spacerem, bo coś czuje, że tu nie chodzi tylko o sprawdzenie bunkra - zapytał podejrzliwie.
- I masz racje. Moja matka po prostu postanowiła zabawić się w swatkę - stwierdziłam z nutą sarkazmu w głosie, odpowiadając tym samym na jego pytanie
- Co?
- Twierdzi, że jesteś we mnie zakochany, a ja jestem tak ślepa, że tego nie widzę. Idiotyzm no nie? Niby jak miałby mnie kochać chłopak, który jedyne, co może do mnie czuć to nienawiść.

Bellamy

- Zaraz, zaraz...naprawdę myślisz, że cię nienawidzę? - zapytałem, zatrzymując ją.
- Daj spokój, Bellamy. Wystarczająco mocno dajesz mi to do zrozumienia każdego dnia. I szczerze mówiąc wcale ci się nie dziwie. - wykrzyknęła, a w jej oczach stanęły łzy. Nie mogłem uwierzyć, że dziewczyna, którą kocham nad życie myśli, że ją nienawidzę. To niedorzeczne!
- Clark... - zacząłem, lecz ona natychmiast mi przerwała, ruszając w dalszą drogę.
- Daruj sobie. Chodźmy już, chcę mieć to z głowy.
Clarke nie chciała wdawać się w dalsze dyskusje, ale ja pragnąłem to wyjaśnić. To była moja szansa, by ją podejść i dowiedzieć się czy mam u niej jakieś szanse.
- Nie, Clark, zaczekaj! Dlaczego myślisz, że cię nienawidzę? - zapytałem, wyprzedzając ją i stanąłem jej na drodze tak, aby nie mogła dalej iść.
- Chcesz wiedzieć? Proszę bardzo! W momencie, w którym wszedłeś do obozu, a ja zobaczyłam że żyjesz, byłam najszczęśliwszą osobą pod słońcem. Miałam nadzieje, że będzie tak jak kiedyś, że znów będę mogła się do ciebie przytulić i poczuć, że mam wszystko. Że znów będę mogła czuć się bezpieczna. Zamiast tego czuję, że straciłam cię na zawsze i całymi dniami i nocami zastanawiam się tylko czy jest szansa, że on mi kiedyś wybaczy. Nigdy nie byłeś dla mnie tylko zwykłym przyjacielem, Bellamy. Twierdzisz, że sobie bez ciebie radziłam, że byłam szczęśliwa i wiesz co? Masz rację, byłam szczęśliwa do tego stopnia, że nie chciałam żyć - wykrzyknęłam, podnosząc rękaw kurtki i ukazując bliznę, która został zrobiona jakimś ostrzem, a po jej policzkach zaczęły spływać łzy. - Tylko twoja siostra wie, co naprawdę się wtedy stało, bo to ona mnie znalazła. Byłam na nią zła o to, że mnie uratowała, ale wytłumaczyła mi, że gdybyś żył i się o tym dowiedział, wściekłbyś się.
- I miała racje! Coś ty sobie myślała?! - wykrzyknąłem. Jak ona mogła zrobić coś tak głupiego?!
- Co myślałam? Myślałam, że straciłam osobę, na której zależało mi najbardziej na świecie. Jedyną osobę, którą naprawdę kochałam! Ale to już nieważne, nigdy nie będzie tak jak kiedyś - wykrzyknęła Clarke, po czym odbiegła z płaczem.
Przez chwilę stałem oszołomiony natłokiem wiadomości, lecz już po chwili ruszyłem za nią. Kiedy do niej dotarłem, siedziała na brzegu jakiegoś jeziora, płacząc.
- Clarke... - zacząłem, siadając przy niej, lecz tak naprawdę nie miałem pojęcia, co powiedzieć.
- Przepraszam cię, Bellamy, tak bardzo przepraszam - mówiła przez łzy.
- Za co? - zapytałem zaskoczony
- Za to, że cię nie szukałam.
- Clarke...Mówiłem ci przecież, że nie jestem na ciebie za to zły i nie waż się myśleć, że cię nienawidzę - powiedziałem, łapiąc dziewczynę za podbródek i tym samym zmuszając by spojrzała mi w oczy.
- Więc o co chodzi? Czemu odkąd wróciłeś mnie unikasz? Traktujesz, jakbym w ogóle nie istniała?
- Naprawdę tego nie widzisz, Clarke?
- Czego?
- Clarke, ja... - zacząłem, chcąc powiedzieć jej, co czuje. Bałem się jednak, że jeśli wyznam jej wprost moje uczucia, to wszystko zmieni. Dlatego zbliżyłem się do niej i spojrzałem blondynce głęboko w oczy, lecz mój wzrok mimowolnie powędrował na jej usta. Chyba już wiedziała, co chce zrobić, bo przymknęła oczy i lekko rozchylając wargi, niepewnie złożyłem delikatny pocałunek na jej ustach.

Clarke


Przez pocałunki Bellamy'ego zapomniałam na chwilę o całym świecie i zaczęłam je odwzajemniać. Tak bardzo chciałam znaleźć się w jego ramionach, ale w głębi duszy wiedziałam że to złe, że nie mogę tego zrobić Finnowi, więc po chwili odepchnęłam Bellamy'ego od siebie.
- Bellamy ja... Ja nie mogę...- zaczęłam, ale przerwał mi wchodząc w zdanie.
- Wiem, przepraszam, nie powinienem - powiedział, spuszczając głowę i zaczął się podnosić.
- Nie, zaczekaj! Nie chodzi o to, że nie chce być z tobą. Wprost przeciwnie - rzuciłam, ciągnąc go za rękaw kurtki i zmuszając tym samym, by ponownie usiadł przy mnie - Chcę tego i to bardzo, ale nie mogę tego zrobić Finnowi. Nie po tym, jak był przy mnie, gdy nie chciałam żyć, a twoja siostra uratowała mi życie. On sprawił, że z czasem było mi lżej, że dałam rade jako tako się pozbierać. Po za tym boję się, Bellamy, bo, bądźmy szczerzy, nie zawsze wychodziło nam dogadywanie się. Jeśli któreś z nas zrobi jakąś głupotę, pokłócimy się i znów cię stracę, a po raz kolejny nie dam rady się pozbierać.
- Clarke, nigdy mnie nie stracisz.
- Możesz to zagwarantować?
- Tak.
- Więc jesteś tego na tyle pewien, że miałbyś odwagę się o tym przekonać?
- To znaczy? Co masz na myśli?
- Proponuje umowę. Zaczniemy powoli od tych małych rzeczy, jakbyśmy się dopiero poznali, ale dla wszystkich wciąż będziemy tylko przyjaciółmi którzy się nienawidzą.
- Masz na myśli coś w stylu „Będziemy razem, ale niech nikt o tym nie wie"?
- Tak. Przekonamy się, czy wytrzymamy ze sobą. Jeśli po miesiącu jeszcze się nie pozabijamy i wciąż oboje będziemy tego chcieli, zerwę z Finem i będziemy razem oficjalnie. Jeżeli jednak to się nie uda, wrócimy do przyjaźni. Po za tym i tak na razie tylko tyle ci mogę zaoferować. Co ty na to? - zapytałam, zaś Bellamy wstał bez słowa, po czym odwracając się spojrzał na mnie i uśmiechnął się szeroko.
- Bellamy Blake - powiedział podając mi rękę i przedstawiając się.
- Clark Griffin - odpowiedziałam odwzajemniając uśmiech, po czym raptownie pociągnął mnie do góry co sprawiło, że staliśmy teraz tak blisko siebie, że nasze usta dzieliły tylko ze dwa centymetry. Przez chwilę bez słowa patrzyliśmy sobie głęboko w oczy.
- Wiesz...Sądzę, że powinniśmy przypieczętować nasza umowę - powiedział nagle, po czym raptownie wpił się w moje usta ja zaś odwzajemniłam pocałunek. Nie wiem ile to trwało, bo oderwaliśmy się od siebie dopiero, gdy oboje zaczęliśmy tracić oddech.

niedziela, 15 października 2017

Rozdział 3

Bellamy:
Wybierałem się właśnie na patrol, gdy podbiegł do mnie Nate.
- Bellamy zaczekaj chwile kanclerz cię wzywa
- Ale przecież idę na patrol - odpowiedziałem, patrząc na niego ze zmarszczonym czołem
- Mam cię zastąpić to ponoć coś pilnego, Clark też wezwano - powiedział wymownie.
- No dobra już idę - powiedziałem westchnąwszy ciężko idąc korytarzem zastanawiałem się, o co może chodzić, mam nadzieje, że kanclerz nie wyśle mnie gdzieś razem z Clark, bo od powrotu do arki starałem się jej unikać nie, dlatego że miałem jej za złe to, że nie starała się mnie odnaleźć wprost przeciwnie byłem jej wdzięczny, bo nawet o tym nie wiedząc uratowała mi życie tylko dzięki myśli o niej i nadziei, że jeszcze ją kiedyś ujrzę miałem siłę by przetrwać te wszystkie tortury to dla niej przeżyłem powód mojego zachowania był inny unikałem jej, bo zdałem sobie sprawę, że ją Kocham a ona była dziewczyną mojego kumpla zaś mnie Clark ujrzała tylko i wyłącznie za przyjaciela nie wiedziała, co naprawdę do niej czuje nie miałem najmniejszej ochoty wysłuchiwać jej zwierzeń na temat Fina, gdy widziałem ich razem aż kipiałem z zazdrości wystarczyło mi, że podczas polowań musiałem wysłuchiwać zwierzeń chłopaka a wczoraj nawet on posuną się za daleko opowiadając mi i Murphemu, jaka to Clark jest w łóżku i choć jak już mówiłem jest moim kumplem to miałem ochotę mu wtedy rozkwasić te jego buźkę. Rozmyślając nawet nie wiedziałem, kiedy znalazłem się przed drzwiami kanclerz.. Dotarłszy do gabinetu zapukałem i nawet nie czekając na odpowiedz wszedłem i zamknąwszy za sobą drzwi od razu zacząłem zadawać pytania, o co chodzi i po co mnie wezwano.
- W ambulatorium kończą się antybiotyki, dlatego wyruszycie sprawdzić bunkier 3 kilometry z stąd na zachód
- Ale przecież już tam byliśmy to z stamtąd mamy broń - zaoponowałem
- Tak, dlatego to wy pójdziecie znacie drogę po za tym nie sprawdziliśmy obu poziomów bunkra
- Jak to obu? - Zdziwiłem się.
- Na planach, które znalazłam jest oznaczony jeszcze jeden poziom, który wcześniej nie został sprawdzony gdyż nie wiedzieliśmy o podziemiach. Może znajdziecie tam jakieś leki - wyjaśniła Abby.
- Kiedy mamy wyruszyć? - Zapytałem, wzdychając.
- Jutro z samego rana
- Nie lepiej wziąć Rovera i w ciągu 2 godzin bylibyśmy z powrotem? - Zaproponowałem mając jeszcze cichą nadzieje, że w ten sposób uniknę wycieczki w towarzystwie Clark.
- Niestety Rover ma wziąć Ravenn na przegląd, a ja potrzebuję tych leków, natomiast wam przyda się wspólny spacer - oznajmiła kanclerz z lekkim uśmiechem spoglądając porozumiewawczo na Clark. A moja nadzieja na uniknięcie spędzenia kilku godzin w towarzystwie blondynki znikła.
Clark:
Gdy tylko Bellamy opuścił gabinet mojej matki od razu zaczęłam wypytywać ją, o co tu tak naprawdę chodzi gdyż osobiście robiłam inwentaryzacje i antybiotyków, o których mówiła było jeszcze dość dużo.
- Ok, o co tu tak naprawdę chodzi - zapytałam, gdy tylko zostałam sama z matką
- O nic takiego
- Mamo robiłam osobiście inwentaryzacje antybiotyków, o których mówiłaś jest jeszcze dość wiec, po co tak naprawdę nas tam wysyłasz. - Zapytałam podejrzliwie
- Och Clark nie możesz tak się katować musisz z nim porozmawiać a ja ci tylko daje ku temu okazje wykorzystaj ja dobrze
- Zaraz czy ty właśnie próbujesz bawić się w swatkę - zapytałam podejrzliwie spoglądając na matkę
- Nie Clark próbuje ci pomóc go zrozumieć. Szczerze nawet nie za bardzo przepadam za tym chłopakiem, ale wasze zachowanie przypomina mi mnie i twojego ojca za młodu byliśmy dokładnie tacy sami uparci i ślepi a historia lubi się powtarzać, dlatego chce ci pomóc.
- Jak to byliście tacy sami? - Zapytałam zaskoczona od śmierci ojca nigdy o nim nie rozmawiałyśmy a jak próbowałam o coś pytać mama unikała tego tematu.
- Kiedyś może ci opowiem. A teraz lepiej idź musisz wypocząć przed jutrem a ja mam dużo pracy.
- Ale...? - Zaczęłam chcąc zaprotestować i prosić o opowieść zaś mama ucięła mi w pół zdania
- Kiedy indziej Clark - mogłabym przysiądź ze w tamtym momencie ujrzałam jak jej oczy się zaszkliły, więc zrezygnowałam na razie z dalszego dociekania prawdy i wyszłam z gabinetu ruszając do swojego pokoju.
C.D.N.
***

I jak podoba wam się ?. Piszcie w komentarzach. Zaciekawiłam Was.

Rozdział 2

CLARK
Kilka dni później:
Idąc właśnie do ambulatorium by pomóc mamie w pracy rozmyślałam o pewnym brunecie, który wciąż siedział mi w głowie. Od powrotu Bellame’go minęły już chyba ze dwa tygodnie, lecz nie wszystko wróciło do normy stosunki między mną, a nim były znacznie chłodniejsze niż przed jego zniknięciem chłopak coraz częściej mnie unikał, a kiedy już się spotkaliśmy np. na korytarzu jedyne, co mówił to przelotne "cześć " i szedł dalej czułam, że miał mi wciąż za złe to, że go nie szukałam. Mimo iż powiedział, że mi wybacza to ja czułam gdzieś w głębi serca, że jest inaczej. Niemiałam pojęcia, co robić. Miałam ochotę się komuś wyżalić wyrzucić to z siebie i prosić o rade, ale nawet nie wiedziałam, z kim mogę o tym porozmawiać. Octavia, z którą się zaprzyjaźniłam była siostrą Bellame’go, więc nie mogłam z nią rozmawiać o jej bracie, Ravenn była byłą dziewczyną mojego chłopaka nie mogłam ryzykować, że zaraz Fin dowie się o naszej rozmowie, i stanie się zazdrosny, jeszcze oskarżyłby mnie o romans z Bellamy ‘m i straciłabym też jego jedyną osobą, z którą mogłabym jeszcze porozmawiać była moja mama. Ale nie wiedziałam jak zacząć tę rozmowę, więc po prostu starałam się o tym zapomnieć, ale niestety było to cholernie trudne.
ABBY:
Przez cały dzień Clark była jakaś nieobecna martwiłam się o nią, myślami była gdzie indziej, a jej zachowanie od jakiegoś czasu zmieniło się próbowała udawać, że wszystko jest w porządku, ale ja znałam swoją córkę na tyle by wiedzieć, że coś ją dręczy nie wiedziałam tylko, o co chodzi wiec postanowiłam z nią dziś porozmawiać.
- Mamo skończyłam już inwentaryzacje tu masz spis leków, które jeszcze mamy. - Powiedziała podając mi kartkę, na której spisała nazwy leków, które mieliśmy jeszcze w niewielkim magazynie.
- Dobrze dziękuje za pomoc.
- Nie ma, za co jeśli już mnie nie potrzebujesz to wracam do pokoju. - Powiedziała, po czym odwróciła się i zaczęła iść w stronę wyjścia
- Zaczekaj jeszcze Clark chciałam z tobą porozmawiać. - Krzyknęłam za córką zatrzymując ją.
- Dobrze, co się stało?- Zapytała wracając i siadając na jednej z wolnych leżanek na szczęście nie mieliśmy żadnych pacjentów, więc mogłyśmy spokojnie porozmawiać.
- To ja powinnam cię o to zapytać.
- To znaczy, o co ci chodzi?
- O to, że jesteś jakaś nieobecna. Coś nie tak między tobą a Finnem.
- Nie wszystko porządku.
- Clark nie zawsze się dogadujemy, ale jestem twoją matką znam cię i widzę, że coś jest nie tak innych możesz nabrać, ale nie mnie. Powiedz, o co chodzi. Porozmawiaj ze mną, może uda mi się ci pomóc.
- No dobrze, ale obiecaj, że to zostanie między nami.
- Obiecuje.
- Nie chodzi o Fina między nami wszystko gra. Chodzi o Bellame’go.
- Bellame’go?
- Tak, bo widzisz jak przylecieliśmy na ziemie nie znosiłam go i to z wzajemnością, ale z czasem poznałam go z innej strony tej dobrej strony stał mi się coraz bliższy zaprzyjaźniliśmy się przy nim mogłam być zwykłą Clark nie przywódczynią, ale zwykła dziewczyną mogłam z nim rozmawiać o wszystkim, kiedy miałam doła tylko on potrafił sprawić, że się uśmiechnęłam. Gdy dowiedziałam się, że zginą jakaś cząstka mnie umarła wtedy razem z nim gdyby nie wsparcie Finna załamałabym się a teraz, kiedy wrócił myślałam, że będzie jak dawniej, że odzyskam przyjaciela, ale zamiast tego czuje, że go straciłam chyba wciąż ma mi za złe, że go nie szukałam, ale przecież byłam pewna, że nie żyje gdybym wiedziała, że jest odwrotnie, że żyje przetrząsnęłabym cała ziemie by go znaleźć.
- powiedziałaś mu o tym
- tak nawet, kiedy zapytałam czy kiedyś mi wybaczy odpowiedział, że i tu cytuje "nie ma mi, czego wybaczać", ale i tak odkąd wrócił stara się mnie unikać boje się, że straciłam jego przyjaźń na zawsze tak bardzo za nim tęskniłam a czuje się tak jakby on nigdy nie wrócił. Co mam robić jak odzyskać jego przyjaźń.
- Clark naprawdę myślisz, że mu o to chodzi?.
- A o co innego może chodzić.
- Kochanie gdyby wciąż miał by ci za złe to nie patrzył by na ciebie w taki sposób, jaki patrzy każdego dnia.
- Co masz na myśli
-Naprawdę nie zauważyłaś z daleka widać, że on coś do ciebie czuje.
- Co ty chyba oszalałaś jedyne, co on może do mnie czuć to nienawiść. - Powiedziała, po czym wybiegła z pomieszczenia płacząc.
Wiedziałam dobrze, co Clark czuje ona i Bellamy bardzo przypominali mi mnie i jej ojca za młodu byliśmy dokładnie tacy sami, a historia lubi się powtarzać, dlatego postanowiłam, że pomogę jej uświadomić sobie, co Bellamy do niej czuje i co ona czuje do niego, choć nie chce tego przyznać przed samą sobą. Musiałam jakoś sprawić by nie mieli wyjścia i musieli zostać sami, aby móc porozmawiać po 2 godzinach wpadłam na pewien pomysł.  


Rozdział 1

BELLAMY

Od kilku miesięcy byłem więźniem ziemian dopiero tydzień temu udało mi się uciec chciałem wrócić do obozu, ale nawet nie wiedziałem, w którą stronę iść byłem ranny a ból zapewne był okropny, ale ja go już nie odczuwałem tak jak kiedyś po jakimś czasie zadawania tortur prosiłem boga by w końcu mnie zabili, ale gdy minęły kolejne dni ból stał się moim przyjacielem przypominał mi, że jeszcze żyje i musi tak pozostać abym mógł wrócić do siostry i dziewczyny, której twarz widziałem, co noc w snach wiedziałem, że Clark nie chciałaby abym się poddał. Zmęczony po tygodniu błądzenia po lesie natrafiłem na znajomą mi twarz, którą była moja siostra Octavia ucieszyłem się na jej widok nie dowierzała, że żyje natychmiast podbiegła i rzuciła mi się w ramiona tuląc mnie
- Bellamy ty żyjesz
- Tak żyje O. Ale puść mnie już to boli
- Przepraszam boże Bellamy, co ci się stało - wykrzyknęła przerażona Octavia zauważając moje rany.
- To ziemianie torturowali mnie, ale teraz to nieważne teraz musimy jak najszybciej stąd iść zapewne już mnie szukają - powiedziałem, po czym wraz z Octavia ruszyliśmy do obozu

CLARK

Byłam właśnie w swoim namiocie i szykowałam się na polowanie gdyż kończyła się już nam żywność miałam iść Ja, Murphy, Finn i Jasper, gdy nagle usłyszałam na zewnątrz jakieś zamieszanie już miałam wyjść i sprawdzić, co się dzieje, gdy do mojego namiotu wpadł Jasper krzycząc „Clark nie uwierzysz, kto wrócił „gdy wyszłam zobaczyć, co się dzieje i o czym mówi Jasper nie mogłam uwierzyć własnym oczom to była Octavia wraz z Bellami, stanęłam jak wryta a moje serce zaczęło bić jak oszalałe. Przecież to nie możliwe on nie żyje powtarzałam sobie w duchu. Nie zastanawiając się dłużej podbiegłam i natychmiast go przytuliłam. Moja reakcja chyba nieco zaskoczyła Bellame'go, bo dopiero po chwili odwzajemnił uścisk, bo jak już mówiłam nie jest tajemnicą, że na początku naszej znajomości nie znosiliśmy się a czasem nawet nienawidziliśmy rzadko w ważnych sprawach mieliśmy to samo zdanie no może raz czy dwa się ze sobą zgodziliśmy, ale teraz, gdy zobaczyłam, że przeżył wybuch ucieszyłam się jak nigdy i poczułam ogromną ulgę a serce zabiło mi mocniej, kiedy odwzajemnił mój uścisk i zniknęło uczucie pustki, jaką czułam, gdy myślałam, że nie żyje, bo kutnie z nim były jak do tej pory najlepszym, co przytrafiło mi się w życiu, Oprócz Oczywiście poznania Fina, w którym się zakochałam, lecz jak się okazało po nocy, którą z nim spędziłam, Fin miał już dziewczynę, o czym zapomniał wspomnieć i mimo że mnie wykorzystał ja wciąż coś do niego czułam on zaś czując coś do mnie zerwał z Ravenn i od roku byliśmy szczęśliwą parą. Ale w tej chwili przestałam myśleć o Finie teraz liczył się tylko Bellamy i to, że żyje, gdy już powoli się od niego odsuwałam szepnęłam mu do ucha jedno słowo
- Tęskniłam
- Ja o dziwo też - gdy to usłyszałam oboje się do siebie uśmiechnęliśmy. Nie miałam pojęcia jak można tak bardzo tęsknić za osobą, której nie znosisz. Lecz chyba gdzieś głęboko w sercu moje uczucie do Bellamego było znacznie silniejsze.
 Cieszyłam się, że Bellamy do nas wrócił, byłam pewna, że będzie jak dawniej, lecz nie przypuszczałam tylko, że tak trudno będzie mi spojrzeć mu ponownie w oczy, czułam się winna tego, co go spotkało może i rany na jego ciele się zagoją, ale czy kiedykolwiek zapomni o tym, co zrobiłam i mi wybaczy.
Zaprowadź go do ambulatorium ja zaraz przyjdę - powiedziałam do Octavii wskazując kierunek, w którym ma iść, po czym dodałam - muszę porozmawiać z Finem
- Finn musicie iść beze mnie na to polowanie ja muszę zająć się Bellami tylko proszę uważaj na siebie - powiedziałam, po czym lekko pocałowałam swojego chłopaka i ruszyłam w stronę ambulatorium, Finn zaś z Jasperem i Murphym opuścił obóz i ruszył na polowanie. Kiedy weszłam do ambulatorium ujrzałam  Bellame'go, oraz Octavię, która ostro o czymś z nim rozmawiała, lecz gdy usłyszeli jak wchodzę od razu zamilkli. Nie zwracając na to większej uwagi poprosiłam Octavie by wyszła i pozwoliła mi się zająć bratem.
- Octavio mogłabyś wyjść musze poskładać do kupy twojego brata - powiedziałam poważnie.
- Jasne już wychodzę, Ale zawołaj mnie jak skończysz, bo muszę z nim porozmawiać. - Nakazała dziewczyna, po czym opuściła ambulatorium, a ja zajełam się opatrywaniem bruneta. Gdy Bellamy i ja zostaliśmy sami nastał moment ciszy nie wiedziałam, co mu powiedzieć w zasadzie nawet nie potrafiłam spojrzeć mu w oczy, więc po prostu wydałam polecenie.
- Zdejmij koszulkę – poleciłam widząc, że przesiąkła przez nią w jednym miejscu krew
- Wow ledwo wróciłem a ty już mnie rozbierasz, nie spodziewałem się tego po tobie Księżniczko –powiedział chyba chciał w ten sposób rozluźnić atmosferę, co nawet mu się udało.
- Ha,ha, bardzo śmieszne, muszę cię opatrzyć idioto. - Słysząc te słowa Bellamy uśmiechną się i zdjął koszulkę - ja zaś widząc jego rany posmutniałam a w moich oczach pojawiły się łzy natychmiast się odwróciłam sięgając po opatrunki a przy okazji ocierając łzy by ukryć je przed Bellamym.
-To aż tak ze mną źle - zapytał Bellamy siląc się na uśmiech. Chyba jednak coś zauważył.
- Nie wszystko w porządku wyliżesz się - powiedziałam opatrując go, i natychmiast wzięłam się za oczyszczenie ran - teraz masz wypoczywać i to bez dyskusji potrzebuje cię - nakazałam, po czym ujrzałam na twarzy Bellame'go uśmiech - więc natychmiast się poprawiłam - To znaczy my cię potrzebujemy. - Poprawiłam szybko swoje słowa.
- Jak do tej pory sobie świetnie radziliście. - Powiedział a w moich oczach ponownie stanęły łzy gdyż poczułam, że miał mi za złe, to że go nie szukałam
- Nieprawda, po prostu byłam pewna, że nie żyjesz. Gdybym wiedziała, że tak nie jest przeczesałabym całą ziemie by cię znaleźć. Mam nadzieje, że kiedyś mi wybaczysz to, że cię nie szukałam wraz z innymi. Bo naprawdę mi na tobie zależy. - Słysząc to Bellamy zszedł z leżanki i podchodząc położył dłoń na moim policzku jednocześnie ocierając kciukiem łzę, która po nim spłynęła po czym czule szepną
- Nie mam ci, czego wybaczać księżniczko - po czym szybko ucałowawszy kącik mych ust wyszedł a ja stałam w miejscu zdziwiona jego zachowaniem, czemu tak łatwo mi wybaczył przecież powinien być wściekły.

BELLARKE - KSIĘŻNICZKA

NA DOBRY POCZĄTEK TELEDYSK MOJEJ ROBOTY ;)


Prolog

 CLARKE
Zawsze wiedziałam, że kiedyś tak samo jak moja mama zakocham się bez pamięci i będę nawet gotowa oddać życie za tą miłość, ale nie przypuszczałam, że zakocham się w kimś, kto będzie posiadać wszystkie te cechy, których nienawidzę u facetów a mianowicie mam tu na myśli Bellame’go Blacke, Bellamy jest arogancki, impulsywny, egoistyczny, zabójczo przystojny, przez co lgną do niego wszystkie dziewczyny, a on traktuje je jak swoje zabawki, nienawidziłam go za to, lecz tu na Ziemi z czasem zaczęłam dostrzegać też jego dobrą stronę. Bellamy ma dobre serce, chociaż stara się to ukryć, a ja nie wiem, czemu uświadomiłam sobie to dopiero, gdy byłam pewna, że straciłam go na zawsze. Tak, więc witajcie nazywam się Clarke Griffin i opowiem wam historie mojej miłości.
***

Od dnia, w którym nasza 100 wylądowała na ziemi i dnia, w którym poznałam Bellame’go wiele się wydarzyło, lądując żadne z nas nie spodziewało się tego, co będzie na nas czekać na miejscu. Ziemia miała być naszym nowym domem, nikt nie spodziewał się, że może ona skrywać tyle tajemnic i niebezpieczeństw oraz że będzie nas czekać walka o przetrwanie i prawo do życia wojna, której staliśmy się uczestnikami zmieniła nas staliśmy się zupełnie innymi ludźmi, a nawet odebrała nam kilkoro z nas na początku była nas 100 kilka dni potem kilkoro z nas zginęło podczas ataku ziemian w tym jak sądziłam Bellamy, bo przecież na własne oczy widziałam jak tuż przed wybuchem ładunku zostaje ugodzony sztyletem przez jednego z ziemian i upada na ziemie chciałam do niego podbiec i mu pomóc, ale w ostatniej Chwili powstrzymał mnie Jasper. Mimo iż od pierwszego dnia nienawidziłam się z Bellami i nie zgadzałam. To teraz czasem go wspominałam, bo drugiego dnia na ziemi ocalił mi życie może i zawsze przez cały czas zgrywał rządnego władzy egoistycznego dupka, ale ja z czasem przekonałam się, że to tylko pozory, co więcej można powiedzieć, że z czasem zaczęliśmy się rozumieć a nawet zaprzyjaźniać cóż chcąc nie chcąc potrzebowałam go, bo to właśnie on nauczył mnie jak posługiwać się bronią by móc walczyć, a poza tym miał duży wpływ na pozostałych słuchali go Bellamy był przywódcą, dlatego kiedy dowiedziałam się o jego śmierci przestraszyłam się jak ja sobie ze wszystkim poradzę, bo teraz to na mnie spad Ciężar zostanie liderem grupy na szczęście miałam Fina, który akurat zarwał z Ravenn i już kilka dni potem związał się ze mną. Teraz od roku jesteśmy naprawdę szczęśliwą parą, ale choć nie chciałam tego przyznać to gdzieś bardzo głęboko w sercu część mnie wciąż rozpaczała po śmierci Bellame’go, ale dzisiejszy dzień miał wszystko zmienić.