niedziela, 15 października 2017

Rozdział 3

Bellamy:
Wybierałem się właśnie na patrol, gdy podbiegł do mnie Nate.
- Bellamy zaczekaj chwile kanclerz cię wzywa
- Ale przecież idę na patrol - odpowiedziałem, patrząc na niego ze zmarszczonym czołem
- Mam cię zastąpić to ponoć coś pilnego, Clark też wezwano - powiedział wymownie.
- No dobra już idę - powiedziałem westchnąwszy ciężko idąc korytarzem zastanawiałem się, o co może chodzić, mam nadzieje, że kanclerz nie wyśle mnie gdzieś razem z Clark, bo od powrotu do arki starałem się jej unikać nie, dlatego że miałem jej za złe to, że nie starała się mnie odnaleźć wprost przeciwnie byłem jej wdzięczny, bo nawet o tym nie wiedząc uratowała mi życie tylko dzięki myśli o niej i nadziei, że jeszcze ją kiedyś ujrzę miałem siłę by przetrwać te wszystkie tortury to dla niej przeżyłem powód mojego zachowania był inny unikałem jej, bo zdałem sobie sprawę, że ją Kocham a ona była dziewczyną mojego kumpla zaś mnie Clark ujrzała tylko i wyłącznie za przyjaciela nie wiedziała, co naprawdę do niej czuje nie miałem najmniejszej ochoty wysłuchiwać jej zwierzeń na temat Fina, gdy widziałem ich razem aż kipiałem z zazdrości wystarczyło mi, że podczas polowań musiałem wysłuchiwać zwierzeń chłopaka a wczoraj nawet on posuną się za daleko opowiadając mi i Murphemu, jaka to Clark jest w łóżku i choć jak już mówiłem jest moim kumplem to miałem ochotę mu wtedy rozkwasić te jego buźkę. Rozmyślając nawet nie wiedziałem, kiedy znalazłem się przed drzwiami kanclerz.. Dotarłszy do gabinetu zapukałem i nawet nie czekając na odpowiedz wszedłem i zamknąwszy za sobą drzwi od razu zacząłem zadawać pytania, o co chodzi i po co mnie wezwano.
- W ambulatorium kończą się antybiotyki, dlatego wyruszycie sprawdzić bunkier 3 kilometry z stąd na zachód
- Ale przecież już tam byliśmy to z stamtąd mamy broń - zaoponowałem
- Tak, dlatego to wy pójdziecie znacie drogę po za tym nie sprawdziliśmy obu poziomów bunkra
- Jak to obu? - Zdziwiłem się.
- Na planach, które znalazłam jest oznaczony jeszcze jeden poziom, który wcześniej nie został sprawdzony gdyż nie wiedzieliśmy o podziemiach. Może znajdziecie tam jakieś leki - wyjaśniła Abby.
- Kiedy mamy wyruszyć? - Zapytałem, wzdychając.
- Jutro z samego rana
- Nie lepiej wziąć Rovera i w ciągu 2 godzin bylibyśmy z powrotem? - Zaproponowałem mając jeszcze cichą nadzieje, że w ten sposób uniknę wycieczki w towarzystwie Clark.
- Niestety Rover ma wziąć Ravenn na przegląd, a ja potrzebuję tych leków, natomiast wam przyda się wspólny spacer - oznajmiła kanclerz z lekkim uśmiechem spoglądając porozumiewawczo na Clark. A moja nadzieja na uniknięcie spędzenia kilku godzin w towarzystwie blondynki znikła.
Clark:
Gdy tylko Bellamy opuścił gabinet mojej matki od razu zaczęłam wypytywać ją, o co tu tak naprawdę chodzi gdyż osobiście robiłam inwentaryzacje i antybiotyków, o których mówiła było jeszcze dość dużo.
- Ok, o co tu tak naprawdę chodzi - zapytałam, gdy tylko zostałam sama z matką
- O nic takiego
- Mamo robiłam osobiście inwentaryzacje antybiotyków, o których mówiłaś jest jeszcze dość wiec, po co tak naprawdę nas tam wysyłasz. - Zapytałam podejrzliwie
- Och Clark nie możesz tak się katować musisz z nim porozmawiać a ja ci tylko daje ku temu okazje wykorzystaj ja dobrze
- Zaraz czy ty właśnie próbujesz bawić się w swatkę - zapytałam podejrzliwie spoglądając na matkę
- Nie Clark próbuje ci pomóc go zrozumieć. Szczerze nawet nie za bardzo przepadam za tym chłopakiem, ale wasze zachowanie przypomina mi mnie i twojego ojca za młodu byliśmy dokładnie tacy sami uparci i ślepi a historia lubi się powtarzać, dlatego chce ci pomóc.
- Jak to byliście tacy sami? - Zapytałam zaskoczona od śmierci ojca nigdy o nim nie rozmawiałyśmy a jak próbowałam o coś pytać mama unikała tego tematu.
- Kiedyś może ci opowiem. A teraz lepiej idź musisz wypocząć przed jutrem a ja mam dużo pracy.
- Ale...? - Zaczęłam chcąc zaprotestować i prosić o opowieść zaś mama ucięła mi w pół zdania
- Kiedy indziej Clark - mogłabym przysiądź ze w tamtym momencie ujrzałam jak jej oczy się zaszkliły, więc zrezygnowałam na razie z dalszego dociekania prawdy i wyszłam z gabinetu ruszając do swojego pokoju.
C.D.N.
***

I jak podoba wam się ?. Piszcie w komentarzach. Zaciekawiłam Was.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz