BELLAMY
2 godziny później
Od dwóch godzin idziemy z Clarke w stronę bunkra, cały czas śmiejąc się, żartując i wspominając czasy, kiedy byliśmy wrogami. Gdyby zaraz na początku ktoś mi powiedział, że zakocham się w naszej księżniczce, najprawdopodobniej bym go wyśmiał i wyzwał od idiotów. Teraz natomiast sam nie mogę w to uwierzyć; kocham ją, a ona to odwzajemnia. Jeszcze nigdy nie byłem tak szczęśliwy.
- Uwierzyłabyś, że kiedyś będziemy do siebie czuć coś takiego? – zapytałem, biorąc Clarke za rękę.
- Co masz na myśli, mówiąc „coś takiego”?
- Dobrze wiesz – powiedziałem, spoglądając na nasze splecione dłonie. Clarke zaś w odpowiedzi tylko się zaśmiała. – Co cię tak bawi? – zapytałem zdziwiony jej nagłym wybuchem śmiechu.
- Nic takiego, może kiedyś ci powiem – odpowiedziała, chyba próbując się ze mną droczyć.
- Powiedz teraz.
- O nie! Na to musisz sobie zasłużyć.
- Jeszcze nie zasłużyłem? – zapytałem, podnosząc jedną brew do góry.
- Nie.
CLARKE
- Powiedz, bo pożałujesz – zagroził, podstępnie się uśmiechając. Wiedziałam, że coś kombinuje, ale co zrobić - uwielbiałam się z nim drażnić.
- A niby co ty mi możesz zrobić?
- Dobra, sama tego chciałaś - powiedział, po czym z zaskoczenia złapał mnie i zacząć łaskotać.
- A! Bellamy, przestań! – krzyczałam, śmiejąc się i próbując wyrwać z jego objęć. - Dobra, już dobra. Powiem, tylko przestań!
- Więc gadaj.
- Przykro mi, ale to musi zaczekać. Jesteśmy na miejscu – powiedziałam, wskazując w stronę bunkra.
- Masz szczęście, ale i tak ci nie odpuszczę – zapewnił mnie, grożąc przy tym palcem, po czym ruszył w kierunku bunkra. Gdy weszliśmy do środka, ujrzałam szeroki uśmiech na twarzy Bellamy’ego.
- Co cię tak bawi? – zapytałam.
- Kiedyś ci powiem – odpowiedział w odwecie.
- Co?
- Musisz zasłużyć.
- Jesteś niemożliwy – powiedziałam, kręcąc głową i zakładając ręce na piersi.
- A ty śliczna jak się złościsz – powiedział, po czym załadował broń i wymijając mnie z tym swoim szyderczym uśmieszkiem, ruszył w głąb bunkra, sprawdzając wszystkie pomieszczenia po drodze. Za chyba trzecimi drzwiami okazało się, że jest tam klatka schodowa, na której panowała zupełna ciemność. Gdy poświeciłam latarką zobaczyliśmy, że schody prowadzą jedynie dół. Powoli ruszyliśmy schodami, kiedy nagle z pomieszczenia na końcu schodów usłyszeliśmy jakiś hałas.
– Uważaj – szepnęłam, Bellami zaś tylko skinął głową na znak zgody i ruszył do przodu. Nagle wyskoczyło na nas dwóch żniwiarzy. Bell od razu zlikwidował jednego po drugim.
- Pospieszmy się, może być ich tu więcej.
Jak najszybciej zabraliśmy się za przeszukiwanie pomieszczenia. O dziwo po przeszukaniu piwnicy, w bunkrze okazało się, że rzeczywiście znaleźliśmy skład z lekami. Nie było tego wiele, ale zawsze coś. Załadowawszy plecaki lekami, ruszyliśmy w drogę powrotną. Gdy została nam niecała godzina do obozu, usłyszeliśmy dźwięk rogu oznajmiającego o nadejściu toksycznej mgły. Bellamy natychmiast złapał mnie za rękę, ciągnąc w stronę najbliższego schronienia. Zaczęliśmy przedzierać się przez zarośla. W oddali było już widać zarys wejścia do jakiejś jaskini. Kiedy byliśmy już w środku, Bellamy odwrócił się żeby zobaczyć, jak daleko od nas jest mgła, która była już przed samym wejściem.
- Udało nam się w ostatniej chwili. - mruknął z ulgą, wciągając mnie w głąb jaskini.
- Trochę tu zabawimy - powiedziałam, na co Bellamy zareagował szerokim uśmiechem.
- Co się tak głupkowato szczerzysz? – zapytałam, on zaś bez słowa zaszedł mnie od tyłu i obejmując rękoma, odgarnął moje włosy na lewe ramię, po czym nachylił się nad moim uchem i szeptem odpowiedział mi na pytanie.
- Bo właśnie wpadłem na pomysł jak zabić czas, który tu spędzimy – wymruczał, po czym skubnąwszy ustami płatek mojego ucha, zaczął składać delikatne pocałunki na mojej szyi. Czułam jak robi mi się gorąco, a serce zaczyna bić jak szalone.
- Eee… Bellamy… Mieliśmy zacząć od małych rzeczy, pamiętasz? – powiedziałam, ciężko wzdychając.
- Więc chcesz bym przestał? - zapytał, całując moją szyję.
- Tak? - odpowiedziałam niepewnie, podczas jego pocałunków, na co Bellamy odwrócił mnie do siebie. Spojrzał mi głęboko w oczy i zbliżył swoje usta do moich tak, że dzieliły je od siebie dosłownie milimetry.
- To czemu ci nie wierzę? – mruknął.
- Niech cię diabli, Bellamy – wydyszałam, popychając go na ścianę jaskini i całując, on zaś się roześmiał, a już po chwili po całej jaskini były porozrzucane nasze ubrania. Ja i Bellamy kochaliśmy się - dla nas obojga to było wyjątkowe kilka godzin spędzonych w swoich ramionach, których nigdy nie zapomnę.
*****
Bardzo proszę o komentarze chcę wiedzieć czy wogule ktoś to czyta.
Cudo *.*
OdpowiedzUsuńCzekam na szósteczkę :)
Juz sa kolejne rozdziały
Usuń