Bellamy:
Wybierałem
się właśnie na patrol, gdy podbiegł do mnie Nate.
- Bellamy
zaczekaj chwile kanclerz cię wzywa
- Ale
przecież idę na patrol - odpowiedziałem, patrząc na niego ze zmarszczonym
czołem
- Mam cię
zastąpić to ponoć coś pilnego, Clark też wezwano - powiedział wymownie.
- No dobra
już idę - powiedziałem westchnąwszy ciężko idąc korytarzem zastanawiałem się, o
co może chodzić, mam nadzieje, że kanclerz nie wyśle mnie gdzieś razem z Clark,
bo od powrotu do arki starałem się jej unikać nie, dlatego że miałem jej za złe
to, że nie starała się mnie odnaleźć wprost przeciwnie byłem jej wdzięczny, bo
nawet o tym nie wiedząc uratowała mi życie tylko dzięki myśli o niej i nadziei,
że jeszcze ją kiedyś ujrzę miałem siłę by przetrwać te wszystkie tortury to dla
niej przeżyłem powód mojego zachowania był inny unikałem jej, bo zdałem sobie
sprawę, że ją Kocham a ona była dziewczyną mojego kumpla zaś mnie Clark ujrzała
tylko i wyłącznie za przyjaciela nie wiedziała, co naprawdę do niej czuje nie
miałem najmniejszej ochoty wysłuchiwać jej zwierzeń na temat Fina, gdy
widziałem ich razem aż kipiałem z zazdrości wystarczyło mi, że podczas polowań
musiałem wysłuchiwać zwierzeń chłopaka a wczoraj nawet on posuną się za daleko
opowiadając mi i Murphemu, jaka to Clark jest w łóżku i choć jak już mówiłem
jest moim kumplem to miałem ochotę mu wtedy rozkwasić te jego buźkę.
Rozmyślając nawet nie wiedziałem, kiedy znalazłem się przed drzwiami kanclerz..
Dotarłszy do gabinetu zapukałem i nawet nie czekając na odpowiedz wszedłem i
zamknąwszy za sobą drzwi od razu zacząłem zadawać pytania, o co chodzi i po co
mnie wezwano.
- W
ambulatorium kończą się antybiotyki, dlatego wyruszycie sprawdzić bunkier 3
kilometry z stąd na zachód
- Ale
przecież już tam byliśmy to z stamtąd mamy broń - zaoponowałem
- Tak,
dlatego to wy pójdziecie znacie drogę po za tym nie sprawdziliśmy obu poziomów
bunkra
- Jak to
obu? - Zdziwiłem się.
- Na
planach, które znalazłam jest oznaczony jeszcze jeden poziom, który wcześniej
nie został sprawdzony gdyż nie wiedzieliśmy o podziemiach. Może znajdziecie tam
jakieś leki - wyjaśniła Abby.
- Kiedy mamy
wyruszyć? - Zapytałem, wzdychając.
- Jutro z
samego rana
- Nie lepiej
wziąć Rovera i w ciągu 2 godzin bylibyśmy z powrotem? - Zaproponowałem mając
jeszcze cichą nadzieje, że w ten sposób uniknę wycieczki w towarzystwie Clark.
- Niestety
Rover ma wziąć Ravenn na przegląd, a ja potrzebuję tych leków, natomiast wam
przyda się wspólny spacer - oznajmiła kanclerz z lekkim uśmiechem spoglądając
porozumiewawczo na Clark. A moja nadzieja na uniknięcie spędzenia kilku godzin
w towarzystwie blondynki znikła.
Clark:
Gdy tylko
Bellamy opuścił gabinet mojej matki od razu zaczęłam wypytywać ją, o co tu tak
naprawdę chodzi gdyż osobiście robiłam inwentaryzacje i antybiotyków, o których
mówiła było jeszcze dość dużo.
- Ok, o co
tu tak naprawdę chodzi - zapytałam, gdy tylko zostałam sama z matką
- O nic
takiego
- Mamo
robiłam osobiście inwentaryzacje antybiotyków, o których mówiłaś jest jeszcze
dość wiec, po co tak naprawdę nas tam wysyłasz. - Zapytałam podejrzliwie
- Och Clark
nie możesz tak się katować musisz z nim porozmawiać a ja ci tylko daje ku temu
okazje wykorzystaj ja dobrze
- Zaraz czy
ty właśnie próbujesz bawić się w swatkę - zapytałam podejrzliwie spoglądając na
matkę
- Nie Clark
próbuje ci pomóc go zrozumieć. Szczerze nawet nie za bardzo przepadam za tym
chłopakiem, ale wasze zachowanie przypomina mi mnie i twojego ojca za młodu
byliśmy dokładnie tacy sami uparci i ślepi a historia lubi się powtarzać,
dlatego chce ci pomóc.
- Jak to
byliście tacy sami? - Zapytałam zaskoczona od śmierci ojca nigdy o nim nie
rozmawiałyśmy a jak próbowałam o coś pytać mama unikała tego tematu.
- Kiedyś
może ci opowiem. A teraz lepiej idź musisz wypocząć przed jutrem a ja mam dużo
pracy.
- Ale...? -
Zaczęłam chcąc zaprotestować i prosić o opowieść zaś mama ucięła mi w pół
zdania
- Kiedy
indziej Clark - mogłabym przysiądź ze w tamtym momencie ujrzałam jak jej oczy
się zaszkliły, więc zrezygnowałam na razie z dalszego dociekania prawdy i
wyszłam z gabinetu ruszając do swojego pokoju.
C.D.N.
***
I jak
podoba wam się ?. Piszcie w komentarzach. Zaciekawiłam Was.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz